Ponad półtora miesiąca zwolnienia, kilkanaście wizyt lekarskich i badania właściwie co kilka dni dało mi nową umiejętność: stałam się specjalistką od egzekwowania uprawnień, które daje mi wykupiony abonament na opiekę lekarską.

Tak, mam abonament medyczny za niecałe 70 zł miesięcznie. Drogo jak na kraj z ponoć bezpłatną służbą zdrowia, ale inaczej się nie da.

Już nie pamiętam, kiedy w publicznej służbie zdrowia udało mi się dostać numerek na ten sam dzień, w którym dzwoniłam do przychodni. Nie mówiąc już o tym, że dodzwonić się to dopiero sztuka.

Najgorzej jest ze specjalistami

Prywatną wizytę u internisty w ramach pakietu zamówiłam telefonicznie. Pierwszy raz udało się od ręki. Potem już tak dobrze nie było, choć miałam wpisane w dokumentację „wizyta kontrolna". Ratowało mnie tylko to, że mam poszerzony abonament i klinika musi mi obowiązkowo w ciągu kilku godzin załatwić każdego lekarza z listy. Nie każdy jest jednak w takiej dobrej sytuacji.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej