Jeśli masz tak jak ja, to nie lubisz w knajpie zamawiać wody mineralnej w butelce. Bo wolisz kranówkę. Tak jest taniej i bardziej ekologicznie. Ograniczam produkcję opakowań i śmieci, a także emisję spalin – przecież wodę w szkle czy plastiku przywiozła ciężarówka, a potem po butelkę przyjechać musi śmieciarka.

Są już, zwłaszcza w większych miastach, lokale, które chwalą się serwowaniem kranowej i informują o takiej możliwości już na wejściu albo w menu. Lubimy te knajpy! W innych to problem różnego kalibru. Znajoma odwiedziła ostatnio kilka warszawskich knajp jednego dnia i poznała cały wachlarz reakcji na zamówienie kranówki: w jednej podanie jej nie było żadnym problemem, w drugiej kelner przewrócił oczami i się zgodził, tonem „wyjątkowo, po znajomości”.

W trzeciej spotkała się z odmową. Co prawda nie trzeba było zamawiać wody butelkowanej, ale jedyną alternatywą była „woda z dystrybutora” w cenie 5 zł za butelkę.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej