Skutki wzrostów cen odczuli już na własnej skórze Marta i Dariusz. Startują z budową domu pod Rzeszowem. Choć wciąż oczekują na pozwolenie na rozpoczęcie prac, już musieli się zapożyczać, by zakupić pierwsze materiały. – Dopóki nie będziemy mieć pozwolenia na budowę, nie dostaniemy kredytu. Tymczasem na początku roku zadzwonił do nas właściciel firmy, która będzie nam budowała dom, byśmy pomyśleli nad zakupem stali i pustaków. Podobno te materiały cały czas idą w górę. Zapożyczyliśmy się u rodziny, by dokonać takiego zakupu – opowiada Marta.

O kosztach całej budowy nawet nie chce myśleć. Małżeństwo ma w planach zaciągnięcie kredytu na 300 tys. zł, a resztę chce dozbierać z bieżących zarobków. Ale rosnące ceny materiałów powodują, że zaczynają się martwić, czy pieniędzy z kredytu na pewno wystarczy. – Boję się, że w pewnym momencie zabraknie nam pieniędzy, ale z drugiej strony nie chcemy też wpakować się w potężny kredyt. Najwyżej budowa nam się po prostu przeciągnie – dodaje Marta.

Pozostało 86% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej