Maria i Wojtek z Łodzi osiem lat temu kupili 50-metrowe mieszkanie. Kiedy jednak urodziło im się dwoje dzieci, stwierdzili, że brakuje im przestrzeni. Zaczęli się rozglądać za czymś większym. – Udało nam się znaleźć bardzo fajne czteropokojowe mieszkanie o powierzchni 75 metrów kwadratowych i kiedy w końcu się zdecydowaliśmy na jego zakup, sprzedający oznajmił, że na mieszkaniu ciąży hipoteka. Przeraziłam się – opowiada Maria.

Maria bała się, że kupno mieszkania obciążonego hipoteką będzie oznaczało, że spłata tego zobowiązania spadnie na barki jej i męża. A oni także chcieli zaciągnąć kredyt na kupno większej nieruchomości. – Bałam się, że będę spłacać dwa zobowiązania: raty swoje i raty sprzedającego – opowiada.

Dopiero pracownik banku wyjaśnił Marii, że nic takiego jej nie spotka. Musi tylko dopilnować kilku formalności, przede wszystkim zadbać, by zobowiązanie sprzedającego zostało spłacone w momencie przeprowadzenia transakcji kupna-sprzedaży.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej