Dwa i pół miesiąca w drodze. Łącznie przejechanych 20 stanów i noclegi pewnie w jakichś 30 hotelach lub motelach, w większości amerykańskich sieciówek przy autostradach i wylotówkach wielkich miast. Prawie w każdym z nich znajdowałem maleńkie plastikowe buteleczki. Minimum dwie, ale często cztery. Jedna z szamponem, druga z odżywką, trzecia z żelem pod prysznic, czwarta z kremem…  Wszystkie zapakowane w folię, a do tego jeszcze przygotowany jednorazowy czepek foliowy.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej