Kryteria przetargowe MON są niejasne, Polacy ich nie rozumieją - Debata ISBnews

ISBNews
25.09.2015 13:01
A A A


Warszawa, 25.09.2015 (ISBnews) - Zamknięcie przetargu na wybór śmigłowca dla polskich sił zbrojnych bez wyboru żadnej oferty i przeprowadzenie ponownego postępowania byłoby korzystnym rozwiązaniem dla polskiej gospodarki, uważają uczestnicy XVI Debaty Eksperckiej ISBnews pt. "Czy przetarg na śmigłowce wielozadaniowe powinien zostać unieważniony?". Nowe otwarcie w tej kwestii dałoby również szansę na rewizję poglądów na temat potrzeb armii.

Debatę rozpoczął prezes Instytutu Badań Rynkowych i Społecznych (IBRiS) Marcin Duma, prezentując badania zrealizowane na zlecenie ISBnews. Wynika z nich m.in., że najważniejsze kryteria, którymi powinien kierować się rząd kupując broń dla wojska, to: broń wyprodukowana w Polsce (49% żołnierze, 50% ogółem ankietowanych Polaków) oraz wysoka jakość (71% żołnierze, 45% Polacy). Ankietowani wskazali również jako istotny czynnik nowoczesność konstrukcji (42% żołnierze, 31% Polacy). Równie chętnie ankietowani widzieliby broń opartą o Polską konstrukcję czy technologię (27% żołnierze, 30% Polacy).

Inne pytanie dotyczyło oceny ofert złożonych w przetargu śmigłowcowym. Blisko 30% badanych żołnierzy znajdujących się w służbie czynnej i prawie 25% ogółu ankietowanych Polaków wybrałoby dla Wojska Polskiego ofertę śmigłowców z PZL Mielec - A Sikorsky Company. Natomiast na ofertę śmigłowców dla Wojska Polskiego z firmy PZL Świdnik - Augusta Westland wskazało 22% żołnierzy i 15% ogółu ankietowanych Polaków, z kolei ofertę z Airbus Helicopters wybrałoby odpowiednio: 15% i 12% badanych. Podsumowując Duma podkreślił, że według badania IBRiS, 59% żołnierzy i 52% Polaków zdecydowanie dobrze lub raczej dobrze ocenia działania rządu i Ministerstwa Obrony Narodowej na rzecz unowocześniania uzbrojenia polskiego wojska.

"Obserwując przetarg na śmigłowce, przyglądaliśmy się przede wszystkim kwestiom gospodarczym. W Polsce produkujemy stosunkowo niewiele uzbrojenia na światowym poziomie i dlatego musimy kupować je za granicą. Ale jest kilka dziedzin, gdzie produkujemy na wysokim, światowym poziomie. Jedną z tych dziedzin są śmigłowce, dzięki naszym dwóm fabrykom - w Świdniku i Mielcu. Zdrowy rozsądek nakazuje więc, żeby wspierać swoją gospodarkę i wyprodukować je w kraju, zwłaszcza, że nie ma ekspertyz, które wskazywałyby, że wybrana francuska maszyna jest istotnie lepsza" - rozpoczął dyskusję prezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców (ZPP) Cezary Kaźmierczak, autor raportu o przetargu opublikowanym na początku września.

"Dlatego poparlibyśmy rozwiązanie, by dokonać zakupu z wolnej ręki: cześć maszyn w Mielcu i część w Świdniku, a obecny przetarg zamknąć bez wyboru oferty" - dodał.

Podobnego zdania był prezes Narodowego Centrum Studiów Strategicznych (NCSS) Tomasz Szatkowski, zastrzegając, że takie rozwiązanie musiałoby być w pełni wykonalne od strony formalnej.

"Nie musimy produkować w Polsce każdego rodzaju uzbrojenia - np. budowa własnego myśliwca byłaby nieuzasadniona ekonomicznie. Ale co do śmigłowców - mamy dwa zakłady u siebie, ponadto są zakłady serwisowe w przemyśle państwowym. O tym zakupie trzeba myśleć w kategoriach impulsu, który może iść do przemysłu. W tym kontekście wybrana oferta jest najsłabsza" - podkreślił.

"Dla wojska i przemysłu dobrze by było, gdyby dało się spojrzeć od nowa na to zamówienie. Co do relacji międzynarodowych, to jest jasne, że powinniśmy utrzymywać jak najlepsze, ale nie jest tak, że musimy obłaskawić wszystkich partnerów" - zaznaczył Szatkowski.

Na ogólnogospodarcze znaczenie projektu zwrócił też uwagę dyrektor zarządzający PZL Świdnik Krzysztof Krystowski.

"To wielkie, strategiczne decyzje dla bezpieczeństwa i potencjalnie koło zamachowe dla gospodarki. Przemysł obronny ma największe znaczenie, jeśli chodzi o transfer technologii do gospodarki. Wartość tego przetargu to ok. 13,5 mld zł. To kwota porównywalna do pomocy UE dla całej Polski Wschodniej w perspektywie 2014-2020. Ten przetarg ma więc wagę, jak cała pomoc dla wielkiego regionu Polski. To potężne narzędzie" - powiedział Krystowski.

Zaznaczył też, że wybrano ofertę poprzez kwalifikację negatywną, odrzucając dwóch oferentów ze względów formalnych.

"Mamy decyzję podjętą na podstawie wątpliwych przesłanek. Przypominam, że dwie oferty zostały odrzucone, wybór nastąpił przez kwalifikację negatywną. Gdyby oferty realnie porównać, to pewnie byśmy wygrali" - wskazał dyrektor zarządzający Świdnika.

W dalszej części debaty uczestnicy zwrócili uwagę, że przesłanki wyboru oferty Airbus Helicopters są niejasne, zwłaszcza, że same potrzeby wojska przed i w trakcie postępowania były słabo zdefiniowane.

"Trudno ustalić, dlaczego akurat taki śmigłowiec wybraliśmy. Nawet liczba kupowanych maszyn jest rzeczą, co do której są wątpliwości. Może powinniśmy zrewidować dotychczasowe decyzje" - podkreślił Krystowski.

"Potrzeby wojska wydają się nie najlepiej zdefiniowane. Śmigłowce uderzeniowe są większą potrzebą niż użytkowo-transportowe. Jest pytanie, czy obecne zamówienie przystaje do potrzeb" - zgodził się Szatkowski.

Uczestnicy debaty zastanawiali się również, w jaki sposób działać, by w kolejnych przetargach dotyczących modernizacji polskiej armii dokonywać optymalnych wyborów. Zgodzili się, że w kwestii zamówień dla wojska panuje swoisty kryzys decyzyjny.

"Przy tego rodzaju rozstrzygnięciach chowamy się za decyzjami urzędników średniego szczebla. Panuje kryzys decyzji, a politycy urządzają 'biurokratyczne piekło'. Minister obrony czy premier powinien wziąć odpowiedzialność" - powiedział prezes ZPP.

Dodał, że jest przeciwnikiem przetargów w zbrojeniówce, ponieważ nie mamy w nich doświadczenia i nie ma czasu, by je zdobywać. Dlatego decydować powinien minister przy wsparciu wybranej grupy ekspertów.

"Częściowo się zgadzam - politycy muszą brać odpowiedzialność za decyzje, ale muszą też mieć lepsze wsparcie w aparacie urzędniczym. Muszą powstawać przejrzyste analizy, wszystko da się zmierzyć. Zawsze są plusy i minusy, one są punktem wyjścia" - uzupełnił Szatkowski.

Koncepcja "bezprzetargowa" wzbudziła jednak wątpliwości dyrektora Krystowskiego.

"Bałbym się arbitralnych rozwiązań, choć rzeczywiście obecna 'konkursologia stosowana' daje poczucie, że procedury są parawanem, by zdobywać to, co chcieliśmy osiągnąć od początku. Procedury są dziurawe. Poszedłbym w stronę, że można dopuścić sytuacje, gdzie przecięcie węzła gordyjskiego decyzją byłoby pożądane, ale też musi to być postępowanie z poszanowaniem dla prawa. Nie można w trakcie postępowania zmieniać zasad, tak jak było w dyskutowanym przetargu" - podkreślił.

"Mogę pochwalić Inspektorat Uzbrojenia, bo widzimy, że wyciąga wnioski. Obserwujemy to, co się aktualnie dzieje" - dodał.

W opinii prezesa NCSS, obecny brak przejrzystości w zamówieniach wojskowych występuje z powodu konieczności przykrycia braku kompetencji.

"Mój ogląd jest taki, że potrzeby operacyjne kreowane są 'za bardzo na dole'. Winduje się wymogi, na czym cierpi ekonomiczność. Potem okazuje się, że daną potrzebę operacyjną można było rozwiązać inaczej. Nie stosuje się mechanizmu gier i symulacji. Bierze się to z tego, że najpierw mówił nam co robić Układ Warszawski, a potem liczyliśmy na sojuszników z NATO" - powiedział Szatkowski podczas debaty.

Prezes IBRIS Marcin Duma odniósł się w tym kontekście do oczekiwań Polaków w kwestii zakupów dla wojska.

"To nie jest miejsce dla plebiscytu, ale rządzący muszą pamiętać, że działanie wbrew oczekiwaniom społecznym powoduje konkretne koszty polityczne" - powiedział Duma, przypominając, że badania przeprowadzone dla ISBnews przez jego instytut wskazują, iż dla Polaków istotne jest, aby sprzęt dla armii produkowany był w Polsce.

"Potrzebna jest decyzja, a nie wymyślanie procesu, który do niej doprowadzi. Społeczeństwo potrzebuje przejrzystości procesu - musi wiedzieć, po co kupujemy sprzęt, kto decyduje. Ale jesteśmy w takim miejscu cyklu politycznego, że lepiej 'nie dotykać' tematu" - kontynuował.

W podsumowaniu jeszcze raz podkreślono, że w tego rodzaju przetargach kryterium przemysłowe, nawet jeśli nieujawnione jest kluczowe i stosowane wszędzie na świecie.

"Przykłady Włoch, Francji, Niemiec, Wielkiej Brytanii pokazują, że jest silna korelacja między lokalizacją produkcji na własnym terenie, a wyborem dokonywanym przez armię. Z przeprowadzonych badań wynika, że Polacy tego oczekują. Wierzę jeszcze w korzystne rozwiązanie" - powiedział Krystowski.

"To prawda, że wszyscy produkują 'u siebie', mogą wtedy rozwijać kompetencje przemysłowe. W kwestii omawianego przetargu dużo zależy, jaki będzie efekt protestu złożonego przez PZL Świdnik. Uznanie argumentów oznaczałoby nowe otwarcie. Tego typu rozstrzygnięcie, jeśli warunki formalne pozwolą, byłoby dobre dla interesu przemysłowego i prawdopodobnie też dla obronności" - podsumował Szatkowski.

W XVI Debacie Eksperckiej ISBnews uczestniczyli Dyrektor Zarządzający PZL Świdnik Krzysztof Krystowski, Prezes Instytutu Badań Rynkowych i Społecznych IBRiS Marcin Duma, Prezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców Cezary Kaźmierczak oraz prezes Narodowego Centrum Studiów Strategicznych, Tomasz Szatkowski. Pozostali zaproszeni goście, w tym przedstawiciele Kancelarii Prezydenta, MON oraz prezes PZL Mielec nie przyjęli zaproszenia ISBnews.

Lesław Kretowicz, Tomasz Chaberko

(ISBnews)