Bankowcy: Sektor nie 'zarazi' realnej gospodarki, popyt na kredyt wciąż niski

ISBNews
20.05.2020 18:58
A A A


Warszawa, 20.05.2020 (ISBnews) - Polski sektor bankowy jest nadpłynny, zdrowy i dobrze skapitalizowany i nie ma ryzyka, że banki "zarażą" realną gospodarkę. Obecnie banki obserwują ogromny spadek popytu na kredyty, związany z pandemią, który może być trudno odbudować w krótkim i średnim terminie. Pomocne byłoby rozluźnienie niektórych regulacji, które są pokłosiem kryzysu finansowego z roku 2008, uważają bankowcy.

Uczestnicy panelu EEC Online - prezes BOŚ Banku oraz wiceprezesi ds. bankowości korporacyjnej ING Banku Śląskiego, mBanku i BNP Paribas Bank Polska zgodnie poinformowali, że pierwsze tygodnie pandemii COVID-19 przyniosły bardzo silne ograniczenie popytu na kredyty, które wciąż się utrzymuje.

"Na początku reakcje były dość paniczne, bo nikt nie wiedział, w którą stronę będzie się rozwijała sytuacja. Później nastąpiło ograniczenie popytu na nowe kredyty, zmniejszyły się zapytania, pojawiły się 'wakacje kredytowe'. Klienci stopniowo się uspokajali i widzimy teraz trochę powrót do funkcjonowania przed kryzysem. Być może niektóre firmy wzięły trochę za dużo tych instrumentów pomocowych od rządu czy banku. Brały je też trochę na wszelki wypadek, bo starały się kumulować środki" - powiedział wiceprezes ING Banku Śląskiego Michał Bolesławski podczas panelu na EEC Online.

"W I fazie obserwowaliśmy akumulację gotówki na rachunkach rozliczeniowych wielu przedsiębiorstw, bo one trochę wstrzymywały się z płatnościami dla innych, starając się przewidzieć, co dalej będzie. Jak zobaczyły, że linie kredytowe są nadal dostępne, pojawią się instrumenty, którymi mogą być wsparte, to rozliczenia zaczęły wracać do normalnego rytmu" - dodał.

Silny spadek popytu na kredyty widoczny jest także w BNP Paribas Bank Polska.

"Ewidentnie widzimy dziś ogromny spadek popytu na kredyty z wyjątkiem wybranych branż, które potrzebowały środków szybko - np. retailu. Mam nadzieję, że w ramach odmrażania gospodarki popyt na krótkie kredyty wróci, ale z kredytami inwestycyjnymi będzie inaczej. Z jednej strony, widać, że wiele firm przesunie inwestycje na później, a z drugiej strony, są branże, które będą wyglądały inaczej niż przed kryzysem" - powiedział wiceprezes BNP Paribas Bank Polska Jerzy Śledziewski.

W kredytach ratalnych powrót następuje, więc może się okazać, że jednak nasza siła zakupowa będzie rosła, zaznaczył.

Jak zaznaczył prezes BOŚ Banku Bogusław Białowąs, skłonność do zaciągania zobowiązań w postaci kredytu czy pożyczki w sposób zauważalny jest ograniczona również w instytucji kierowanej przez niego. Ponadto, nowe warunki funkcjonowania firm i klientów indywidualnych skłaniają banki do zaostrzania kryteriów udzielania nowych kredytów.

"Są pewne branże, których kredytowanie jest obarczone znacznie większym ryzykiem. Na pewno należą do nich branża miejsc zakwaterowania, hotele. Na pewno ostrożność jest dosyć istotna i wstrzymanie finansowania w tym obszarze w ramach posiadanych limitów - konieczne" - powiedział Białowąs.

"Stąd podniesienie tych norm ostrożnościowych, które mamy wewnętrznie co do kredytowania poszczególnych branż, ale i też zwiększenie tej przestrzeni wkładu własnego jako istotnego elementu ograniczający ryzyko, ale także skorzystanie z tych instrumentów, które są w ramach tarczy antykryzysowej, które mają na celu pomoc przedsiębiorstwom, wszystkie linie gwarancyjne BGK plus tarcza PFR-owa - ten miks, który jest implementowany przez system bankowy, w tym Bank Ochrony Środowiska, pozwala troszeczkę wypłaszczyć ten negatywny kształt litery U" - powiedział prezes BOŚ Banku.

Dodał, że trudniejsze kredytowanie dotyczy nie tylko przedsiębiorstw, ale i osób fizycznych

Jak podkreślił wiceprezes BNP Paribas BP, kolejne kwartały mogą przynieść dalsze zaostrzanie kryteriów przyznawania kredytów, a dużą niewiadomą jest zachowanie rynku pracy.

"Potrzebujemy być bardziej selektywni. Trzeba patrzeć mniej branżowo, bardziej indywidualnie, jak firmy sobie radzą" - uważa Śledziewski.

Jak zaznaczył, jest grupa klientów, których od razu ta sytuacja dotknęła, ale dla zdecydowanej większości kluczowe będą koleje miesiące.

"Mamy wiele firm, które są dotknięte COVID-em - czyli obroty im spadły o 7%, 15% czy 27%. One mają przejściowe problemy, dostają programy z ZUS, finansowanie od nas poręczone przez BGK i z tarczy PFR. To, co ja widzę dziś na rachunkach bieżących to to, że płynność firm wzrosła, banki mają więcej pieniędzy" - powiedział wiceprezes mBanku Adam Pers.

Bankowcy są zgodni co do tego, że obecnie sektor jest nadpłynny i gotowy do finansowania gospodarki w nowych warunkach.

"To, co jest bardzo istotne w tym kryzysie to fakt, że banki są bardzo zdrowe, bardzo dobrze skapitalizowane i nie ma ryzyka, że banki zarażą sektor realnej gospodarki" - powiedział Pers.

"Obniżki stóp procentowych będą kosztować, większość banków podawała, że ten wpływ będzie sięgał ok. 100 mln zł 'plus'. Trzeba pamiętać, że banki to barometr gospodarki. Jeśli będzie mniej przelewów, mniej przetargów, mniej wymiany zagranicznej, to banki naturalnie spadną, jeśli chodzi o przychody. Z tym, że po tym, co podają analitycy i co my widzimy, to będzie dla banków rok lub dwa 'do tyłu', ale nie spodziewamy się Armagedonu" - powiedział Pers.

Jak zaznaczył, ważniejsze od kondycji banków będzie to, na ile klienci będą zgłaszali popyt na kredyty i na ile będzie ich stać.

"Jeżeli banki stracą, 3% ,5% czy 10% przychodów - to nie jest to coś, co zachwieje rynkiem. Jeżeli - a tak rynek prognozuje - wychodzenie z kryzysu będzie w kształcie litery U, czyli już III kwartał będzie miał kwartał do kwartału pozytywną dynamikę, potem IV do I powinien wyglądać dobrze, to ja raczej się spodziewam, że będziemy lekko dotknięci przez kryzys, ale banki nie powinny być hamulcowym dla gospodarki" - powiedział.

Jak zaznaczył Śledziewski, dzisiaj większość banków ma nadpłynność i zdecydowanie dysponuje środkami, aby pożyczać.

Jak podkreślił wiceprezes ING Banku Śląskiego, polski sektor jest mocno regulowany i obecna sytuacja jest dobrym momentem, aby te regulacje nieco poluźnić.

"Banki przez ostatnie 10-12 lat od ostatniego kryzysu były coraz mocniej regulowane. Teraz mamy pewne konsekwencje tego, zarówno standardy rachunkowości, jak i sposoby podchodzenia do pewnych ryzyk zmuszają banki do określonych typów zachowań. W tym momencie powinniśmy mieć do czynienia z poluzowaniem tych kryteriów i zastanowieniem się czego oczekujemy od gospodarki i od banków w tym zakresie. Oczekujemy finansowania nowych aktywności ekonomicznych, zachęcania do realizowania pomysłów i odważnego inwestowania po to, by odtwarzać te miejsca pracy, które znikają i żeby wchodzić na nowe obszary. Te regulacje powinny być rozluźnione" - podkreślił Bolesławski.

Jak wskazał wiceprezes mBanku, banki są ogromnie nadpłynne, a klienci gromadzą środki - co ciekawe - na rachunkach bieżących.

"Modlimy się, żeby popyt klientowski na kredyt był, bo my instrumenty mamy, trochę zaostrzyliśmy kryteria. Chętnie pożyczę dobrym firmom, ale musi być ten popyt" - powiedział Pers.

Podkreślił, że nie obawia się, by dług publiczny czy obligacje Polskiego Funduszu Rozwoju (PFR) miały wypierać kredyt konsumencki, czy finansowanie dla klientów korporacyjnych.

"Ja nie boję się tutaj konkurencji. NBP udostępnił linie dla banków, gdzie każde papiery można zastawić i pod to NBP udziela finansowania. Nie ma popytu. Po drugie, konstrukcja obligacji PFR i BGK jest taka, że tak naprawdę banki są w jakimś stopniu pośrednikiem. NBP nie może kupować bezpośrednio od PFR obligacji, więc kupują je banki, następnie obligacje są swapowane, odsprzedawane NBP. Dodatkowo, nie tworzymy przy tym długu publicznego" - podkreślił.

"Nie obawiamy się, że dług NBP będzie wypierał kredyt konsumencki, czy klienta korporacyjnego. W tej kwestii jesteśmy po bezpiecznej stronie medalu. Także dlatego, że pieniądze z PFR de facto wrócą na rachunki klientów, a na razie one nie są wydawane" - wyjaśnił.

(ISBnews)