ZBP/ALK: To nie banki, lecz rynek kształtuje tabele kursów dla kredytów walut.

ISBNews
12.04.2021 08:15
A A A

Warszawa, 12.04.2021 (ISBnews) - To nie banki, ale rynek kształtuje kursy walut, dlatego stosowanie przez banki tabel kursów dla kredytów denominowanych lub indeksowanych do waluty obcej nie może stać się przesłanką do unieważnienia takiego kredytu, uważają uczestnicy debaty "Sposoby określania kursów walutowych w krajach europejskich", zorganizowanej przez Związek Banków Polskich (ZBP) i Akademię Leona Koźmińskiego (ALK). Próba podważania tabel kursowych zrodziłaby nie tylko ogromne konsekwencje dla już zawartych umów, ale w ogóle dla możliwości prowadzenia działalności gospodarczej i finansowania gospodarki. Agencja ISBnews była patronem medialnym tego wydarzenia.

Jak zauważył wiceprezes PKO BP Rafał Kozłowski, ustalanie ceny waluty przypomina tradycyjną praktykę ustalania ceny dowolnego produktu, np. pietruszki. 

"Handel pietruszką nie różni się specjalnie od handlu walutą. I ceny pietruszki, i ceny waluty się zmieniają. Stawianie zarzutów bankom, że same ustalają cenę waluty wydaje mi się pewnym nadużyciem. Jest to naturalne prawo każdego handlarza do tego - a bank w tym przypadku jest handlarzem - by ustalić cenę swojego finalnego produktu" - powiedział Kozłowski podczas debaty. 

Dodał, że dla rynków finansowych punktem odniesienia jest platforma notowań agencji Thomson Reuters - podobnie, jak dla rynku spożywczego w Polsce - w mniejszej skali - giełda w Broniszach. 

"My patrzymy na Bronisze w skali globalnej, czyli na Reutersa. Czym bank różni się od straganu? My nie trzymamy tej waluty w skrzynkach - nie musimy w ogóle jej mieć, żeby ją sprzedać. Możemy tę walutę pożyczyć, zadłużyć się w innym banku. Na koniec dnia będziemy musieli ją oddać, czyli gdzieś kupić. Po drugie, bank może tę walutę wykreować. Na koniec dnia ten dług trzeba będzie spłacić. To nie jest magia. Sprzedawcy pietruszki nikt nie pyta, jak on tę cenę ustala" - powiedział Kozłowski. 

Zaznaczył, że pojawiają się nieuzasadnione zarzuty wobec banków, jakoby były w stanie przewidzieć, jaka będzie cena w horyzoncie 15-25 lat. 

"Od razu powiem, że nikt nie jest w stanie tego przewidzieć, nawet wydaje mi się, że Narodowy Bank Polski, który posiada najlepsze instrumentarium w Polsce nie zaprognozuje, ile będzie wynosiła cena pietruszki, czy też cena franka w horyzoncie 15 czy 25 lat. Jest to czynność karkołomna, można na tym połamać kręgosłup" - powiedział Kozłowski. 

Piotr Odrzywołek z grupy Giełdy Londyńskiej LSEG - dostawcy infrastruktury dla globalnych rynków finansowych (Reuters obecnie jest dywizją w ramach grupy giełdy londyńskiej) - przypomniał, że Reuters był pierwszą firmą, która wprowadziła elektroniczny system do zawierania transakcji i elektroniczną informację na ten temat.

"Jesteśmy właścicielem swoistego placu w Broniszach - tj. infrastruktury, która służy market makerom, czyli hurtownikom - gdyby to porównać ze sprzedawcami pietruszki. Obecnie tych właścicieli placów jest dużo, ale Reuters jest pierwszy. Jest obecnie wiele platform i sposobów zawierania transakcji, stąd mamy różne ceny poszczególnych walut. My nie wiemy, kto do nas przyjdzie z ofertą/zapytaniem, na jaką walutę, z jakim wolumenem, w jakim momencie danego rynku itp." - powiedział Odrzywołek. 

Wyjaśnił, że jednym ze źródeł ceny na platformie Thomson Reuters są indykatywne, marketingowe ceny pokazywane przez market makerów.

"Jeżeli się zgłosimy do market makera, on będzie wiedział, z kim rozmawia i będzie mógł dostosować swoją cenę do odbiorcy, wolumenu i momentu na rynku. [...] Cenę generują market makerzy - animatorzy rynku. My jesteśmy właścicielem placu, gdzie te ceny mogą ze sobą spotkać" - powiedział. 

Odrzywołek podkreślił, że rynek walutowy silnie ewoluował od lat 80-ych i wciąż jest bardzo dynamiczny. 

"Duże banki duże stały się bankami ogromnymi, wprowadziły elektroniczną kreację ceny, elektroniczną dystrybucję ceny, elektroniczny dostęp do różnych platform, i elektroniczny sposób zawierania transakcji. Zmian ceny są tysiące, jeśli nie setki tysięcy w ciągu minuty, czy nawet sekundy. Każdy z 20 największych market makerów ma podłączone silniki cenowe, które są w stanie wygenerować więcej niż 10 zmian ceny na sekundę. Jeśli to pomnożymy, powiedzmy, przez 200 takich market makerów, to mamy setki, tysiące takich zmian ceny w ciągu sekundy. To jest rząd wielkości" - podkreślił. 

Jak zaznaczył Jacek Jurczyński z Raiffeisen Bank International w Wiedniu fakt, że rynek walutowy jest globalny oznacza, iż mamy jeden wielki plac i sposób ustalania kursów jest zbliżony - jeśli nie taki sam. Taki mechanizm jest zbliżony w krajach rynkowych. 

"Polski rynek jest płynny i głęboki. Dzienna skala obrotów wynosi powyżej 10 mld USD. W mniejszych krajach Europy Środkowo-Wschodniej te kwoty są dużo mniejsze, rynek jest mniej płynny i dostępność do cen transakcyjnych jest krótsza, czasem może nie być dostępności ceny. W Polsce jest wysoka płynność. My się z takimi problemami nie stykamy" - powiedział. 

Dodał, że na rynkach, gdzie płynność jest niska, może się zdarzyć, że zawarcie transakcji jest niemożliwe. 

"W Polsce jesteśmy 'rozpieszczeni' - zakładamy, że zawsze transakcję możemy wykonać, np. możemy kupić euro przez aplikację wieczorem, w sobotę, w niedzielę" - zaznaczył. 

Dodał, że są kraje - np. Ukraina, w których banki pobierają - oprócz spreadu, stanowiącą jedyną dodatkową opłatę - prowizję od wymiany walutowej. 

Przedstawiciel Narodowego Banku Polskiego (NBP) Donald Malicki poinformował, że w NBP funkcjonują dwie podstawowe tabele kupna i sprzedaży do obsługi rachunków bankowych klientów NBP i obsługi kasowej (głównie jednostki budżetowe), ustalane na cały dzień. Dodał, że w NBP jest jeden tylko kurs kupna sprzedaży, zaś  w bankach komercyjnych mogą być różne kursy (dewizy, pieniądze). 

Drugi to kurs średni NBP, wyliczany na godzinę 11.00, wyliczony zgodnie z metodologią i zasadami rynkowymi.

"Zaciągamy rynki do systemu i wyliczamy uśredniony kurs, następnie przeliczanych jest kolejnych 35 walut i w ten sposób powstaje tabela kursów średnich A. Dodatkowo, raz w tygodniu jest wyliczana tabela kursów B - 115 kursów walut bardziej egzotycznych" - wyjaśnił Malicki. 

"To jest kurs statystyczny. Banki mają aktywa w różnych walutach, więc muszą stosować średni kurs NBP, by dokonać bilansu - i to jest podstawowy cel tej tabeli" - dodał. 

Malicki powiedział, że kurs średni, tak jak inne kursy referencyjne, mogłyby być wykorzystywane do rozliczania pewnych umów. Byłoby to logiczne, gdybyśmy mieli do czynienia z obrotem hurtowym. 

"Ale nie wyobrażam sobie zastosowania tego kursu do zakupu 1 000 CHF czy 1 000 euro" - zaznaczył.  

Jak wskazał, w każdym kraju jest kurs oficjalny, średni, który ma różne zastosowanie prawdopodobnie również ze względu na różnicę rozwoju poszczególnych rynków. 

"Nie spotkałem się z praktyką, by w danym banku komercyjnym funkcjonował wyartykułowany kurs średni" - powiedział także. 

Przedstawiciel NBP przypomniał, że od lipca 2016 roku Europejski Bank Centralny (EBC) wprowadził nową metodykę obliczania kursu średniego. EBC zbiera poziomy kursów od innych banków ok. godz. 14, ale publikuje dopiero ok. godz. 16-tej. 

"Komunikat brzmi następująco: Jest to kurs czysto informacyjny i zdecydowanie odradza się stosowania go do celów transakcyjnych. I to jest kwintesencja kursu średniego" - uważa Malicki. 

Mateusz Bieniek z Santander Bank Polska podkreślił, że to nie zarząd, czy kadra bankowa, a rynek ustala kurs walutowy, a banki są tylko uczestnikami tego ogromnego rynku z tysiącami uczestników. 

"Jedni chcą kupić, inni sprzedać i wstawiają zlecenie np. na platformę Reutersa. Są ich setki, tysiące. Uczestników jest dużo - banki, instytucje, hurtownicy. Rynek to jest właśnie ten kurs, po jakim została zawarta transakcja w danym momencie. Rynek to taka sieć połączeń wirtualnych, których tysiące uczestników z całego świata ustala kurs. To jest system naczyń połączonych" - powiedział. 

Podkreślił, że to bardzo dynamiczny proces, nie wpływa na to żadna pojedyncza osoba, ale zlecenie kupna, zlecenia sprzedaży, które dokonują się w ułamkach sekundy. Żaden jednostkowy bank nie ma na to wpływu. 

"Kadra bankowa patrzy na platformy transakcyjne i ostatnie transakcje, które zostały zawarte i na podstawie tego rynku może wyznaczać swoje kursy" - dodał. 

Według danych Banku Rozliczeń Międzynarodowych (BIZ), które przywołał Bieniek, obroty globalnego rynku walut w 2019 roku wyniosły 6,6 biliona USD dziennie, co oznacza 1,4 mld USD na minutę. W Polsce obroty dziennie były szacowane na 41 mld USD (wszystkie transakcyjne walutowe), w tym 12 mld USD w transakcjach natychmiastowych. 

Uczestnicy debaty w kontekście ustalania kursów walutowych nawiązali do kwestii uznawania przez niektóre sądy odsyłania klientów przez banki do tabel kursowych jako zapis stanowiący o abuzywności umowy kredytu hipotecznego w walucie obcej. 

Jak powiedział biegły sądowy Marek Kempny, obserwuje "prowokowany brak wiedzy" wśród klientów banków, którzy weszli z bankami w spór na drodze sądowej. 

"Obserwuję bardzo znikomą wiedzę. Nie wiem, czy to nie wynika z tego, że ta strona chce być tak postrzegana, by np. złagodzić koszty kredytu walutowego. Sposób argumentacji sugerowałby, że jest to prowokowany brak wiedzy, na potrzeby konkretnego przypadku. [...] Spotykałem się z zarzutem, że bank nie proponował zabezpieczenia kredytu walutowego klientowi, podczas gdy sam wskazuje, że zabezpiecza swoją pozycję. To wskazuje na to, że osoby czy podmioty, które kierują takie zarzuty w sposób celowy (czasami rzeczywisty), nie mają wiedzy np. o kredytach walutowych" - powiedział Kempny. 

Podkreślił, że w argumentacji stosowanej w uzasadnieniach niektórych wyroków sądowych pomijana jest część ekonomiczno-finansową. 

"Dążenie np. albo do przewalutowania umowy, czyli uznania jej za umowę złotową od początku, bez uwzględniania tego, co się wydarzyło z kursami po drodze, albo wręcz unieważnienia umowy z tego konsekwencjami ma być karą dla banku za to, że takie, a nie inne zapisy wprowadził. To jest dla mnie bardzo zła rzecz. Na pewno znalazłyby się przypadki, że klient został niedoinformowany, czy wręcz wprowadzony w błąd - takie rzeczy jednostkowe się zdarzają. Jednak jestem zdecydowanym przeciwnikiem rozszerzenia tego na wszystkie przypadki (automatyzmu)" - zaznaczył. 

Za "całkowitą aberrację ekonomiczną" Kempny uznaje pomysł, aby przewalutować kredyt, który był określony w walucie obcej i domagać się po latach, by kredyt był przywrócony według wartości w PLN z dnia udzielenia, ale z pozostawieniem innych parametrów.

"W takim razie zadekretujmy, że kurs wymiany CHF i PLN jest równy 1 zł i nie byłoby problemu. Pomysł jest karkołomny. Zdecydowanie sprzeciwiam się instrumentalnemu traktowaniu praw ekonomii" - powiedział Kempny. 

Według Piotra Epszteina z BPS TFI, środowisko finansowe powinno przekonywać i tłumaczyć, na czym polega istota wymiany walutowej. 

"Trzeba zrozumieć istotę funkcjonowania banku i to, na czym polega pozycja wymiany walutowej, a jest to cały szereg przepisów, które powodują, że bank nie jest w stanie stosować kursu walutowego innego niż rynkowy. [...] Bank w tym zakresie jest hurtownią. Jedyny zarobek banku - a ma on do tego zarobku pełne prawo - to marża. A postrzeganie społeczne jest inne. Trzeba oświecić cały proces oceny kredytów w CHF" - uważa Epsztein. 

Jak podkreślił, do tej pory rynek walutowy w Polsce bardzo dobrze funkcjonował i  był prowadzony bardzo profesjonalnie.

"To jest gra popytu i podaży. I te wszystkie transakcje są transakcjami rynkowymi. A kursy stosowane przez banki nie są wymyślone przez pana prezesa, czy departament planowania. One są takie, jakie są na zewnątrz" - dodał. 

W jego ocenie, należy wytłumaczyć wymiarowi sprawiedliwości, że "tabela kursów walut" to nie jest wynalazek banków. 

"To jest taka sama cena, jak cena mieszkania. Nikt nie dyskutuje o tym, że metr mieszkania kosztuje w Warszawie teraz ponad 10 000 zł" - powiedział Epsztein.

Prezes Związku Banków Polskich (ZBP) Krzysztof Pietraszkiewicz przypomniał, że tabele kursowe są umocowane w polskich przepisach na mocy art. 111 prawa bankowego. Banki mają obowiązek publikować tabele. Tabela kursowa ma charakter cenników i są ustalane w sposób charakterystyczny dla ustalania ceny.  Ponadto, banki mają zapewnione w całej europejskiej przestrzeni gospodarczej  prawo do określania kursu sprzedaży waluty i informowania klientów o wynikach tej kalkulacji. Z kolei Art. 22 Konstytucji gwarantuje wolność prowadzenia wolności gospodarczej, a tym samym bank ma możliwość publikowania tabel. 

Pietraszkiewicz podkreślił także, że od wielu lat konsument nie jest uzależniony od kursu bankowego - może samodzielnie wymienić walutę gdzie chce, a taką możliwość dała ustawa antyspreadowa. 

Zaznaczył także, że twierdzenie o abuzywności postanowień umownych odsyłających do tabel kursowych jest oparte na błędnym założeniu i wynika z niezrozumienia, jak funkcjonuje rynek walutowy. Również decyzje niektórych urzędów, a także wyroki niektórych sądów nie biorą pod uwagę, że to rynek kształtuje walutę.

"Próba podważania tabel kursowych i odsyłania do tabel kursowych - gdyby została przyjęta - zrodziła by nie tylko ogromne konsekwencje dla już zawartych umów, ale w ogóle dla możliwości prowadzenia działalności gospodarczej i finansowania gospodarki. Stąd też my będziemy opowiadać się i opowiadamy się za rozpoczęciem poważnej dyskusji dotyczącej abuzywności klauzul, szczególnie w umowach długoterminowych, trwających wiele lat. W warunkach zmian rynkowych konieczna jest zmiana w tym zakresie oraz weryfikacja i dokonanie ponownej analizy podejścia regulatora, który powinien uwzględnić mechanizmy rynkowe, w tym funkcjonowanie rynku walutowego, na który banki wpływu nie mają, a także upływu czasu i konsekwencje dla gospodarki unieważniania wieloletnich umów. Problem klauzul abuzywnych w Polsce jest bardzo poważny, podobnie jak problem modyfikacji" - podsumował prezes ZBP.  

(ISBnews)