W Europie kierowców jest mniej i trudniej nim zostać. Żeby ich do nas przekonać, pobieramy niższą prowizję, w wysokości 15 proc. W Uberze to 25 proc. - mówi Markus Villig, twórca Taxify, estońskiego Ubera.

Markus Villig założył Taxify w 2013 roku, w wieku 19 lat. Ze starszym bratem Martinem, rozwinął aplikację tak, że działa teraz w około 30 krajach w Europie, na Bliskim Wschodzie, w Afryce i Ameryce Południowej. Ale w Polsce, jak mówi Markus, przez rok działalności kierowcy z Taxify obsłużyli kilkuset pasażerów.

Szczyci się tym, że, bardziej niż inne tego typu aplikacje, dba o kierowców i pobiera od nich niskie prowizje. – Chcemy pokazać, że nie trzeba powstać w Dolinie Krzemowej, żeby stać się technologicznych gigantem – mówią bracia.

Markus i Martin wygrali w zeszłym roku konkurs EY Przedsiębiorca Roku i w połowie czerwca reprezentowali Estonię na światowym finale w Monte Carlo.

Edyta Bryła: Dlaczego to Estonia jako pierwsza w Europie wprowadziła przepisy regulujące działalność platform szeringowych, jak Uber i Airbnb?

Markus Villig: Te platformy użytkowników mają prawie wszędzie. W niektórych krajach politycy reagują na nie wolniej niż w innych. Estonia jest mała, otwarta na innowacje, patrzy do przodu, więc nic dziwnego, że akurat ona jako pierwsza wprowadziła regulacje dotyczące platform.

Duże miasta, jak Paryż czy Londyn, zachowały się konserwatywnie i, nie mając pomysłu, jak uregulować rynek, całkowicie zakazały Ubera. Natomiast Estonia okazała się elastyczna: zmieniła ustawę transportową, tak by regulowała nie tylko rynek tradycyjnych taksówek, ale też tych związanych z nowymi technologiami. Dzięki temu taksometr nie jest już koniecznością. Poza tym, jeśli aplikacja pokazuje też, ile będzie kosztował przejazd, to firma nie musi przejmować się przepisami o maksymalnej dozwolonej stawce za przewozy. 

Myślę, że wcześniej czy później politycy wszędzie się pogodzą z istnieniem platform takich jak Uber czy Taxify. Estonii jest o tyle łatwiej, że to mały kraj z 3 mln ludzi i nie tak trudno jest zmieniać prawo czy aktualizować przepisy. Nasi politycy są przyzwyczajeni do wprowadzania szybkich zmian.

Aplikacje takie jak Taxify są inspirowane Uberem, a teraz z nim konkurują. Ktoś ma tu wygrać?

Uberowi nie wszędzie się udaje. Wyszedł z Chin, południowo-wschodniej Azji, a w Indiach też ma problemy. Konkurencja nadrabia to, co Uber robił źle. 

Nowsze firmy w branży lepiej przystosowują się do lokalnej specyfiki, na przykład w kwestii systemów płatności. Bo w różnych regionach ludzie wolą płacić kartą, przez aplikację albo gotówką, jak połowa ludzi w Europie. Jeśli ktoś sprowadza biznes z USA i chce, żeby wszyscy płacili kartą, to może kiepsko na tym wyjść.

W każdym kraju mamy też biura, gdzie kierowcy mogą przyjść i porozmawiać z pracownikami firmy. To ważne, bo nie wszyscy lubią czy nawet potrafią załatwiać wszystkie sprawy przez maila czy smarfona.

Chwalicie się też, że kierowcy lepiej u was zarabiają niż u konkurencji. Jak to działa?

W Europie z pracą taksówkarza wiążą się większe koszty, a przepisy na drogach są ostrzejsze. W efekcie zawodowych kierowców jest mniej. Żeby ich do nas przekonać, pobieramy od nich niższą prowizję, w wysokości 15 proc. W Uberze to 25 proc. Ceny za przejazdy mamy podobne, więc po prostu dla nas zostaje mniej pieniędzy.

Podobno bardzo szybko się rozwinęliście na rynku afrykańskim.

W Afryce dostęp do transportu publicznego jest kiepski. Wiele osób nie ma samochodów, tani transport jest potrzebny, a bezrobocie jest wysokie. Więc dla nas to najgorętszy rynek. W Europie działamy od pięciu lat, a w Afryce, RPA, Kenii i Nigerii od dwóch i tam Taxify już jest większy niż w tutaj. Ostatnio mieliśmy 10-milionowego klienta, a co najmniej 5 mln obsłużyliśmy właśnie w Afryce.

--

Partnerami 15. edycji konkursu Przedsiębiorca Roku 2017/2018 byli: PKO Bank Polski, Polski Fundusz Rozwoju, Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie, „Gazeta Wyborcza”, Harvard Business Review Polska, „Puls Biznesu”, TVN 24 BiS.

Komentarze
Zaloguj się
Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
A w Polsce po następnej pięciolatce wyprodukujemy milionowe auto na prąd...
już oceniałe(a)ś
1
0