Potrzeba było mieszkań, a miasto budowało je na przedmieściach, godziny drogi od miejsc pracy. To błąd. Można budować dalej od centrum, ale mieszkańcy muszą mieć dobry dostęp do infrastruktury i środków transportu - mówi Jose Shabot Cherem, założyciel Quiero Casa, firmy deweloperskiej oferującej tanie mieszkania i doradztwo.

Ludzi będzie na Ziemi coraz więcej. Trzeba nas będzie jakoś wyżywić i jedzenia raczej nie starczy dla wszystkich. Będziemy musieli gdzieś mieszkać, a o mieszkania będzie coraz trudniej. Miasta będą coraz bardziej tłoczne, bo będą do nich migrować coraz większe strumienie ludzi.

Megamiasta muszą dziś decydować, jak się kształtować, by były w przyszłości znośne do życia: by był w nich dostęp do wody, kanalizacji, mieszkań, transportu, infrastruktury. W planowaniu jednego z największych miast świata, Meksyku, bierze udział Jose Shabot Cherem, zwycięzca meksykańskiej edycji konkursu EY Przedsiębiorca Roku. 

Edyta Bryła: W zeszłym roku konkurs EY Przedsiębiorca Roku wygrał deweloper, który budował tanie mieszkania. W tym roku też rywalizuje tu co najmniej dwóch biznesmenów z podobną wizją. Przewidujecie kryzys mieszkaniowy?

Jose Shabot Cherem: Świat idzie w takim kierunku, że w miastach będzie mieszkać nie 45, a ponad 60 proc. populacji. Będziemy mieć nie 33, a 45 megamiast, czyli takich, w których mieszka ponad 10 mln ludzi. To ogromne wyzwanie, by zapewnić im mieszkanie.

Pochodzę z Mexico City. To 24-milionowe miasto, rocznie zawieranych jest tu 52 tys. małżeństw, rozwodzi się ponad 10 tys. par. Czyli co najmniej 63 tys. ludzi rocznie potrzebuje mieszkania. A gdy zakładałem firmę 10 lat temu, w Meksyku budowało się mniej niż 2 tys. mieszkań rocznie. Czyli potrzeby były wielokrotnie większe. 

Miasto co prawda budowało mieszkania, ale na przedmieściach. Są oddalone o godziny drogi od miast i miejsc pracy. Mieszkańcy spędzają godziny dziennie tylko na przemieszczaniu się. Nie zostaje im zbyt wiele czasu dla rodziny. Gorszy jest też dostęp do edukacji.

W dzisiejszym świecie przenoszenie ludzi poza miasta nie działa. Coraz więcej miast zdaje sobie sprawę z tego, że to zły kierunek. Ludzie potrzebują mieszkań z dostępem do transportu i blisko miejsc pracy. 

Więc jaki ma pan cel? Przeprowadzić ludzi do centrów miast?

To możliwe tylko w mniej zaludnionych miastach. W wielu innych, 10-milionowych, nie ma czego dogęszczać, działek i tak zostało niewiele. Ale mieszkańcy muszą mieć dobry dostęp do infrastruktury i środków transportu. Nasze podejście jest takie, żeby budować blisko stacji metra lub innych środków transportu. Nie zawsze będzie to blisko centrum, ale będzie się można tam dostać w miarę szybko.

To pomaga środowisku. Ślad węglowy mieszkańców z dostępem do transportu jest o połowę niższy, jeśli nie muszą jeździć własnym autem. Poza tym budowanie daleko poza miastami jest obciążeniem dla budżetów miast, jeśli infrastrukturę trzeba rozbudowywać coraz dalej i dalej.

A młodzi chcą mieszkać w miastach, uczyć się i pracować. Mieszkań jeszcze długo będzie potrzeba więcej i więcej.

Co dokładnie robicie?

Kupujemy działki niedaleko stacji metra, potem pracujemy z lokalnymi społecznościami i samorządami, żeby znaleźć najlepsze rozwiązania mieszkaniowe dla tej konkretnej okolicy. W Meksyku budujemy teraz jednocześnie w 60 miejscach, wszystko blisko metra. Mieszkania będą kosztować po około 35 tys. dol.

Nadal daleko nam do spełnienia wszystkich potrzeb. Budujemy 2 tys. mieszkań, to 20 proc. wszystkich tego typu inwestycji w Mexico City. Moglibyśmy jeszcze urosnąć dwukrotnie, ale nie uda nam się szybko zwiększyć skali. A potrzeby są pilne. 

Żeby przyspieszyć budowy, stworzyliśmy więc firmę finansującą inwestycje innych deweloperów i otworzyliśmy uniwersytet, na którym będziemy uczyć deweloperki według naszej wizji. W ten sposób pomożemy robić innym to, co robimy my, i rozwiążemy problem bardziej efektywnie. Jak chcesz mieć większy wpływ na rzeczywistość, to musisz włączyć w to innych. 

To nie podkopuje waszych zysków, jeśli finansujecie konkurencję?

Nie, bo rynek do zapełnienia jest ogromny. Mamy ogromną populację młodych ludzi i ona jeszcze będzie rosła. Demografia wspiera naszą branżę.

Jak jest w innych megamiastach?

W innych częściach świata, w Madrycie, Londynie czy Hong Kongu, mamy identyczne problemy, tylko w różnym natężeniu. My mamy duży problem z zapewnieniem dostępu do wody, Nowe Delhi zwłaszcza z mieszkaniami. Inne miasta muszą poradzić sobie z kiepskim transportem czy kanalizacją. 

Ale nigdy się nie pracuje tylko nad jednym z tych wyzwań. Miasta to naczynia połączone, ekosystemy, a nie same budynki. Nie da się rozwiązywać jednego problemu w oderwaniu od pozostałych.

Samorządy są świadome wyzwania związanego z migracją do miast? Robią coś z tym?

Wiele z nich zdaje sobie sprawę z problemów z mieszkaniami, transportem, wodą, infrastrukturą. Wiedzą, że ludzi w miastach będzie więcej, że będą szukać tu miejsca dla siebie. Ale nieraz spotykam się z krótkowzrocznym podejściem. Urzędnicy martwią się tylko o to, co będzie do następnych wyborów, tylko w ciągu następnych kilku lat. A miasta potrzebują długofalowego planowania, dalszej perspektywy. Na tym polu zgrzyta między mną a urzędnikami. Potrzebują edukacji na temat rozwiązań dla miast, które muszą być dobrze przemyślane.

To zdążymy przygotować miasta?

Jestem optymistą. Ale nie można wszystkiego zostawiać w rękach samorządów. Przedsiębiorcy też muszą odegrać swoją rolę. Też mogą ukierunkowywać swoje biznesy tak, by służyły miastom jako integralnym organizmom, ekosystemom.

Jaką rolę ma tu prywatny biznes?

Powinniśmy myśleć w kategoriach misji do spełnienia. I nie mam tu na myśli filantropii, tylko takie ukierunkowanie biznesu, żeby służył innym, rozwiązywał problemy społeczne. Każda ze stron musi czuć się wygrana. Nie wierzę w grę, w której wygrywa tylko samorząd, tylko biznes albo tylko konsument.

Kocham naszą stolicę, mieszka tam troje moich dzieci. Chcę, żeby zostały w Meksyku na całe życie. Mamy niezwykłą kulturę i gastronomię, wiele szans na rozwój. Ale to miasto nie daje takich samych możliwości wszystkim mieszkańcom. Ci, którzy zostali zepchnięci daleko za granicę miasta, nie będą mieli w życiu takich szans, jakie ja mogłem dać swoim dzieciom. 

To się dzieje w wielu miastach na świecie. Nierówności rażą. Biznes musi mieć wkład w ich wyrównywanie. Żeby zmiany mogły zachodzić, miasta muszą ustalić priorytety, wskazać swoje największe wyzwania. I wymyślić, jak najlepiej je pokonywać z wykorzystaniem prywatnego kapitału. Dzięki niemu miasta będą rozwijały się szybciej i stworzą dobre miejskie środowisko.

Które miasta będą najlepiej przygotowane na większą liczbę mieszkańców?

Trudne pytanie. Myślę, że kraje nordyckie zrobiły wiele w tej dziedzinie. Tak, ich populacja nie jest zbyt duża, ale są najlepsze w planowaniu i projektowaniu inteligentnych miast. Mają dobre podejście do mobilności i infrastruktury. Z kolei o infrastrukturze wodnej sporo nauczyliśmy się od miasta Portland w USA. Też nie jest byt duże, ale ma rozwiązania, których mogą się uczyć megamiasta.

Nowy Jork ma dobrą politykę, według której 20 proc. mieszkań w ramach inwestycji musi być tania. Bogota rozwiązała swoje problemy z transportem miejskim. Dobre rozwiązania przebłyskują w wielu miastach.

Partnerami 16. edycji konkursu Przedsiębiorca Roku 2018/2019 byli:
PKO Bank Polski, Polski Fundusz Rozwoju, Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie, „Gazeta Wyborcza”, Harvard Business Review Polska, „Puls Biznesu”, TVN 24 BiS

Komentarze
Zaloguj się
Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
Kluczem jest kontrola populacji.
Czas w końcu to mówić głośno i wyraźnie.
@geonauta
I podatek katastralny albo reglamentacja mieszkań, które zapobiegną wykupywaniu mieszkań w najlepszych lokalizacjach przez tych, co mają za dużo pieniędzy i nie mają w co lokować.
Ziemia w miastach to nie towar rynkowy, którego podaż można zmieniać w zależności od popytu. Puszczenie tego samopas prowadzi do zawłaszczania miast przez nikły promil populacji, jak choćby w Londynie. A mieszkańcy muszą tracić nawet półtorej godziny w każda stroną na dojazd. W Krakowie to samo - w szerokim centrum kupa mieszkań pustych albo zamienianych na weekendowe hotele, a mieszkańcy tracą pół życia tłukąc się tramwajami i autobusami. O niepotrzebnych stratach energii, jakie powodują takie dojazdy, nawet szkoda gadać.
już oceniałe(a)ś
1
0
@geonauta
I couldn't agree more with you. Unfortunately non of the politicians want to touch this subject for many reasons. Safe the earth by controlling population.
już oceniałe(a)ś
0
0
I to są prawdziwe wyzwania dla kraju, a nie bzdety Matołuszka i miraże po wstaniu z kolan
już oceniałe(a)ś
15
1
Jaka by nie była infrastruktura, skupianie wszystkich biznesów w ścisłym centrum nigdy się na dłuższą metę nie sprawdzi.
@ustawiamdlasiebienick
A jeszcze bardziej nie sprawdzi się wykupywanie mieszkań przez bogatych, by uciec od pieniądza.
Znam takich, co w Krakowie kupili pięć albo więcej. Nie dlatego, że im potrzebne, tylko dlatego, że boja się trzymać pieniądze. Podbijają ceny, bo kupują cokolwiek, bez względu na jakość. Powodują zagęszczenie miasta do granic wytrzymałości i wypychają na obrzeża mieszkańców, których oczywiście nie stać na płacenie wyśrubowanych cen, a poza tym w dogęszczonych dzielnicach centralnych nie da się normalnie żyć. Obrzeża wciąż się rozrastają. Traci się kasę na rozbudowę infrastruktury i komunikację (obojętne, czy prywatną, czy miejską).
itd itd
już oceniałe(a)ś
0
0
Nie tędy droga - błędne są założenia wejściowe.
Aby poradzić sobie z rozwojem megamiast NIEZBĘDNA JEST DEPOPULACJA ZIEMI...
już oceniałe(a)ś
8
1
Megamiasta to wrzód niszczący ziemie a deweloper opowiadający te bajki dla zysku jest niewiarygodny.
już oceniałe(a)ś
5
0
Panie Deweloperze mieszkanie w Mexico City to koszmar i żadne bajki które pan opowiada tego nie zmienia. Mega miasta to przekleństwo ekologiczne i społeczne a młodzi wcale nie chcą w nich mieszkać tylko nie maja wyjscia.
już oceniałe(a)ś
4
1
Megamiasta to taki sam element katastrofy jak rozkładanie się miasta na ogrombe przedmieścia. Tworzą o e Piter ne problemy ekologiczne, które na dłużą a metę prowadzą do degradacji środowiska. Choćby wysysanie zasobów wody, niezliczone ilości ścieków. To wszystko jest koncentrowanie w jednymmiejsvu.
Prawdziwym sensownym rozwiązaniem są miasta do miliona mieszkańców. Koncentrują one spora grupę ludzi, daja możliwość budowy rozsądnej infrastruktury, nie tworzą nie wchłanialnej przez otoczenie ilości ścieków, nie prowadzą rabunkowej polityki widnej.
@premie-nam-sie-naleza
Miasto znośne, dające odpowiednią przestrzeń do życia (fizycznie i psychicznie), nieprowadzące do zagrożeń hydrologicznych, z odpowiednią ilością zieleni, nie powinny mieć więcej niż 500-700 tys. Wystarczy popatrzeć po Polsce - Kraków, Warszawa - to już za duże miasta. Pół życia stracone na dojazdy i dostosowywanie własnego życia do rozkładu jazdy autobusów itp. Absurd. To jest po prostu za drogie.
już oceniałe(a)ś
0
0
trudno uznać za wiarygodnego dewelopera który widzi w tym żyłę złota. Ograniczenie narodzin-to ma sens
już oceniałe(a)ś
6
3