Za prąd i jego dystrybucję gospodarstwa domowe powinny płacić więcej o jakieś 40 proc. - czyli o tyle powinny wzrosnąć ceny, żeby nie trzeba było go dotować, a na rynku pojawiła się konkurencja. A wtedy zupełnie inaczej wyglądałaby opłacalność zielonych źródeł energii - mówi Sebastian Jabłoński, szef Respect Energy Holding.

Poznaliśmy finalistów EY Przedsiębiorca Roku. Wyborcza.biz objęła patronat nad wydarzeniem i w najbliższych tygodniach przedstawimy wszystkie osoby uczestniczące w konkursie. 

Dzieci zasadniczo marzą o różnych rzeczach. Chcą być policjantami, strażakami albo ratownikami. A panu skąd się wzięło marzenie, aby handlować na giełdzie?

Sebastian Jabłoński, Respect Energy Holding: Jak miałem 8 czy 9 lat, to na pierwszą komunię dostałem od chrzestnej 200 marek. I chciałem te 200 marek jak najlepiej sprzedać. Popytałem dookoła siebie ludzi, czyli rodziców, wujka, kogoś tam jeszcze i mi powiedzieli, że codziennie rano, jest taki program w telewizji o szóstej , który nazywa się "Agrobiznes", gdzie podają kursy walut. Wstawałem więc codziennie rano, oglądałem "Agrobiznes" i patrzyłem, po ile mogę te marki sprzedać. I w końcu je sprzedałem, nie pamiętam już za ile, powiedzmy 2,11 złotego za jedną. Za te pieniądze kupiłem wieżę stereo Samsunga. Zaczął się rok szkolny. Ustawiłem sobie budzik w tej wieży. I w Trójce, czyli Programie 3 Polskiego Radia, codziennie o tej samej godzinie leciała ta sama piosenka.

...

- To nie jest żart, to autentyczna historia. "Płomienne zorze budzą mnie ze snu. Giełdowy ranek. Informacji szum".

"Malcziki" - Kazik & Yugoton.

EY Przedsiębiorca Roku
CZYTAJ WIĘCEJ

- Stwierdziłem, że mi się podobają takie płomienne zorze i też bym tak chciał. Czas oczywiście płynął, miałem różne pomysły na to, co będę robił, jak będę dorosły. Z reszty pieniędzy z mojej komunii rodzice zrobili jakąś polisę czy fundusz, żebym miał jakieś pieniądze na studia. I pierwsze, co zrobiłem, jak już je dostałem, to otworzyłem rachunek maklerski. I zacząłem handlować akcjami.

Jak panu szło?

- Zyskałem dużo pieniędzy. Choć w sumie, z perspektywy czasu, miałem dosyć naiwne strategie inwestycyjne. Ale działały.

Naiwne, czyli?

- Czytałem różne książki. W nich było napisane, jakie trzeba podejmować decyzje, inwestując w spółki. Stworzyłem sobie hybrydę tych strategii. Przejrzałem wszystkie akcje, którymi wtedy handlowano na warszawskiej giełdzie. Wybrałem kilkadziesiąt spółek, które spełniały te książkowe kryteria. Później zawęziłem listę do dziesięciu. I ten portfel dziesięciu spółek kupiłem. Te, które traciły, sprzedawałem, a te, które zyskiwały, dokładałem do pozycji. W ten sposób generowałem bardzo dobre wyniki.

Czyli ile pan zarobił?

- Nie będę się chwalił.

Był pan na tyle zabezpieczony finansowo, żeby pozwolić sobie na to, aby rzucić studia i zająć się tylko handlem na giełdzie?

- Nie chciałem być jednoosobowym traderem za biurkiem. Chciałem świat trochę poznać, pracować w jakiejś dużej instytucji finansowej.

I czym pana przekonał ówczesny wiceprezes zarządu Towarowej Giełdy Energii Dariusz Bliźniak, żeby zamiast zajmować się akcjami, zostać maklerem giełd towarowych?

- Spotkałem się z nim, kiedy akurat przygotowywałem się do licencji maklera papierów wartościowych. Stwierdził, że na rynku equities [akcje] będę miał dużą konkurencję. Wtedy było 2,5 tysiąca osób z tą licencją. A tylko 200 osób z licencją maklera giełd towarowych. Wtedy w ogóle nie wiedziałem, że coś takiego istnieje. Obiecał, że jak zdam, to on mnie zatrudni w Towarowej Giełdzie Energii. Stwierdziłem, że skoro mam taki prosty wybór, to trzeba z niego skorzystać.

Mówił serio?

- Tak sobie rzucił, żeby mnie zmotywować. Wtedy miałem może 19 lat.

A pan co zrobił?

- Wróciłem ze spotkania i po prostu siedziałem i uczyłem się wszystkiego po kilkanaście godzin dziennie na pamięć. Później poszedłem do Komisji Nadzoru Finansowego. Zdałem ten egzamin. I jeszcze spod drzwi dzwonię do niego i mówię: "Panie Darku, zdałem, to kiedy mogę zaczynać?".

I zatrudnił?

- Nie. Przez trzy miesiące co drugi dzień do niego dzwoniłem, aż w końcu, żebym się odczepił, dał mi szansę. Przez rok pracowałem na Towarowej Giełdzie Energii, a później przeniosłem się do Hamburga, gdzie handlowałem Europą Środkowo-Wschodnią dla Vattenfalla.

To szwedzki koncern energetyczny. Czwarty pod względem wielkości producent energii elektrycznej w Europie. A pan Dariusz Bliźniak jest teraz wiceprezesem pana firmy.

- Tak.

Kiedy pan debiutował na Towarowej Giełdzie Energii w 2011 roku jako najmłodszy makler w Polsce, to jak na pana patrzono?

- Zawsze było tak, w sensie nie tylko na Towarowej Giełdzie Energii, ale również później, jak pracowałem w Vattenfallu, że oprócz moich szefów pozostałe osoby w firmie na początku były bardzo zdziwione, że tu jestem.

Został pan traderem roku 2013, 2014 i 2015 na WGT oraz traderem roku 2015 na rynku międzynarodowym. To od którego momentu koledzy z pracy zaczęli pana traktować poważnie?

- Nie wiem, nigdy się nie skupiałem na tym.

To zapytam inaczej: kiedy zaczął pan myśleć o przejściu na swoje?

- W drugiej połowie 2014 roku już poważnie myślałem, żeby otworzyć swoją firmę. Głównie dlatego, że po prostu nie chciałem dalej mieszkać w Niemczech, tylko w Polsce, z Polakami.

Akurat był kryzys migracyjny, Hamburg mocno się zmienił. Tyle że w Polsce nie miałem gdzie wracać. Nie było tu spółek, które prowadzą handel tak, jak ja lubię, na szeroką skalę. Musiałem otworzyć swoją firmę, żeby mieć gdzie pracować.

I odniósł pan sukces bo...

- Myślę, że to jest kombinacja wielu czynników. Na pewno ekstremalnie ważna jest determinacja. I timing, bo sam fakt wyboru branży był dla mnie dobry. I pewnie gdybym zaczynał na przykład w produkcji cementu, to nie odniósłbym takiego wzrostu czy takiego sukcesu, jaki odniosłem.

Powiedział pan niedawno: "Stan transformacji energetycznej w Polsce wykuwa się w bólu". Na czym ten ból polega?

- Nie ma powszechnego zrozumienia dla tego, że tę transformację trzeba przeprowadzić. Trochę to wszystko się dzieje według założenia: zła Unia nam kazała, a my wobec tego trochę chcemy, a trochę nie. Tyle że my to musimy zrobić. Nie mamy innego wyjścia niż odejście od węgla i postawienie na odnawialne źródła energii. Na koniec to będzie dla nas dobre.

Politycy, rozumiem, są częścią tego bólu.

- Politycy reprezentują społeczeństwo, więc ich słowa bardzo często są emanacją nastrojów społecznych.

A pana zdaniem ceny energii będą dalej rosły?

- Od ponad roku spadają.

Jak się pan ludzi na ulicy zapyta, to każdy się będzie skarżył na ceny prądu. A pana zdaniem konsumenci ciągle płacą za mało.

- Gospodarstwa domowe nie płacą cen rynkowych.

To o ile płacą za mało?

- Za energię z dystrybucją o jakieś 40 proc. Czyli o tyle powinny wzrosnąć ceny, żeby nie trzeba było dotować tego segmentu rynku i żeby pojawiła się na nim konkurencja. A wtedy zupełnie inaczej wyglądałaby opłacalność zielonych źródeł energii. Wtedy niezależni dostawcy energii sprzedawaliby również zieloną energię do gospodarstw domowych, bo teraz sprzedają tylko i wyłącznie do firm.

Co by pan poradził górnikom pracującym teraz pod ziemią?

- Nic. Żeby dalej robili to, co robią. A dlaczego miałbym im coś radzić?

Pańska działalność polega na tym, aby paliwa kopalne zastąpić energią odnawialną, więc można powiedzieć, że jest pan ich bezpośrednią konkurencją.

- Myślę, że Polska zdecydowała o wygaszeniu sektora górniczego w latach 90. i ten proces degeneracji górnictwa jest zupełnie niezależny od odnawialnych źródeł energii. Obecnie nie nadążamy budować OZE w tempie, w którym górnicy zmniejszają produkcję. Powinniśmy więc mocno przyspieszyć takie inwestycje.

Po prostu Polska z eksportera węgla stała się importerem węgla i w tej chwili, wydobywamy za mało węgla, żeby pokryć popyt krajowy. To się już nie zmieni. A ja jako przedstawiciel branży odnawialnych źródeł energii nie mam wpływu na to, że polskie górnictwo wydobywa mniej węgla.

Ile w tym momencie energii jest ze źródeł kopalnych, a ile z zielonej?

- W ubiegłym roku około 22,4 TWh zostało wyprodukowane z wiatru, pewnie około 10 TWh z fotowoltaiki. Czyli sumując: 32,4 TWh. Z wody, biogazu i biomasy było może 2,5 TWh.

Czyli mamy, powiedzmy, 35 TWh z odnawialnych źródeł energii na 160 TWh popytu. Z OZE jest więc jakieś 22-23 proc. A pozostała część energii pochodzi z paliw kopalnych lub importu.

Ile powinniśmy wybudować OZE w najbliższych latach?

- Energia elektryczna to 25 proc. zużycia energii pierwotnej, czyli te 160 TWh energii elektrycznej to jest 25 proc. całej energii, którą wykorzystujemy, bo przecież jeszcze zużywamy ropę, gaz, węgiel do innych procesów, które nie są elektryczne. Żeby więc przejść na 100 proc. energii zielonej, powinniśmy produkować około 650 TWh z OZE. Przypomnę: przy 35 obecnie.

Musimy więc wybudować w następnych 27 latach 19 razy więcej OZE niż do tej pory. Żeby w 2050 roku być zeroemisyjni.

Chce pan inwestować również w energię atomową. Jak ona się ma do tej zielonej energii?

- Jest również zeroemisyjna.

A jak by pan przekonał do tego przeciętnego Polaka, że warto inwestować w atom? Ludzie się bardzo tego boją mimo wszystko. Zresztą w sporej części zachodniej Europy jest bardzo duży lęk przed energią atomową. Niemcy zamknęli wszystkie swoje elektrownie tego typu.

- Jedyną drogą jest edukacja. Fakty są proste: liczba chorób, zgonów i wszystkich negatywnych konsekwencji produkcji energii w przypadku atomu jest paradoksalnie najniższa ze wszystkich technologii. A najgorsze statystyki są dla węgla.

Firma Sebastiana Jabłońskiego dostarcza produkty OZE do ponad 15 tys. klientów biznesowych, a jej usługi dostępne są na 23 rynkach zagranicznych. Przychody spółki w 2022 roku wyniosły ponad 11 mld zł, zysk EBITDA 525 mln zł. Rok wcześniej przychody wynosiły 6 mld zł.

Przedsiębiorca zainwestował w budowę największej na świecie morskiej farmy wiatrowej w Australii. Zamierza także, we współpracy z francuskim koncernem EDF, rozwijać projekty energetyki jądrowej w Polsce.

W konkursie EY Przedsiębiorca Roku jest nominowany w kategorii produkcja i usługi.

Komentarze
Dobrze, że nie słuchał "12 groszy", bo by do dzisiaj nie wiedział, kim ma być - partyzantem Broz Tity, czy może Janem Pawłem 202, albo wredną jędzą
już oceniałe(a)ś
Niezły gość, tak trzymać !
już oceniałe(a)ś
To nie jest piosenka Kazika, tylko jugosłowiańskiego zespołu „Idoli” z 1981 roku. Autorami tekstu byli Srđan Šaper i Vlada Divljan.
@KS_67
Tak samo jak Dziewczyna o Perłowych Włosach czy Dom Wschodzącego Słońca ale pokolenie się wychowało na wersjach Kazika i tego nikt nie zmieni. Morze wypitego taniego wina z Kazikowym "a gity jak staly sie wszystkie chlastaly" są niezapomniane.
już oceniałe(a)ś
Kupił tanio, sprzedał drogo.
Ale trololo - ideolo :)
już oceniałe(a)ś
Wirtualny operator - pośrednik, nie producent, nie przesyła energii. Wartość dodana - głównie marketing. Artykuł sponsorowany.
już oceniałe(a)ś
Artykuł z dużego palca przedstawia, ile potrzebujemy OZE. Na pewno dużo więcej niż konsumpcja energii elektrycznej, jednakże energia elektryczna jest efektywniejsza niż paliwa pierwotne, więc nie sądzę, aby to było 650TWh. Przykładowo silnik spalinowy ma 40% efektywności w najlepszym rozwiązaniu. Piec gazowy w domu 110%. Silnik elektryczny jakieś 90%, a pompa ciepła ok. 400.
Pewne procesy przemysłowe np. produkcja aluminium surowego wyniesie się z Polski, bo taniej wyprodukować aluminium, gdy ma się dostęp do taniej energii, a akumulacja energii w aluminium jest olbrzymią.
już oceniałe(a)ś
RE nalicza odbiorcy kary za rezygnację na rok przed rozpoczęciem dostaw energii - czysty interes.
już oceniałe(a)ś
Reklama?
Mam inną propozycję zlikwidować ETS i wtedy będzie sytuacja prawdziwe rynkowa.
@grrrrrrrrr
Paszol won!
już oceniałe(a)ś
VqXzqNNy+4gpQqGP2gzj6YR7xhrnFTa4Sey1oapbmVQ=