Jak chcesz być przedsiębiorcą, zakładaj firmę. Jak chcesz pracować w szybko rosnącym start-upie, zapisz się tam na staż - mówi Tytus Gołas, założyciel Tidio. Jego firma ma pół miliarda unikalnych użytkowników miesięcznie.

Poznaliśmy finalistów EY Przedsiębiorca Roku. Przedstawiamy wszystkie osoby uczestniczące w konkursie*. Wyborcza.biz objęła patronat nad wydarzeniem.

Piotr Miączyński: Pan ma fascynującą przeszłość, jeśli chodzi o podejmowane zajęcia zawodowe. "Przez pół dnia zbierałem truskawki. Zarobiłem 9 złotych, które zresztą wydałem na truskawki…"

Tytus Gołas: To była jedyna praca, którą wykonywałem dla kogoś. Bardzo szybko jednak zdałem sobie sprawę, że chciałbym stworzyć coś własnego. 

Ale dlaczego to, co pan zarobił, wydał na truskawki?

- Nie chciałem ich zabierać ani zjadać w trakcie pracy. A że przez pół dnia zbierania po prostu nabrałem ochoty na truskawki...

Jak ludzie słyszą: chciałbym stworzyć coś własnego, to myślą: jak skończę studia, to założę własną firmę, itp. Pan, mając 13 lat, zareklamował się w sieci: "Ogarniemy twój wizerunek w internecie, zrobimy logo, stronę, co będziesz chciał. Dzięki temu zyskasz czas dla rodziny". 

EY Przedsiębiorca Roku
CZYTAJ WIĘCEJ

- Zostałem wtedy "gwiazdą" na Wykopie. Ktoś tam wrzucił to ogłoszenie. O prowadzeniu firmy jeszcze nic nie wiedziałem. Nie wiedziałem nawet, co to jest NIP. 

To jak panu płacono?

- Doładowaniami na telefon. 

Później na Allegro zbanowano pana za sprzedaż katalogów Ikei. 

- Miałem 14, może 15 lat.

A ban był za co?

- Taka sprzedaż była niezgodna z regulaminem serwisu. Katalogi Ikea są bezpłatne. 

Ruszył pan z własną aplikacją na Facebooka. W trzy dni napisał pan "Ranking Znajomych". Ludzie porównywali wygląd swoich znajomych. Za każdym razem atrakcyjniejsza osoba dostawała punkt. 

- Aplikacja była bardzo popularna, odwiedzało ją po 100 tysięcy użytkowników dziennie. W ciągu pół roku zarobiłem na reklamach około 30-40 tys. zł. Rozważałem, czy nie zająć się tylko tym. 

I?

- Też ban. Oceny wyskakiwały na tablicach użytkowników. A były to, jak by nie patrzeć, treści niepożądane. Później zresztą Facebook w ogóle się wycofał z możliwości publikowania postów za pomocą aplikacji. Bo profile były całkowicie zalane takim spamem. A ja poszedłem na informatykę.  

I nie żałuje pan, że na studia poszedł?

- Teraz bym ponownie nie poszedł, o tak powiem. 

 A dlaczego?

- Ten czas można było inaczej wykorzystać. Nie uważam, żeby studia miały duży wpływ na moje życie. Przez pierwsze pół roku owszem, było super, bo poznałem ludzi. Później bardziej chodziło o to, żeby przetrwać, żeby zrobić zadania, których wymagają moi nauczyciele i tyle. 

A młodym ludziom pan by radził, żeby te studia zrobić, czy nie zrobić? Zwracał pan w ogóle przy rekrutacji uwagę na to, czy ktoś jest po studiach, czy nie po studiach? 

- Nie. Nikt u nas na to nie zwraca uwagi. Wykształcenie nie ma tu żadnego znaczenia, liczą się kompetencje. 

Ale to jest też ciężkie pytanie, bo odpowiedziałbym, że zależy od tego, kim chcesz być. Jak chcesz być lekarzem, prawnikiem, psychoterapeutą, to nie sposób sobie wyobrazić, że ktoś mówi: nie idź na studia. Bo musisz tam iść. 

W przypadku kierunków informatycznych, czy związanych z przedsiębiorczością, trudno powiedzieć, że studia to jest najbardziej optymalny wybór. Wystarczy popatrzeć na topowe osoby, które osiągnęły sukces w tych dziedzinach. I zobaczyć, jaką drogę zawodową przeszły. I nagle się okazuje, że studia nie miały tu większego znaczenia.

To wróćmy do tego młodego człowieka, który pyta pana o radę. 

- Jak chcesz być przedsiębiorcą, zakładaj firmę. Jak chcesz pracować w szybko rosnącym start-upie, to zapisz się tam na staż. Pracuj nawet za darmo. Po to, aby zdobyć doświadczenie, odnaleźć się w tym środowisku. I wtedy mając doświadczenie, możesz dalej rozwijać karierę. 

Kim pan chciał być, jak zaczął studia?

- Twórcą dużej aplikacji internetowej. I to się udało. Taki plan miałem od 15. roku życia. 

I na studiach dalej robił pan aplikacje. 

- Tak. Testowałem różne podejścia, ale te biznesy się nie do końca udawały.

A to ile pan miał tych nieudanych prób? 

 - Trzy, cztery? W pewnym momencie ja i mój wspólnik Marcin Wiktor uruchomiliśmy Tidio Mobile, które miało przerabiać stronę na mobilną w 20 sekund.

I przerabiało?

- Zazwyczaj tak. Ale jak pojawił się klient z gigantycznym sklepem internetowym, to trzeba było to robić ręcznie. Przez 20 dni. Za 800 funtów. I kompletnie się to nie opłacało. 

Wtedy pojawił się Tidio Elements, kreator stron internetowych. 

- Też się nie sprzedawał. Ale jeden element miał bardzo popularny – live chat. Wzrost tej aplikacji był bardzo, bardzo duży. Wtedy poczułem, że to jest to. Że użytkownicy po prostu tego chcą. 

"W ciągu pięciu, dziesięciu lat boty będą wszędzie, jak zadzwonisz do dentysty, żeby umówić się na wizytę, to też będziesz rozmawiał z botem".

- Z tymi pięcioma latami to trochę przeszacowałem. Ale nadal uważam, że w tym kierunku pójdzie świat. Może nie za pięć, dziesięć lat, ale obserwując to, co dzieje się na rynku, do dwudziestu lat tak będzie na pewno. 

Rozwiązanie, które mamy w tym momencie, czyli Lyro AI Agent jest czymś, co nazwałbym czatem GPT dla wsparcia klienta. Już w tym momencie jesteśmy w stanie rozwiązać do 80 proc. zapytań klientów, nie psując doświadczenia z rozmowy. 

Co to znaczy?

- Że rozmowa jest miła, przyjemna, nasz chatbot jest w stanie szybko odpowiadać na określone pytania. Dlaczego więc ta sama technologia nie miałaby być wdrożona, nie wiem, w salonie dentystycznym albo na przykład w restauracji?

 A ludzie nie wolą rozmawiać z żywym człowiekiem? Zwłaszcza starsi chociażby?

- Mówimy o  nowoczesnych chatbotach, nie o tych, które były pięć lat temu, gdzie faktycznie doświadczenie rozmowy było dość nieprzyjemne i to niezależnie od wieku. I dla starszych osób, i dla młodszych. 

W tym momencie rozmowa z chatbotem przypomina doświadczenie rozmowy z człowiekiem. Dostaję odpowiedź natychmiast, a nie muszę czekać, czy być przekierowany pomiędzy działami. 

A jeśli chatbot nie zna odpowiedzi?

- To człowiek, który ma tu znaleźć rozwiązanie, nie dostanie 10 zapytań, tylko dwa. Jest odciążony przez chatbota. Będzie bardziej skoncentrowany, praca sprawi mu większą przyjemność. 

Nasze przewidywania są takie, że za parę lat 80 proc. rozmów będzie mogło być zautomatyzowane za pomocą AI. A pozostałe 20 procent, bardziej złożone, gdzie ten czas odpowiedzi może być trochę dłuższy, będzie obsługiwane przez ludzi.

To nie jest więc tak, że ludzie zostaną totalnie wyeliminowani z tego segmentu. Ale będą odpowiadali na te rozmowy, które wymagają ich zaangażowania. Bezpośredniej interwencji.

To trochę odhumanizowane

- To choćby demografia. Nie mamy w tym momencie problemu z wysokim bezrobociem. Bezrobocie jest historycznie niskie, więc ta pomoc AI w tym momencie będzie bardzo dużym ułatwieniem. 

Największe zagrożenie dla pana firmy?

- Technologia sztucznej inteligencji jest jeszcze młoda, każda technologia musi się zaadaptować. To nie jest tak, że wyszedł iPhone i od razu w tym samym roku wszyscy mieli smartfony. Musiały minąć 3-4 lata. 

Na początku są early adoptersi, czyli kilka procent osób, które od początku korzystają z tej technologii. Następnie jest przepaść. Później dopiero technologia idzie do mainstreamu. I tak samo jest z chatbotami i AI. 

Za jakiś czas wszyscy się dostosują. Będzie to coś normalnego. A my już teraz staramy się zbudować naszą firmę na nowo i zaadaptować do świata, w którym większość osób będzie posługiwała się AI. 

W tym momencie naszym największym zagrożeniem jest to, że będziemy zbyt wolni. Że z punktu widzenia marketingu, z punktu widzenia produktu, czy innych obszarów firmy, nie wprowadzimy produktu, strategii marketingowej, czy sprzedaży na najwyższym poziomie w momencie, kiedy ludzie zaczną szukać tego typu rozwiązań. Nie będziemy odpowiednio dobrze wypozycjonowani, aby w ich głowach być numerem jeden.

Czyli rozwój to jest szybkość?

- Tak. To też nie jest łatwe. Jako firma dość mocno się w ostatnim czasie rozwinęliśmy. Trzy lata temu nasza firma to było około 50 osób, głównie w Szczecinie. Teraz jest to 180 osób z 19  krajów na świecie.

W tym momencie prawie połowa naszej najwyższej kadry zarządzającej to osoby z zagranicy. Staramy się rekrutować bardzo dobrych menedżerów, którzy też będą w stanie nam pomóc z tą zmianą. I którzy już podobny proces w podobnej branży przeszli. Nasz szef marketingu (CMO) był jednym z pierwszych pracowników Shopify'a. To jest taki szybko rosnący e-commerce, który działa w modelu subskrypcji. Dostajemy tam dostęp do aplikacji tak długo, jak płacimy miesięczny lub roczny abonament. 

I nasz CMO dokładnie widział, jak nagle definiowała się ta nowa kategoria usług na rynku. A że Shopify był w dobrym miejscu, w dobrym czasie, to i zgarnął bardzo dużą część rynku.

Oni byli po prostu szybcy, więc my też staramy się pracować z takimi osobami. 

Wasi klienci?

- 98 procent jest z zagranicy. 

Dlaczego? 

- Wyróżnia nas model sprzedaży. Wygoda. Jest to produkt łatwo dostępny, zintegrowany z najważniejszymi graczami na rynku, z którego można zacząć korzystać w mniej niż 30 minut. Rejestrujesz się przez stronę, dostajesz produkt, podpinasz kartę, gotowe. Nie trzeba męczyć sprzedaży, nie trzeba przechodzić tego całego ciężkiego procesu wdrożenia.

Opinia wrzucona na GoWorku. "Tidio to firma założona przez bardzo młodego chłopaka, cały ich team zaś składa się z samych idealnych postaci - również młodziutkich osób, które są bardzo żywiołowe, ładne, bogate, wykształcone i ach, po prostu ludzie-złoto. Tego samego oczekują od swoich kandydatów." Albo "Rozmowa kwalifikacyjna to jakiś kosmos - ilość etapów jest przerażająca. Naliczyłem się ich aż 6!."

- Często słyszę, że jestem młody. Co prawda mam 30 lat, więc aż taki młody nie jestem. I jak popatrzymy, nie wiem, na największe technologiczne firmy na świecie, to są tworzone przez osoby w podobnym wieku jak ja. Dla inwestorów to, czy ktoś ma 60 lat, czy 18 lat, nie ma znaczenia.

Oni podejmują decyzję na bazie profilu spółki albo intuicji - czy w coś wierzą, czy w coś nie wierzą. 

Często się mówi, że jak ktoś jest młody, to jest niedojrzały. Tak bywa. Ale nie jest to zasadą. I chciałbym to trochę odczarować. To nie jest tak, że jak ktoś jest młody, to siedzi sobie w zarządzie firmy i robi kompletnie nieprzemyślane decyzje. 

One u nas są bardzo przemyślane.

Odpisał pan pod tym postem:  "Decyzja o zmianie pracy wpływa na 160 godzin życia danego kandydata miesięcznie, zakładając, że ktoś z nami zostaje 2-3 lata, to jest to ok. 4-5 tys. wspólnie spędzonych godzin :) Bardzo troszczymy się o ludzi, z którymi współpracujemy i chcemy podjąć jak najlepszą możliwą decyzję, więc 12 godzin, które ma zdecydować o kilku tys. godzin współpracy w naszej opinii nie wydaje się zbyt wygórowaną wartością".

- Po prostu dobrze wiemy, jak mocno rekrutacja w spółkach technologicznych jest w stanie budować firmę. Ale też jest w stanie ją zniszczyć. Jest to naprawdę jeden z ważniejszych aspektów działalności i warto mu poświęcić czas.

"Ostatnio byłem na wakacjach, wyjechaliśmy w sobotę, a już we wtorek psychicznie byłem w pracy". Nadal pan tak ma? 

- Już nie, już nie, bo już nie mam telefonu podłączonego do maila. Nie mam Slacka, staram się odciąć psychicznie. To różnie wychodzi, ale przynajmniej nie dostaję powiadomień. Myślę o firmie, przebijają mi się te myśli, ale to już nie jest tak mocno intensywne, jak było parę lat temu.

Pan dopuszcza sytuację, w której sprzedałby pan swoją firmę? I zaczął coś nowego? 

- Oczywiście, że tak. Ale na pewno nie w ciągu najbliższych kilku lat. W życiu chciałbym zbudować trzy firmy. Powiedzmy Tidio do czterdziestki, później kolejną firmę do pięćdziesiątego piątego roku życia, a kolejną do siedemdziesiątego roku życia. Jakie? Jeszcze nie wiem. 

*Tytus Gołas jest założycielem Tidio. 

Tidio jest czwartym najpopularniejszym live chatem na świecie, wykorzystywanym na ponad 300 tys. stron internetowych. Firma ma ponad 500 mln unikalnych użytkowników miesięcznie.

Tytus Gołas w konkursie EY Przedsiębiorca Roku jest nominowany w kategorii Nowe Technologie/Innowacyjność. 

Zobacz także inne sylwetki:

  1. Przemysław Gacek. Każdego dnia wyłącza telefon na minimum godzinę. Właściciel Pracuj.pl na spotkania nie bierze nawet komputera.
  2. Sebastian Jabłoński, Respect Energy Holding. Jego firma ma 11 mld przychodu, zarabia 500 mln rocznie. A on został traderem przez piosenkę Kazika "Płomienne zorze budzą mnie ze snu. Giełdowy ranek. Informacji szum".
  3. Adam Kowalczyk, Karol Gaweł, założyciele Smart Kids Planet. Co to jest pech? Odeszli z pracy, otworzyli centrum mądrych zabaw dla dzieci na Stadionie Narodowym tuż przed covidem...
Komentarze
Zaloguj się
Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
pracuj nawet za darmo - super rada, szczególnie jeśli jest się na tyle przedsiębiorczym żeby żyć na koszt rodziców
@ka-es
Zależy - czasem to wykorzystywanie, a czasem można się bardzo dużo nauczyć. Rożnie bywa.
już oceniałe(a)ś
7
5
@ka-es
Ja pracowałem pół-darmo przez ostatnie lata studiów (które również były swego rodzaju stratą czasu) - dosłownie kolega, co malował łopaty zarabiał z 5 razy więcej, ale to doświadczenie (a nie studia) ustawiły mnie w zawodzie.... Co człowiek, to historia. Pewnie, że lepiej jest mieć rodziców co są w stanie cię utrzymać, jak masz widzimisię i chcesz popróbować czegoś nowego (większość moich kolegów zresztą nie pracowała wogóle w czasie studiów - początek lat 2000). Chłopak dobrze mówi, choć jego doświadczenia nie da się zastosować uniwersalnie do większości przypadków.
już oceniałe(a)ś
1
0
Jak chcesz być przedsiębiorcą, zakładaj firmę.

Rzuć podstawówkę, czytanie i pisanie też kasy nie daje,
tylko od razu firmy zakładać.
@bardzospokojny
akurat przy IT to wiele razy słyszałem od dobrych specjalistów, że praktycznie wszystkiego nauczyli się sami, a studia im tylko zabrały cenny czas. Nie wiem czy to reguła.
już oceniałe(a)ś
10
5
@ffstv1
''Później bardziej chodziło o to, żeby przetrwać, żeby zrobić zadania, których wymagają moi nauczyciele i tyle.''
A te zadania oczywiście nie miały nic wspólnego z kierunkiem studiów
i w żaden sposób nie pogłębiały jego wiedzy?
Są geniusze, którzy 'sami' się wszystkiego nauczyli, ale zwykłych
śmiertelników raczej ktoś musi nauczyć. I to się nigdy nie zmieni i
dotyczy każdej dziedziny wiedzy.
już oceniałe(a)ś
16
1
@bardzospokojny
liczą się kompetencje - to powiedział - to że dzisiejszy system edukacji czy to podstawowej, ponadpodstawowej czy studia tego nie dają to jest nasz społeczny problem który ignorujemy a który spycha nasz kraj na margines. nie my tego doświadczymy ale nasze dzieci już pewnie tak.
już oceniałe(a)ś
4
2
@veerle
Studia nikomu nic nie dają? Czy może nie dają nic ludziom, którzy sami wcześniej nauczyli się tego, z czego korzystają w pracy i nic innego już nie potrzebują? Gdyby nikomu nic nie dawały, to jeden góra dwa semestry wystarczą, żeby się o tym przekonać. A jakoś listy studentów od drugiego roku wzwyż nie są puste. Ludzie studiują z nudów? W takiej branży? Bzdury.
już oceniałe(a)ś
8
1
@greggry
w IT (informatyce jak mówią niektórzy) masz bez mała tyle specjalizacji ile w medycynie - programiści, administratorzy i architekci sieci, administratorzy i architekci systemów, administratorzy i architekci systemów kopii zapasowych i tak można wymieniać, bo jeszcze i inżynierzy wsparcia, inżynierzy sprzedaży, pre-sales, post-sales, architekci procesów, aplikacji, helpdesk, servicedesk, devops, no można rzucać nazwami dłuższy czas. I teraz wyobraź sobie, że na studiach nie wszędzie masz ludzi zdolnych przekazać wiedzę w tych dyscyplinach. Czasem wykładowcy, czy jakie tam mają stanowisko na uczelni mają wiedzę i chęć jej przekazywania, i nawet jeszcze umiejętność przekazywania wiedzy. Czasem jednak jest tak, że z całego zakresu zajęć na uczelni interesujące Cię zagadnienia stanowią 2% 5 lat studiów, a cała reszta to matematyka i pochodne. Nie mówię, że to źle, ale jak na przykład okazuje się, że wykładowca mówi o jakiejś technologii, a faktycznie mówi o jej stanie sprzed 2 lat, to po co na to tracić czas, jak można samemu się tego nauczyć i pójść do pracy, a studia zrobić zaocznie, dla papierka. Lub wcale, bo po co czas marnować.
już oceniałe(a)ś
4
2
@mic_mar
A potem taki "ekspert" nawet nie próbuje zrozumieć algorytmu, którego implementację kopiuje ze stackoverflow. Analiza statystyczna wyników? Modelowanie czegokolwiek zanim podejmie się decyzję, które rozwiązanie jest najlepsze? Po co komu matematyka, skoro zawsze można odpalić testy na produkcji ;-)
już oceniałe(a)ś
11
2
@bardzospokojny
U nas w pracy (w sądzie) głównym informatykiem jest wuefista którego pierwszoplanowymi zdolnościami są zdolności towarzyskie - tańczy z kim trzeba. I słabo mu praca idzie (zwyczajnie czasem gość od regulacji rolet mu podpowiada jak cos zrobić) ale ma od tego ludzi już teraz. I każe na siebie mówić "administratorze systemu" albo "kierowniku komórki". I będzie najlepszy do emerytury.
już oceniałe(a)ś
6
0
@j2dw
masz świadomość, że ten "informatyk, który implementuje własnoręcznie napisany algorytm", zamiast kopiować go ze stackoverflow, to jeszcze musi go mieć komu implementować, i mieć na czym go implementować ? Że inny informatyk sprzedał klientowi od implementacji serwer lub usługę chmurową? Jeszcze inny informatyk w ogóle doprowadził do tego że algorytm można implementować, bo podczas rozmowy z klientem zrozumiał za klienta czego ten klient potrzebuje? Zawsze mnie śmieszy takie zaperzenie programistów i fetysz skończenia przez nich studiów, jakby implementacja algorytmów stanowiła 100% IT :D
już oceniałe(a)ś
4
0
@ffstv1
ta, bo ci tzw. dobrzy specjaliści to tylko koderzy-wyrobnicy, programista, to co innego
już oceniałe(a)ś
2
0
@mic_mar
dla ciebie informatyka to tylko technologia?

No tak a potem tacy troglodyci zawalają projekty informatyczne, nie wiedząc, że tego główną przyczyną są problemy pozatechniczne.
już oceniałe(a)ś
1
1
@X-37
no, kto dobrze róha ten daleko zajedzie
już oceniałe(a)ś
1
0
tak tak tak
wincyj wincyj wincyj
studia zupełnie nie potrzebne
do niczego w innowacyjnej gospodarce. liczy się tylko
pomysł.
to tak na serio?!
@janzizka1313
Ale dla przedsiębiorcy studia (szczególnie takie, jakie są w Polsce, czyli często prowadzone przez niedojdy), to faktycznie często strata czasu. Nikt nie mówi, że pracownicy mają nie studiować
już oceniałe(a)ś
1
1
@shared_ptr
Dla przedsiębiorcy zajmującego się "kupię taniej, sprzedam drożej" to faktycznie. Ale dla przedsiębiorcy projektującego produkującego np. sprzęt chirurgiczny - to jednak mogą być przydatne.
już oceniałe(a)ś
1
0
@nikanor
Ale on się wypowiada o branży webowej. Studia są tutaj do tyłu z rynkiem. Kilka lat temu nie było aplikacji mobilnych na studiach i webowych, ale firmy które wtedy powstały zarobiły miliony na appkach mobilnych.
już oceniałe(a)ś
0
0
Dziwią mnie te jednoznacznie negatywne i prześmiewcze komentarze. Wywiad jest OK, facet nie mówi bez sensu, nawet raczej jak bardziej ogarnięta Zetka. Jego produkt mnie nie interesuje, ale nie ma powodu, żebym mu nie życzyła powodzenia (na tym poziomie biznesu nie może już być cwaniakiem jak 15 lat temu na allegro).
@Tnnengebirge
Facet ma całkowicie monochromatyczne widzenie. "Na studia idzie się żeby przetrwać"?

Może jak się chce sprzedawać czatowe apki na play store.

Bo jak się chce np. projektować ulice, infrastrukturę, wysokościowce, podstacje, elektrownie, zajmować automatyką przemysłową, chemią, farmacją, leczeniem, pielęgnacją, fizjoterapią, biologią molekularną, geodezją, konstrukcjami lotniczymi, ochroną środowiska, prawem, bankowością, ekonomią, statystyką i jeszcze paroma dziedzinami - to studia będą jednak niezbędne.
już oceniałe(a)ś
0
1
Czy to kolejny "tzw" najmłodszy polski milioner? (Tamten zarobił na oszukiwaniu ludzi )
@Maxym980
Ziobro
już oceniałe(a)ś
0
0
To symptomatyczne, że doświadczenia biznesowe wywiadowanego związane były z nieprzestrzeganiem różnego rodzaju przepisów ;-)
@kr_okodyl
I pewnie nadal są. Bo IT musi być "disruptive".
już oceniałe(a)ś
0
0
Cos tu w tym wszystkim zgrzyta.
już oceniałe(a)ś
12
4
To taki model zarabiania pieniędzy jak Gold Rush w Kalifornii w połowie XIX w.: rzuć wszystko, łap szpadel i przyjeżdżaj. Jak będziesz miał fart - to się obłowisz.

Oczywiście jak w Kalifornii - obłowi się 1 na tysiąc.

A najbardziej obłowi się dostawca kilofów, szpadli, sit i płuczek.
@nikanor
Podczas gorączki złota, należy sprzedawać łopaty i miski.
już oceniałe(a)ś
0
0