Aż 16 przedsiębiorców i przedsiębiorczyń z 12 firm zostało finalistami 23. edycji konkursu EY Przedsiębiorca Roku. W tym roku widać dominację twórców rozwiązań opartych o AI.

EY nieprzerwanie od 2003 roku wybiera w Polsce Przedsiębiorcę Roku, nagradzając tych, którzy wyróżniają się wizją, innowacyjnym myśleniem i sukcesami biznesowymi. Zwycięzcę tegorocznej, 23. edycji wydarzenia, poznamy podczas gali finałowej w marcu 2026 roku. Wiadomo już, kto powalczy o ten tytuł.

Technologie dają się zauważyć

Z nadesłanych w maju i czerwcu zgłoszeń oraz po przeprowadzonych spotkań z kandydatami, wyłoniono finalistów. Wybrano 16 przedsiębiorców i przedsiębiorczyń z 12 firm. Wśród nich dominują osoby silnie związane z AI. 

- Grono tegorocznych finalistów polskiej edycji konkursu EY Przedsiębiorca Roku prezentuje transformację, jaką przechodzi rodzima przedsiębiorczość. Obserwować możemy zarówno wielopokoleniowe firmy rodzinne, działające w tradycyjnych obszarach gospodarki, jak i przedstawicieli sektora nowoczesnych technologii - zauważa Jacek Kędzior, partner zarządzający w EY Polska.

Dodaje, że to kombinacja, która sprzyja budowie gospodarki opartej na wielu filarach. - Zwycięzcę, wskazanego przez niezależne jury, który będzie reprezentował nasz kraj w międzynarodowym finale organizowanym w Monte Carlo poznamy w marcu - podkreśla.

EY Przedsiębiorca Roku
CZYTAJ WIĘCEJ

Na razie, jak dodaje Łukasz Zalicki, partner EY Polska, audytor konkursu EY Przedsiębiorca Roku, z ogłoszonej listy finalistów jury wybierze triumfatorów z każdej z trzech kategorii. - Spośród nich zostanie następnie wybrany zwycięzca 23. edycji EY Przedsiębiorca Roku – wyjaśnia.

Produkcja i usługi

W kategorii „Produkcja i Usługi" o zwycięstwo walczą:

  • Mariusz Górecki z Atlas Ward Polska -  jego firma jest globalnym wykonawcą, który na całym świecie zrealizowała ponad 900 inwestycji o łącznej powierzchni 6 mln mkw. Mariusz Górecki, który nią kieruje, przejął Atlas Ward w ramach wykupu menadżerskiego i rozwinął markę.
  • Magdalena i Krzysztof Alchimowicz z Chris Turystyka i Rekreacja - firma organizuje obozy i programy edukacyjne dla dzieci. Każdego roku z jej oferty korzysta ponad 25 tysięcy uczestników. Dysponuje ośmioma unikalnymi ośrodkami-campami. 
  • Jan Kolański z Colian Holding - Colian to producent popularnych produktów, takich jak: Grześki, Śliwka Nałęczowska, Jeżyki czy Oranżada Hellena.  Kolański ostatnio inwestuje też w inne marki z nieco innego zasobu: wykupił firmę VRG, do której należą W. Kruk, Vistula, Wólczanka czy BYTOM.
  • Artur Dela z Eneris Surowce - przedsiębiorstwo powstało w 2015 roku w wyniku nabycia polskiego oddziału firmy Veolia, specjalizującego się w gospodarce odpadami. 
  • Michał Wypychewicz z ZPUE - polska firma technologiczna z branży elektroenergetycznej produkująca stacje transformatorowe i rozdzielnice, głównie dla operatorów sieci oraz odbiorców przemysłowych. Michał Wypychewicz jest sukcesorem rodzinnego biznesu. Funkcję prezesa zarządu pełni od 2020 roku.

Nowe technologie

W kategorii „Nowe Technologie/Innowacyjność" nominowanii zostali: , Rafał Modrzewski z ICEYE oraz Maja Schaefer z Zowie. 

  • Jakub Dwernicki z cyber_Folks, która to rozwija usługi hostingu, e-commerce i komunikacji masowej. Odpowiada dziś za hosting jednej trzeciej wszystkich stron internetowych w Polsce, a jej autorskie rozwiązania oparte na AI i uczeniu maszynowym wyznaczają kierunek rozwoju branży. Dwernicki coraz więcej czasu poświęca też narzędziu Shoper, którą za około pół miliarda złotych kupił na początku tego roku.
  • Rafał Modrzewski z ICEYE to z kolei polsko-fińska firma, specjalizująca się w małych satelitach radarowych SAR (Synthetic Aperture Radar). Dysponuje największą na świecie konstelacją radarowych satelitów obserwacyjnych. Technologia SAR umożliwia obserwację Ziemi w każdych warunkach pogodowych i dowolnej porze doby. Pomaga m.in. siłom zbrojnym Ukrainy.
  • Maja Schaefer z Zowie, czyli startupu tworzącego agentów AI do obsługi klienta. Od początku istnienia firma skutecznie przyciągała kapitał, początkowo od lokalnych aniołów biznesu, a z czasem od renomowanych, globalnych inwestorów, takich jak Gradient (fundusz AI Google) czy bracia Altman. 

Nowy biznes

W ostatniej kategorii „Nowy Biznes" finalistami zostali:

  • Adam Wiśniewski i Michał Mazur z AI Clearing - polsko-amerykański startup dostarczający opartą na sztucznej inteligencji technologię do monitorowania postępów prac i kontroli jakości na dużych projektów infrastrukturalnych (np. budowa lotnisk, dróg, kolei, farm solarnych). System analizuje projekty budowlane, harmonogramy i budżety, przetwarza obrazy z dronów i aplikacji mobilnych, porównując je ze sobą, co daje bieżącą informację o inwestycji. 
  • Michał Wendeker oraz Konrad Kostrzewa z AutonomyNow - firma oferuje zaawansowany technologicznie system bezpieczeństwa dla transportu, przede wszystkim miejskiego, który umożliwia obserwowanie otoczenia pojazdu w oparciu o sieci neuronowe oraz dane z radaru i kamer. Podstawą jest połączenie sztucznej inteligencji ze światem rzeczywistym.
  • Przemysław Kot z Mizzox - Mizzox to inteligentny asystent, który łączy finanse, dokumenty, płatności i codzienne procesy w jednym miejscu. Zapewnia jasny obraz firmy, automatyzuje powtarzalne zadania i usprawnia obieg informacji, dzięki czemu przedsiębiorca pracuje szybciej i bez chaosu. Założyciel aktywnie inwestuje w rozwój AI, tworząc także własny model językowy dostosowany do potrzeb polskich przedsiębiorstw.
  • Filip Szczepanik i Jakub Karyś z Selmo - firma specjalizuje się w automatyzacji sprzedaży na transmisjach live i wideo w mediach społecznościowych (Facebook, TikTok, Instagram). Dzięki innowacyjnej platformie sprzedawcy mogą m.in. prowadzić transmisje na żywo, odpowiadać na pytania i prezentować produkty w czasie rzeczywistym. W 2024 r. przez firmę przeszło ok. 7,5 mln zamówień, a w 2025 r. aplikacja miała ponad 800 tys. użytkowników.

Spośród finalistów niezależne jury wyłoni najlepszego przedsiębiorcę w oparciu o cztery kryteria: Duch Przedsiębiorczości, Cel, Wzrost i Wpływ. W skład 12-osobowego gremium wchodzą autorytety ze świata biznesu oraz rotacyjnie zwycięzcy poprzednich edycji konkursu.

Redagował Sebastian Ogórek

Komentarze
a The Economist na to (mniej więcej): 20 listopada amerykańscy statystycy opublikowali wyniki pewnego badania, a gdzieś głęboko w przypisach — wtłoczony między typowe biurokratyczne zastrzeżenia i lekki zapach rezygnacji — czai się trend, który może przestawić zwrotnice dla bilionów dolarów wydatków. Amerykański Federalny Urząd Statystyczny od tygodni pyta firmy, czy w ciągu ostatnich dwóch tygodni korzystały ze sztucznej inteligencji „przy wytwarzaniu dóbr i usług”. I tu pojawia się mały zgrzyt: odsetek Amerykanów używających AI w pracy spadł o jeden punkt procentowy. Obecnie kuleje na poziomie 11%. Wdrożenie technologii wśród największych graczy — tych zatrudniających ponad 250 osób i mających tyle „zespołów ds. innowacji”, że można by nimi zatopić lotniskowiec — zanurkowało. Trzy lata po rozpoczęciu epoki generatywnej AI krzywa popytu wygląda na równie żwawą co sałata pozostawiona na balkonie na Bemowie.
Ma to znaczenie, bo jeśli AI ma kiedykolwiek dostarczyć tych wszystkich obiecywanych wzrostów produktywności, zwykłe firmy — tak, również te, dla których „transformacja cyfrowa” oznacza nowe tło w Teamsach — muszą jej naprawdę używać. A nie używają. Co gorsza, właśnie to pytanie decyduje o tym, czy tkwimy w „bańce AI”. Big Tech, w swoim optymizmie, planuje do 2030 roku wydać 5 bilionów dolarów na infrastrukturę pod usługi AI. Żeby to miało sens, potrzebne będzie mniej więcej 650 mld dolarów rocznie przychodów z AI. Obecnie jest to około 50 mld. Klienci kupujący czaty do pisania opisów na Tinderze nie zasypią tej przepaści. W teorii mają to zrobić firmy.
Federalny Urząd Statystyczny nie jest jednak jedyną wyrocznią. Inni badacze twierdzą, że poziom wdrożenia AI jest wyższy. Ekonomiści kłócą się teraz wesoło o to, dlaczego. Może pytanie Urzędu jest zbyt restrykcyjne? Może pracownicy chętniej przyznają się do używania AI niż menedżerowie, którzy nie bardzo wiedzą, co dzieje się poniżej jedenastego piętra. Zwolennicy badania rządowego odpowiadają, że tylko państwo ma sieć zdolną objąć reprezentatywny przekrój amerykańskich firm — również tych działających w sektorach, gdzie innowacja oznacza wciąż „takie obrócenie arkusza w Excelu by mieć go w widoku poziomym”.
Jednak te alternatywne dane wcale nie zwiastują „wiosny AI”. Grupa ze Stanfordu ustaliła, że korzystanie z generatywnej AI w pracy spadło z 46% w czerwcu do 37% we wrześniu. Narzędzie powiązane z Rezerwą Federalną pokazuje, że codzienne korzystanie z AI wzrosło w ciągu roku zaledwie z 12,1% do 12,6%. Pewna firma fintechowa z dumą ogłosiła, że wykorzystanie AI w amerykańskich firmach „wystrzeliło” do 40% — by następnie spaść i się wypłaszczyć. Jeśli to rewolucja technologiczna, to najwyraźniej wzięła sobie dłuższą drzemkę kontemplacyjną.
Dlaczego więc zastój? Najłagodniejsze wyjaśnienie odwołuje się do niepewności gospodarczej: wojen handlowych, spadku imigracji, lęków o stopy procentowe — czyli klasycznego amerykańskiego bufetu niepokoju. Historia uczy też, że technologia rozprzestrzenia się skokami; nawet zwykły PC miał w końcówce lat 80. chwilowy zastój, zanim wtargnął do domów jak pastelowe tornado.
Ale nie pomijajmy wyjaśnień mniej szlachetnych. Jedno z nich dotyczy szefostwa wewnątrz firm: dyrektorzy z najwyższych pięter nie otwierają ust bez hymnu na cześć AI, jakby była pomniejszym bóstwem. Niemal dwie trzecie szefów ze spółek S&P 500 wspomniało o AI na ostatnich telekonferencjach. Tymczasem osoby, które mają te cuda wdrażać, wydają się nieco… niechętne. Według Dayforce 87% dyrektorów używa AI w pracy, ale już tylko 57% menedżerów i żałosne 27% pracowników. Być może po odegraniu obowiązkowego przedstawienia AI dla przełożonych, średnia kadra po prostu ją wyłącza.
Do tego dochodzi coraz silniejsze podejrzenie, że obecna generacja AI wcale nie jest na tyle dobra, by odmienić większość firm. Jeśli pierwsi użytkownicy uznają, że zwrot z inwestycji jest rozczarowujący, reszta poczeka. A dowody nie rzucają na to przedsięwzięcie szczególnie korzystnego światła.
@ogniomistrzkalen
Po pierwsze, giełda. Goldman Sachs stworzył indeks firm rzekomo gotowych na wystrzał zysków dzięki AI. Znajdują się tam Ford, H&R Block i News Corp — nazwy, które natychmiast przywodzą na myśl renesans technologiczny. Przez lata indeks szedł z rynkiem. Ostatnio odstaje. Inwestorzy zdają się nie kupować narracji „AI = cudowny zysk”.
Po drugie, badania ankietowe. Deloitte i Uniwersytet w Hongkongu ustalili, że 45% dyrektorów wyższego szczebla uważa zwroty z AI za niższe od oczekiwanych; tylko 10% było pozytywnie zaskoczonych. McKinsey twierdzi, że w większości organizacji AI nie wywarła jeszcze znaczącego wpływu na zyski. „Przełomowa” — wołają. „Kiedyś” — dopowiadają ciszej.
Po trzecie, ekonomia. Wprowadzanie AI może tymczasowo zrujnować produktywność, gdy firma przebudowuje swoje systemy IT i procesy — to zjawisko Erik Brynjolfsson ze Stanfordu nazwał „krzywą J produktywności”. A nawet po wdrożeniu AI rodzi kolejny problem. Badacze z ShanghaiTech mówią o „pułapce przeciętności”: AI pozwala słabszym pracownikom tworzyć coś „wystarczająco dobrego”, ale u lepszych powoduje spadek wysiłku i efektywności. Przyszłość naprawdę olśniewa.
Z czasem organizacje nauczą się korzystać z AI lepiej, modele będą coraz potężniejsze, a równowaga jakaś się znajdzie. Ale obecne wypłaszczenie sugeruje, że gospodarcze korzyści nadejdą wolniej, bardziej nierówno i za znacznie wyższą cenę, niż sugeruje obecna gorączka inwestycyjna. Dopóki firmy nie zaczną serio i masowo wdrażać AI, przychody potrzebne do uzasadnienia 5 bilionów dolarów inwestycji pozostaną w sferze „odległej nadziei” — albo wręcz „mitycznego stworzenia”.
Ale proszę bardzo — nazywajmy to dalej rewolucją. Udziałowcy będą zachwyceni :-)
już oceniałe(a)ś
Kwi5hIA7Ruumcwj/YFsVjYR7xhrnFTa4Sey1oapbmVQ=