Polska ma najdroższą energię elektryczną w Europie. Mamy nowotwór, a leczymy go ibuprofenem - mówi Michał Wypychewicz z ZPUE S.A. Po jego rządami firma ze spółki bliskiej upadkowi stała się liderem w Polsce i Europie. - Najlepszą rzeczą, jaką w życiu dostałem od rodziców, była nauka, czym jest ciężka praca - stwierdza. Zdradza, że w ramach restrukturyzacji musiał zwalniać z firmy wujków.

Piotr Miączyński: Kiedy pan zrozumiał, że jednak przejmie rodzinny interes? 

Michał Wypychewicz, prezes rady nadzorczej ZPUE S.A. i prezes Koronea Family Office*: - Miałem chyba pięć lat, jak dostałem pytanie od rodziców: co chcesz robić w życiu? Pamiętam, co wtedy powiedziałem, że chcę być jak wujek Piotrek. Wujek Piotrek był prawą ręką mojego taty.

Tacie się zrobiło wtedy przykro. Poprosił, żebym wyjaśnił, dlaczego nie chce być nim, skoro już chcę wejść w biznes? Ja swoją odpowiedź bardziej pamiętam z opowieści mojej mamy. 

Co pan powiedział? 

- Że tak dobry, jak tata to nigdy nie będę, ale chcę pracować z tatą i budować biznes. 

Nokaut. 

EY Przedsiębiorca Roku
CZYTAJ WIĘCEJ

- Tata się wzruszył. To był pierwszy moment. Później od dziecka pracowałem w firmie. 

Ale jak? 

- Miałem dziesięć lat, bardzo chciałem mieć rower.

Tata powiedział: słuchaj, masz wakacje, jak chcesz rower, zapraszam na produkcję. I od tego momentu co wakacje pracowałem na produkcji fizycznie. 

I niektórzy powiedzą: kurcze, dostałeś od rodziców fantastyczne możliwości, dostałeś fantastyczny biznes. Ale najlepszą rzeczą, jaką w życiu dostałem od rodziców, była nauka, czym jest ciężka praca i skąd ten dobrobyt, który dookoła nas jest, pochodzi. I za to jestem do dzisiaj najbardziej wdzięczny rodzicom. 

A drugi moment? 

- Trochę ponad 10 lat temu podjąłem decyzję, że nie będę przejmował biznesu rodzinnego. Odszedłem z firmy, zacząłem budować swoją karierę zawodową. Poczułem, że z tatą mamy trochę inną wizję biznesu, że charakterologicznie jest nam się ciężko dogadać. 

Mama się śmiała, że nie może w firmie być dwóch szefów. 

Czyli  był pan rebeliantem.

- Byłem. Po kilku latach, pamiętam dokładnie ten dzień, bo to był dzień, kiedy się urodził mój syn, zadzwonił do mnie tata i powiedział: słuchaj młody, wiem, że było różnie między nami zawodowo, bo prywatne relacje były fantastyczne, potrzebuję twojej pomocy. Sytuacja w firmie jest trudna.  

I to był ten moment, kiedy pierwszy raz poczułem już w głębi serca, że chcę wrócić. Pierwszy raz tata mnie poprosił tak szczerze o pomoc. 

Faktycznie spółka wtedy była w bardzo trudnej sytuacji i banki chciały nam wypowiedzieć finansowanie. Byliśmy po nieudanej sukcesji zewnętrznej, ojciec już nie mógł się angażować w firmę tak jak dotychczas w pełnym wymiarze, a menedżerowie z zewnątrz praktycznie ją położyli. 

Jak wracałem, to szczerze mówiąc, nie wiedziałem, czy jest jeszcze, do czego wracać. Przez rok wspólnie z tatą restrukturyzowaliśmy biznes. A później uznał, że już za mną nie nadąża i że się wycofuje z tego procesu. 

Co pan robił w fazie rebelii? 

- Najpierw pracowałem w agencji ratingowej Standard & Poor's (S&P). A później stwierdziłem, jak pewnie wielu z dzieciaków przedsiębiorców, że chcę budować swój biznes.

Bo słyszałem często w domu, że trzeba to zrobić samemu od zera, bo to jest dopiero prawdziwa nauka przedsiębiorczości. To był też pewien kompleks, który miałem. 

Otworzyłem swoją firmę, którą określiłbym jako doradczo-internetową. Dało mi to dużo satysfakcji, ale też podbudowało moje ego - że bez korzystania z pieniędzy rodziny udało mi się zbudować biznes, że zacząłem zatrudniać ludzi, że robiliśmy skuteczne projekty doradcze. 

Firma zaczęła się coraz mocniej rozwijać. Wtedy mój znajomy zadał pytanie, czy nie chciałbym sprzedać części internetowej swojego biznesu, bo jemu się to podoba i widzi w tym potencjał. A tydzień później zadzwonił mój tata. I ja nie jestem przesądny, ale ten zbieg okoliczności dał mi sporo do myślenia. 

Nagle mentalnie z pozycji: muszę być w biznesie rodzinnym, a nie chcę, przeszedłem do: chcę być w biznesie rodzinnym i to jest to, co chcę robić w życiu. 

Zabrał pan kogoś ze swojej firmy do nowej? 

- Jedną osobę. Po pierwsze to były zupełnie różne obszary biznesowe, a po drugie:

tak było zwyczajnie dla nich lepiej, bo w nowym miejscu byliby traktowani jako desant syna właściciela. Czyli najgorzej jak to tylko możliwe. 

Rok 2024: Półtora miliarda przychodów, dwieście czterdzieści dwa miliony zysku netto. W którym momencie pan zrozumiał, że ta restrukturyzacja zaczyna wychodzić? 

- W ciągu pięciu lat EBITDA wzrosła prawie 6-krotnie, do poziomu 400 mln zł, a eksport – ponad 6-krotnie, do poziomu 350 mln zł. ZPUE obecnie zatrudnia 4000 pracowników i jest numerem 1 w całej Europie w produkcji stacji transformatorowych. 

W sumie  bardzo szybko udało się przefiltrować zespół zarządzający. Zostali ludzie, którzy mieli podobne wartości do moich. Została też część osób z tego, nazwijmy to, zewnętrznego zaciągu menedżerskiego. Czułem, że to jest team, który naprawdę może robić genialne rzeczy. Tylko trzeba odblokować ich potencjał. 

Poza tym nawet w najgorszym momencie wiedziałem, że to jest perspektywiczny biznes. Dowodem na to jest, że wykupiliśmy po ponad 20 latach spółkę z giełdy. Nie mieliśmy gotówki, byliśmy w bardzo trudnej sytuacji z bankami, a jednak widziałem, że to jest jedyna słuszna decyzja. 

Spółka była wtedy wyceniana na jakieś 100 mln zł. Myślałem: może mamy trudności finansowe, ale ta firma jest fantastyczna i inwestorzy może teraz tego nie rozumieją, ale ja jestem tego pewien.

 Szczerze mówiąc, uważałem, że wartość firmy za 2–3 lata to będzie jakieś 500 mln–1 mld zł. A teraz jest to bliżej 5 mld zł.  

A skąd pan wiedział, jak to zrestrukturyzować? 

 - Prowadzę dwie działalności. Jedna to jest Koronea Family Office, nasz rodzinny wehikuł inwestycyjny, który jest też właścicielem ZPUE. To jest fantastyczne wyzwanie intelektualne. Tutaj uczę się bardzo wielu rzeczy, bo inwestujemy w różne biznesy. 

Druga rzecz to ZPUE – to jest dla mnie coś takiego, nie obrażając nikogo, jakbym wszedł w ulubiony dres, czy idealnie skrojoną koszulę albo wsiadł do ulubionego samochodu. 

Po prostu siadam i wszystko wiem, gdzie jest, w którym miejscu jest, który guzik i jest to bardzo intuicyjne. Z tymi ludźmi się wychowałem.

Oczywiście czasem to rodzi pewne wyzwanie, na przykład kiedy, do dyrektora się mówi wujku. Nie jest to rodzina, ale człowieka znam od dziecka i szanuję. I było też tak, że niestety kilku swoich wujków musiałem zwolnić. I to nie jest łatwe, a nawet jest bardzo trudne. 

Największym wyzwaniem na początku, które dało mi szczególną satysfakcję, było wyjście za granicę. Bo w momencie, kiedy przejmowałem biznes, prawie 100 proc. naszej sprzedaży było w Polsce. 

Teraz bijemy się o bycie numerem dwa w Holandii. Bardzo mocno rozwijamy się w Niemczech. Szacuję, że w tym roku będziemy mieć z tego rynku 100 mln euro przychodów. Połowa to jest organiczny wzrost, połowa to jest akwizycja BWTS GmbH, lidera w serwisowaniu odnawialnych źródeł energii (OZE) w Niemczech i Europie, którą zrealizowaliśmy w grudniu ubiegłego roku. 

Bardzo mocno wchodzimy też w rynek brytyjski, następne kroki kierujemy do Francji. 

Nie chcę szerokiej ekspansji, czyli wejścia na 15–20 rynków, aby tylko powiedzieć, że firma jest globalna. Selekcjonujemy, gdzie wchodzimy – to jest przemyślana strategia. Chcemy być w danym kraju w pierwszej trójce z naszym produktem. I dopiero kiedy to osiągamy, bierzemy się za następny rynek. 

Robicie urządzenia dla elektroenergetyki. Energia w Polsce jest tania czy droga? 

- Pan żartuje. 

Dzisiaj Polska ma najdroższą energię elektryczną w Europie. I tę drogą energię elektryczną staramy się leczyć lekami przeciwbólowymi. Tak jakbyśmy mieli poważny nowotwór, a chcieli go wyleczyć ibuprofenem. 

Żeby zacząć leczenie, trzeba wpierw zdiagnozować sytuację. Czyli przyznać otwarcie i publicznie: tak, mamy najdroższą energię elektryczną w Europie. I odpowiedzieć sobie od razu na drugie pytanie: co sprawiło, że ta energia jest taka droga. 

Nie idźmy tą drogą, którą idzie wiele osób, porównując Polskę z Chinami, Stanami, czy pokazując przykład Dubaju, gdzie jest tania energia i tania ropa. Dlaczego tam energia jest tania, to wiadomo. To są oczywistości. 

Porównajmy się z naszymi sąsiadami. Dlaczego na zachodzie Europy, czy na południu Europy, energia elektryczna może być tańsza? 

Dlaczego? 

- Spójrzmy na  nasz miks energetyczny. 

Węgiel około 50 proc. całkowitej produkcji energii elektrycznej. Odnawialne źródła energii podobnie jak w 2024 – jakieś 30 proc. 

- Mamy najgorszy miks energetyczny w Europie pod kątem odnawialnych źródeł energii. Tu jest jeszcze ogromne pole do poprawy. 

Bo każde badanie, czy to Bloomberga, czy dowolnego szanowanego instytutu ekonomicznego związanego z energią, pokazuje jedną prawidłowość. Tam, gdzie jest duży udział w miksie OZE w połączeniu z magazynami, tam energia jest tania. 

Oczywiście są tu wyzwania. Mieliśmy choćby blackout w Hiszpanii, choć teza, że wywołało go OZE, została w ostatnich tygodniach obalona. 

W kwietniu 2025 mieszkańcy Hiszpanii i Portugalii zostali nagle pozbawieni prądu. Stanęły pociągi i windy. Obwiniono fotowoltaikę i wiatraki. Później hiszpański rząd uznał, że głównym odpowiedzialnym za przerwę w dostawie prądu jest krajowy operator Red Electrica (REE), który błędnie rozplanował zapotrzebowanie na energię i wyrównanie wahań mocy. 

- Nie można obwiniać o tę sytuację dużego udziału w miksie OZE. To tak jak powiedzieć, że przyczyną wypadku samochodu jest to, że ma koła. Jakby nie miał kół, to by nie pojechał, no to by nie było wypadku. 

Jak mamy się z "drogiego prądu" leczyć? 

- Żeby energia była tania, przede wszystkim musimy inwestować: w atom, w OZE, w przesył. Dlatego ja cały czas apeluję: stwórzmy ponadpartyjne, ponadpolityczne porozumienie dla polskiej energetyki. Możemy dyskutować, nawet na wysokim emocjonalnym poziomie, w kwestiach światopoglądowych, jeśli przedstawiciele polityki uważają, że jest to konieczne do zdobycia elektoratu.

Ale energetyka, bezpieczeństwo energetyczne – to są tematy fundamentalne, które muszą być z tego wyłączone. Tu nie ma miejsca na zmianę strategii co trzy–cztery lata, czy brak jej wdrażania w związku z kalendarzem wyborczym i zmianą układu sił w parlamencie.  

Kraje, którym udało się doprowadzić do taniej energii, bazowały na jednym kluczowym komponencie: długoletnim planowaniu i konsekwentnym wdrażaniu tego planu. 

Chiny mają największą na świecie, jak się to fachowo nazywa, generację OZE. Ale nie zbudowały  jej w rok. To są dwie dekady planu strategicznego, który nakreślili i go realizują. 

Politycy panu odpowiedzą, że jak się wymiksujemy z ETS, to będziemy mieć tanią energię. 

- ETS wpływa maksymalnie na cenę energii w zakresie około  20–30 proc. To znaczy, że możemy sobie z ETS-u występować, ale nadal polska energia będzie dwa razy droższa, niż w wielu krajach Unii Europejskiej. Nie zapominajmy też, że ETS to są też środki, które wpłynęły na inwestycję w naszą energetykę. 

Ale mówiąc wprost: ETS nie jest najlepszym systemem. Jednak z wieloma rzeczami tak jest, że na początku nie są dobre. Jak CD Projekt wypuścił Cyberpunka, to też ta gra w momencie debiutu nie była perfekcyjna i wymagała zmian. A teraz nikt nie polemizuje, że po poprawkach jest fantastyczna. Więc w kontekście ETS – nie wywracajmy całego stolika do góry nogami, tylko zróbmy tak, żeby ten stolik był wygodny i żeby dało się przy nim siedzieć. 

ETS wymaga zmian. Poszedł zbyt agresywnie, zbyt szybko. Teraz mamy system karania tych, którzy mają zbyt wysoką emisyjność. Trzeba to zmienić, a taką zmianą może być chociażby system motywacyjny do zmiany emisyjności firm i krajów. 

Mam tu na myśli plan zachęt finansowych: jeżeli przedsiębiorstwo dojdzie do danego poziomu, to będzie za to nagradzane. I dzięki temu będziemy mieć nowoczesne zakłady, będziemy mieć ludzi, którzy są zmotywowani do zmian. 

Co politycy powinni zrozumieć? 

- Węgiel jest obecnie najdroższym źródłem wytwarzania energii. Mamy przestarzałe sieci przesyłowe. I te dwie rzeczy trzeba rozwiązać. I ostatnie dwa lata, jeżeli chodzi o odnawialne źródła energii, to jest dramat. 

A co się takiego stało? 

- Sieci się zapchały. Musimy je przebudować. 

Bo wiele osób sobie na przykład wzięło i postawiło fotowoltaikę w domach jednorodzinnych? 

- Domy to jest w ogóle marginalny problem. Chodzi o duże farmy fotowoltaiczne i wiatrowe. I teraz tak, żeby zrozumieć sieć: wyobraźmy sobie rurę, przez którą płynie nie prąd, a woda. Tylko rura ma swoją określoną przepustowość, determinującą  ilość wody. I teraz, żeby sprawnie przesłać wodę, to rura musi mieć taką średnicę, żeby przerzucić maksymalną ilość wody, którą się da przepchnąć. 

W energetyce, jeżeli mamy farmę fotowoltaiczną, której maksymalna moc w szczycie to jest 1 MW, to przewód jest zarezerwowany do 1 MW. Jaki jest procent średnio dobowy wykorzystania tego 1 MW? 12 proc. 

Tylko? 

- Tak musi być. Bo jeżeli mamy moc, to musimy maksymalną moc przepchnąć przez tę rurę. 

A żeby przepchnąć kolejny 1 MW? 

- Musimy zwiększyć rurę. Czyli z 1 MW musimy zrobić 2 MW. Musimy bardzo przewymiarować sieci przesyłowe. I to jest gigantyczny proces. W pewnym sensie przebudowa całego kraju. 

Polska ma jedną z najbardziej przeciążonych sieci w UE. Dlatego projekty OZE dostają teraz często odmowy przyłączenia. 

Drugim rozwiązaniem jest magazynowanie energii. Czyli jak mamy ten 1 MW, upraszczając przez 12 proc. w roku, to nie przepychamy go od razu, tylko go przechowujemy i wypuszczamy, kiedy rura jest trochę luźniejsza. I to jest ekonomicznie najtańsze i najefektywniejsze rozwiązanie. 

Ale? 

- Ale cały czas mamy problemy legislacyjne z najważniejszym elementem tego systemu, czyli czymś, co się nazywa cable pooling, mówiąc w uproszczeniu po polsku „ciągnięciem kabla". Generalnie powinno to działać tak, że jeżeli mam 1 MW, to mogę dołożyć dodatkowe moce, np. słońce, wiatr, magazyn energii, w sumie i 10 MW, ale nie mogę wpiąć na raz do sieci więcej niż ten 1 MW. 

Wtedy muszę po prostu wyłączyć generację, żeby w szczycie nie przekroczyć tego 1 MW.  Czyli mamy czas na przebudowę sieci. I to jest najprostsza rzecz, którą można zrobić ot tak. 

A sceptycy Panu powiedzą, że to jest uzależnianie nas od Chin, bo ogniwa do magazynowania energii są chińskie. 

- A ropy to ile mamy polskiej? A gazu? A węgla? Nie jest specjalną tajemnicą, że węgiel importujemy. Że polskie kopalnie nie są i nie będą w stanie go tanio wydobywać. 

W magazynie energii baterie stanowią tylko 20 proc. wartości dodanej produktu. Reszta powstaje w kraju. To są rozdzielnice, czyli urządzenia, którymi się wpinamy do sieci. To są inwertery, którymi zmieniamy prąd ze stałego na zmienny. 

Czyli 80 proc. wartości dodanej magazynu energii zostaje w Polsce. W firmach takich jak ZPUE. Taki magazyn pracuje przez 15 lat. I przez cały ten czas codziennie daje nam niezależność oraz bezpieczeństwo energetyczne. 

A jeśli nie magazyny energii, jeśli nie OZE, to co nam zostaje? Wstajemy z kolan i idziemy w tani węgiel z importu? 

Zostaje jeszcze słowo na A. Politycy mówią, że atom załatwi wszystkie nasze problemy. 

- A polskiego uranu to ile mamy? Tak, atom jest fantastyczną, stałą bazą, ale musi być uzupełniony OZE, ze względu na  wysoką cenę energii z tego źródła. I nawiązując do zarzutów dotyczących baterii produkowanych poza Polską – również wiąże się z zakupem w 100 proc. technologii zagranicznej. 

A SMR-y? Małe reaktory atomowe chce stawiać ORLEN Synthos Green Energy z technologią GE Hitachi, KGHM z NuScale VOYGR oraz Respect Energy z EDF NUWARD. 

- Niestety kilka SMR-ów nie rozwiąże naszego problemu z tanią energią, nadal potrzebujemy dużej elektrowni atomowej. 

A pan wierzy, że one powstaną? 

- Trzymam kciuki, żeby powstały. 

A wierzy pan, że elektrownia atomowa powstanie? Chociaż jedna? 

- Docierają do mnie sygnały, że trwają realne prace. Ale czy ona powstanie? Największym ryzykiem tego typu projektów jest to, że są to projekty nie ekonomiczne, nie energetyczne, tylko... 

Strategiczne?

- ...polityczne. Wraz ze zmianą rządów może się z dnia na dzień wszystko zmienić. Natomiast elektrownie atomowe dzisiaj, czyli tu i teraz, nie rozwiązują nam niczego. 

Zwyczajnie będą za późno. 

Czyli za ile? Za 10 lat? Za 15? 

- 15 lat. 15 lat najmarniej. 

A SMR-y? 

- Jeżeli wszystko się po drodze ułoży idealnie, to SMR-y mogą być teoretycznie za 10 lat, tak mówią ich wielcy zwolennicy.  Jednak według mnie w pozytywnym scenariuszu jest to 12 lat, a w bardziej  realistycznym - 15 lat.

Tyle że za 15 lat, jak nie wdrożymy atomu, jednocześnie przez cały czas realnie rozwijając OZE, to polska gospodarka będzie martwa. To jest ostatni dzwonek. 

Dzisiaj komponentem wszystkiego w Europie jest energia elektryczna. Wisi na niej przemysł, fabryki, ale też kuchenki w naszym domu, pompy ciepła, klimatyzatory etc. 

Cena energii jest też jednym z głównych wyznaczników konkurencyjności gospodarki. Jeżeli kraj nie będzie miał szybko taniej energii elektrycznej, i to dużej ilości, żeby nie trzeba było jej importować, to nasza gospodarka będzie słabła i w końcu zacznie konać.  

Już w tym momencie są głosy ze strony przedsiębiorców, że energia jest tak droga, że to się przestaje opłacać. Kiedy firmy zaczną opuszczać Polskę ze względu na cenę energii? 

- Co powinno się stać z podażą, jeżeli cena rośnie? Ktoś powinien chcieć na tym skorzystać. Czyli dostarczyć ową podaż, żeby na tym dostarczaniu, zarobić. To jest podstawowe prawo ekonomii. Jeżeli mamy coś drogiego i wprowadzimy mechanizmy rynkowe, to powinniśmy mieć więcej podaży. W przypadku energii elektrycznej nie mamy mechanizmów rynkowych. 

Czyli wracamy do początku naszej rozmowy, nowotwór można zwalczyć tylko chemioterapią. Czy chemioterapia jest miła? Nie. Czy wprowadzenie mechanizmów rynkowych na rynku energii, gdy prąd nagle stanie się drogi, będzie miłe? Nie. 

Ale to pozwoli wreszcie firmom na inwestowanie w podaż. I to długoterminowo sprawi, że ceny spadną, bo dzięki inwestycjom zaczniemy mieć nadwyżkę energii elektrycznej. 

Pan radzi politykom, żeby wybory przegrali.

- Ja mówię: dzisiaj brakuje nam energii elektrycznej i ona jest droga, brakuje nam podaży energii, ale chronimy za to nabywców. 

Ok, trzymajmy minimalne ceny i ludzie będą szczęśliwi. I podpiszmy jeszcze uchwałę, że od dzisiaj obywatele są szczęśliwi, zamożni, przystojni i bogaci. To niezrozumienie rzeczywistości, nie rozwiązujemy rzeczywistego problemu. 

Już w trakcie komunizmu testowaliśmy sytuację, w której nie działał mechanizm rynkowy. I co? Wyszło? Miło było? I wtedy nie było miło. 

My chronimy nabywców tylko krótkoterminowo. Bo długoterminowo będzie to ich potwornie boleć. 

Jeszcze raz: rozwiązaniem problemu ubóstwa energetycznego jest wprowadzenie mechanizmów rynkowych, tak aby inwestorzy mogli zarabiać na tym, że energia w Polsce jest droga. 

A jeżeli politycy będą cały czas dopłacać do cen energii? 

- To będziemy dopłacać do prądu z budżetu i energia elektryczna nie będzie droga, tylko będziemy podnosić podatki. A więc wykluczymy ubóstwo energetyczne poprzez to, że podniesiemy podatki. 

Czyli będzie możliwa sytuacja w przyszłości, że kogoś nie będzie stać na włączenie pralki w trakcie dnia? 

- Dzisiaj już ludzi nie stać na włączenie pralki w trakcie dnia. Przy obecnych cenach energii elektrycznej, gdybyśmy wprowadzili mechanizmy rynkowe, człowieka zarabiającego minimalną krajową nie stać na włączenie pralki. I to jest fakt. 

Podchodząc do rzeczy pragmatycznie, nie powinien on używać energii elektrycznej, kiedy go nie stać. A my, odchodząc od mechanizmów rynkowych, nie motywujemy go do tego, żeby nie włączał pralki o godzinie 18. Mówimy mu: stary, masz drogą energię elektryczną? Używaj, ile chcesz, dopłacimy z budżetu. Z podatków „wypłaszczamy" jego ból. 

Dlaczego akurat o 18? 

- Są dwa szczyty zużycia energii elektrycznej: rano i po 17–18. I wtedy bywa, że brakuje nawet energii elektrycznej. Ona jest szalenie droga w tych godzinach.  

Polacy są fantastycznie przedsiębiorczy. Gdyby Kowalski wiedział, że w taryfie dynamicznej o 1 rano, kiedy energii jest dużo, jest ona zdecydowanie tańsza, to w programatorze na pralce ustawiłby program, który zacząłby się właśnie wtedy. I zapłacił mało albo wręcz nic. 

Ubóstwo energetyczne to jest poważna choroba. My jej nie leczymy. My sprawiamy, że ona za chwilę się pogłębi. Stwórzmy mechanizmy, które szybko wyleczą tę chorobę. A nie udawajmy, że jej nie ma. 

*Michał Wypychewicz prezes Rady Nadzorczej ZPUE S.A., prezes Koronea Family Office.

Michał Wypychewicz z firmy ZPUE
Michał Wypychewicz z firmy ZPUE Fot. EY

ZPUE S.A. to polska firma technologiczna z branży elektroenergetycznej o zasięgu międzynarodowym. Produkuje stacje transformatorowe i rozdzielnice, głównie dla operatorów sieci oraz odbiorców przemysłowych. Jest prekursorem rynku magazynów energii.

Michał Wypychewicz w konkursie Przedsiębiorca Roku jest nominowany w kategorii Produkcja i Usługi. 

Redagował Sebastian Ogórek

Komentarze
"Dzisiaj już ludzi nie stać na włączenie pralki w trakcie dnia", Panie Piotrze, skąd taki nonsens do głwy Panu przyszedł?
@JacquesBrel
Koszt prądu na jeden cykl prania to maksymalnie 1,50 złotego. Podejrzewam że w domu redaktora to żona trzyma kasę i chyba przy okazji robi go w konia.
już oceniałe(a)ś
@JacquesBrel
Dokładnie, co to za głupi tytuł artykułu.
już oceniałe(a)ś
@JacquesBrel
To przenośnia... Nie kumasz?
już oceniałe(a)ś
@frajtak
W tym artykule jest tyle "przenośni", że zakrawa na dezinformację. Jeśli ktoś che sprawdzić jak naprawdę wyglądają polskie ceny energii na tle EU to możne to sprawdzić tutaj.

ec.europa.eu/eurostat/statistics-explained/index.php?title=Electricity_price_statistics

Jest pewna rozbieżność między danymi Eurostatu, a opiwieściami pana biznesmena zarabiającego na serwisowaniu OZE.
już oceniałe(a)ś
@nickwszystkiezajete
Nie mówiąc o tym, że ogromna większość odbiorców ma jednolitą taryfę, więc to włączenie pralki kosztuje ich dokładnie tyle samo w dzień, co i w nocy.
już oceniałe(a)ś
@a.r.c.o
widać z powyższych , że zupełnie nie rozumiecie jak bardzo jesteśmy w ..upie z prądem. niestety, o prądzie zawsze wypowiadają się albo energetycy , albo ludzie , którzy żyją w jego otoczeniu - historycy nigdy nie mają problemu.
już oceniałe(a)ś
@frajtak
Przenośnia czego? Debilizmu romówców?
już oceniałe(a)ś
@JacquesBrel
"gdyby ceny energii elektrycznej były rynkowe to już dzisiaj ludzi nie byłoby stać na włączanie pralki w ciągu dnia" - coś takiego jest w wywiadzie, tylko bez używania trybu warunkowego (tak to się chyba w gramatyce nazywa)
już oceniałe(a)ś
@frajtak
"Przy obecnych cenach energii elektrycznej, gdybyśmy wprowadzili mechanizmy rynkowe, człowieka zarabiającego minimalną krajową nie stać na włączenie pralki. I to jest fakt."

To ma być przenośnia?
już oceniałe(a)ś
@frajtak
Rozumiesz co znaczy słowo przenośnia :)?
już oceniałe(a)ś
@nickwszystkiezajete
nie mogę spać bo trzymam kredens
już oceniałe(a)ś
@JacquesBrel
żaden nonsens. skal ubostwa w Polsce jest olbrzymia, liczona w mln
już oceniałe(a)ś
@JacquesBrel
Na tym właśnie polega różnica między myśleniem strategicznym a zawężonym, do nieistotnych szczegółów, potknięć, politykierskiego wytykania pyłku na butach przeciwnikowi przy kompletnej ignorancji spraw zasadniczych.
Ale ostro piętnowana drobnica pnie się wysoko a w tle, cicho i niezauważenie rośnie w cenę prąd.
Ale polityk cieszy się tylko z tego , że komuś dop...
już oceniałe(a)ś
@JacquesBrel
Na litość, pytasz, jakbyś nie znał Miączyńskiego. On się tak zna na ekonomii, jak...

Przecież ten gość zawsze pisze pod z góry założoną tezę.
już oceniałe(a)ś
@JacquesBrel
mogę się mylić, ale wielce prawdopodobnym jest, że wprowadzając rzeczywistą cenę za prąd (a nie jak teraz dotowaną), i przy pensji minimalnej powinno dojść do dylematu: płacę za czynsz i jedzenie, czy za czyste skarpetki. I wtedy, mój drogi Żaku Brelu Twoja stara pierze w rzece albo razem idziecie na zakupy po nowe skarpet!
już oceniałe(a)ś
@JacquesBrel
Niefortunne,nieprawdziwe,na szczęście,a nieszczęsny tytuł skutecznie odwraca uwagę od istoty problemu.
już oceniałe(a)ś
@frajtak
Jesteś durniem! To nie przenośnia.
już oceniałe(a)ś
I pomyśleć ile elektrowni atomowych byśmy teraz mieli, jaki byłby stan sieci przesyłowych, gdyby politycy mieli jaja i nie bali się kilofów i zamiast topić kasę w kopalniach bankrutach inwestowali by w rozwój energetyki. Setki miliardów w kopalnianie błoto od ponad 30 lat.
@Ricki
Podobno co roku 10 mld zł z naszych podatków zamiast na edukację czy zdrowie trafia do górników na Górnym Śląsku.
już oceniałe(a)ś
@Ricki
9 mld co to w zeszłym roku poszło na byczków na Śląsku to jest 1 mln na godzinę ! Podzielcie sobie sami...
już oceniałe(a)ś
@ EEI58
Podobno co roku, ponad 60 miliardów zł z naszych podatków, zamiast na edukację czy zdrowie, trafia do beneficjentów programu 800+...
już oceniałe(a)ś
@lwplwp
bo nie stać nas było na tę elektrownię atomową (zarówno finansowo jak i emocjonalnie), to teraz tym bardziej nie dorośliśmy do takiej technologii. Potrzebny jest strateg, a nie polityk ażeby okiełznać ten bałagan
już oceniałe(a)ś
@Ricki
Politycy nie tyle boją się kilofów, co tego na kogo one zagłosują.
Wszyscy politycy, od lewa do prawa.
już oceniałe(a)ś
Ja pie.... To GW czy Super Ekspres? Takim DEBILNYM tytułem bagatelizujemy ważny problem i sprawiamy, że ludzie potem głosują na tych co za węglem. Bo to nie prawda ten tytuł. Artykuł stanie się memem, tylko czy za to płacimy kasę za prenumeratę?
Jak zwykle w GW: dramat jest za rządów Tuska. Ale na szczęście ZPUE i jej światły szef nas uratują, za głupie kilkadziesiąt miliardów euro.
@demodamas
właśnie. Atom, hm, niby wszystko ok ale tam gdzie jest atom mają drogą energię a czasem nie mają bo muszą wyłączać jak we Francji bo nie mają dość chłodzenia... Na tańszą energię : konkurencja i prywatyzacja. U nas monopol i jest jak jest.
już oceniałe(a)ś
@zazu
Francja ma akurat tanią energię. Tańszą niż średnia unijna.
już oceniałe(a)ś
@demodamas
Z treści nie wynika, że rozmówca wini konkretny rząd, tylko oczekuje konsensusu i odpowiedzialności.
już oceniałe(a)ś
Polak udaje, że problemu nie ma, aż się wszystko zaczyna walić. Wtedy dopiero podejmuje jakieś działania.
@lemisiaque
Zawsze tak było i to się nie zmieni. Pół peryferyjny kraj pełen pół inteligentów...
już oceniałe(a)ś
A sasiad wlasnie cala noc pral pralka i dzisiaj mam ochote mu zrobic awanture, bo nie dalo sie spac. To nie jest normalne.
@Tylkojedenkomentarz
Jeśli chce się oszczędzić, to jest.
już oceniałe(a)ś
@Tylkojedenkomentarz
Trzeba było głosować inaczej.

Podobno Donald nie mówił celowo nieprawdy kiedy mówił że prąd będzie tańszy.
już oceniałe(a)ś
@(ง'̀-'́)ง
Kto by nie rządził to prąd i tak byłby drogi.
już oceniałe(a)ś
@Samotnik1990
ale skad ten duren ma o tym wiedziec.Z republiki???
już oceniałe(a)ś
@lustrator
jak dostawalismy pieniadze z UNii na Co2 to zamiast poprawiac przesył rozdalismy to na 500plusy.Tego tez ten duren nie wie.
już oceniałe(a)ś
@Samotnik1990
Jeżeli ktoś ma dwie taryfy, to oszczędzać może piorąc również między 13 a 15. W sposób kulturalny, a nie po chamsku budząc sąsiadów w środku nocy. Nawet jeśli pracuje w tych godzinach, to tańsza taryfa obowiązuje również w weekendy, nie mówiąc już o możliwości nastawienia czasowego włączania pralki.
już oceniałe(a)ś
@lustrator
W latach 2013-2024 Polska zarobiła na sprzedaży uprawnień do emisji CO2 ponad 123 mld zł, przy czym w samym 2023 r. było to 24,4 mld zł.,
Gdzie pisowsko-ziobrowi wytracili tę kasę w czasie 8 lat rządów?!
Choćby na kupowanie głosów wyborczych w (500+) 800+ (była obietnica 1000+) dla każdego kto ma dziecko.
Takze NIK oceniał, że system dystrybucji pieniędzy (czasy Szydło i Morawieckiego) otrzymywanych ze sprzedaży uprawnień do emisji CO2 został zorganizowany w sposób „uniemożliwiający jednoznaczne ustalenie faktycznego wykorzystania dochodów ze sprzedaży uprawnień do emisji w przypadku niemal 90 proc. uzyskanych środków”. Przyczyną nie inwestycji było m.in. przekazanie ponad 63 proc. uzyskanych dochodów do budżetu państwa, bez konkretnego wskazania. Prawie 25 proc. wskazanych dochodów zostało przekazane do funduszy pozabudżetowych, mieli na czym się paść
już oceniałe(a)ś
@Tylkojedenkomentarz
Może to żona go ujeżdżała?
już oceniałe(a)ś
@Tylkojedenkomentarz
gość się d u p c y ł calom noc, a tobie powiedział, że to pralka była
już oceniałe(a)ś
@04.2019
Dla mnie dziwny jest sam pomysł "sprzedaży do emisji CO2", nie mówiąc o następstwach w krajach i sprzedających i kupujących.

Kupujący robią to, zamiast zająć się na poważnie energetyką,
a sprzedający śnią sen na jawie, że tak będzie zawsze i też tracą czas, zamiast też na poważnie zająć się energetyką, bo czas nie stoi w miejscu, tylko ucieka, spraw nie załatwionych zawsze bardziej przybywa niż ubywa...
już oceniałe(a)ś
Ten tytuł jest kłamliwy, może to ruska propaganda. To za pisowskich szubrawców i złodziei wstrzymano CAŁKOWICIE prace nad atomem bo bali się górników, a tak zwana Szydło darła papę, pamiętam.
już oceniałe(a)ś
Pralka zużywa około 1 KWh na cykl. A jedna 1 KWh kosztuje około 1 PLN. Tyle w temacie.
@julx
przy minimalnej pensji nie stać Cię na pralkę, zatem problem sam się rozwiązuje
już oceniałe(a)ś
@P.Grochowa
Na nic cię nie stać, pod mostem wszystko jest gratis.
już oceniałe(a)ś
@pilotlatawca
Zwłaszcza na pranie bo do wody blisko...
już oceniałe(a)ś
LTyWmdRKnfJGiOrprg0x6oR7xhrnFTa4Sey1oapbmVQ=