Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Prezes Endolink Piotr CiochPrezes Endolink Piotr Cioch 

Jaki jest profil działalności Endolink?

Od ponad 11 lat działamy na rynku dystrybucji oprzyrządowania medycznego. Jest to głównie sprzęt typu stentgraft do minimalnie inwazyjnego leczenia tętniaków aorty brzusznej i piersiowej oraz rozwarstwień typu A i B. Dążymy do tego, aby nasze produkty były innowacyjne i przyjazne pacjentowi. Nie chcemy, by osoba po przeprowadzonym zabiegu musiała przebywać zbyt długo w szpitalu. Staramy się również o to, aby w jego trakcie nie odczuwała dyskomfortu, by wybrane rozwiązanie było dobrane do konkretnego przypadku klinicznego, a operator mógł w trakcie zabiegu skupić się na pacjencie.

Jak na chwilę obecną wygląda Państwa oferta?
Do kogo jest ona skierowana?

Endolink sprzedaje swoje produkty głównie dla szpitali, w 90 proc. są to jednostki publiczne. Wszystko opiera się na przetargach. Nasz sprzęt należy do tych z rodzaju nietypowych, ponieważ jego zakup niesie pomoc pacjentom, którzy niejednokrotnie są zdyskwalifikowani z tradycyjnych zabiegów endowaskularnych – czyli wewnątrznaczyniowych. Te produkty pozwalają na walkę ze zmianami od środka naczynia. Współpracujemy również ze szpitalami prywatnymi, ale stanowią one zdecydowaną mniejszość.

Czym jest dla firmy Endolink innowacyjność?

Dla nas innowacyjność to rozwiązanie, które jest zupełnie inne od tego, co jest dostępne obecnie na rynku. Od samego początku jesteśmy nastawieni na wyszukiwanie, promowanie i sprzedaż nowatorskiego sprzętu. Świetnym przykładem są zabiegi endowaskularne zaopatrywania tętniaków aorty brzusznej. Zdecydowana większość to stentgrafty z tzw. sposobem łapania nóżki przeciwległej – w medycznym języku kontralateralnej. Takie łapanie nóżki trwa czasami kilkanaście, a przy trudnej anatomii nawet kilkadziesiąt minut. W tym czasie pacjent otrzymuje większą dawkę promieniowania rentgenowskiego. Natomiast my posiadamy sprzęt, który nie wymaga „łapania za nóżkę”, wchodzimy z każdej tętnicy biodrowej czy udowej jednocześnie. Przez to bardzo często ten zabieg jest krótszy o kilkadziesiąt minut. Dla pacjenta oznacza to niesamowity komfort, bo otrzymuje nie tylko mniejszą dawkę promieniowania, ale też kontrastu. Kolejnym przykładem innowacji jest nasz system do angiografii z użyciem gazu CO2. Pacjenci, którzy mają podwyższony poziom kreatyniny, nie mogą mieć przeprowadzanych zabiegów z użyciem kontrastu. W związku z powyższym można zastosować CO2. Gaz ten jest oczywiście bezpieczny dla pacjenta, nie obciąża nerek, a efekt końcowy jest identyczny jak przy użyciu kontrastu. To innowacyjne rozwiązanie. Bardzo mało prawdopodobne jest, aby wystąpiły skutki uboczne, ponieważ ten gaz jest naturalnie usuwany z naszego organizmu. Oprócz tego posiadamy innowacyjny system do zaopatrywania tętniaków przy użyciu flow divertera, czyli systemu do przepływu laminarnego. Przywraca on naturalny przepływ w naczyniu człowieka w miejscu, gdzie znajduje się tętniak. Ten system przeznaczony jest dla bardzo obciążonych pacjentów, dzięki niemu nie trzeba przeprowadzać skomplikowanego zabiegu.

Na co w ostatnim czasie stawia Endolink?

Aktualnie skupiamy się na poszukiwaniu innowacyjnych rozwiązań i współpracy z producentami na całym świecie. Interesują nas małe firmy, które posiadają ciekawe pomysły na to, by w trakcie zabiegu pacjent czuł się jak najbardziej swobodnie. Sprawdzamy oczywiście, czy te urządzenia posiadają wszystkie niezbędne certyfikaty, aby sprzedawać je na rynku europejskim. Zawsze szukamy takich rozwiązań i urządzeń, których nie ma w Polsce. Wyspecjalizowaliśmy się w bardzo wąskiej dziedzinie chirurgii naczyniowej endovascularnej, kardiochirurgii i radiologii interwencyjnej, którą nie zajmują się duże firmy. Selekcjonujemy produkty i dbamy o komfort pacjentów.

Czym dla Pana jest medycyna 2.0?

Moim zdaniem to nic innego, jak wdrażanie nowych rozwiązań. Wydaje mi się, że podąży ona w stronę zabiegów laparoskopowych, które są bardzo mało inwazyjne. Istnieją już na świecie urządzenia wykonujące tego typu zadania. W trakcie testów jest również nanotechnologia, która za kilkanaście lat pozwoli organizmowi na naprawę pewnych zmian, np. w kardiochirurgii. Istotna w tym temacie jest także antybiotykoterapia. Wiemy przecież, że jest to coraz większy problem na świecie. Podsumowując, medycyna przyszłości to nanotechnologia, laparoskopia i działania farmakologiczne inne niż do tej pory, mniej inwazyjne. Na pewno musi być mniej chemii, a więcej elementów naturalnych.

Rozmawiała Julia Czechowicz

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.