Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Jakie zmiany zaszły w Pana przedsiębiorstwie w ostatnim czasie?

Miniony rok jest najefektywniejszy dla działalności DiMedical. Początek roku był trudny ze względu na brak porozumienia się z potencjalnymi inwestorami. Później przyszła wiosna, a wraz z nią COVID – 19. Zajmując się chorobami zakaźnymi od kilkunastu lat, postanowiłem stworzyć laboratorium do diagnostyki koronawirusa. W kwietniu firma została wpisana na listę Ministerstwa Zdrowia i NFZ jako jednostka przeciwdziałająca w walce z SARS-COV-2. Otworzyło to wiele możliwości współpracy z jednostkami państwowymi, a na podstawie umowy prowadzimy długofalową współpracę z Narodowym Funduszem Zdrowia. Równolegle zakończyliśmy projekt „Innowacyjnej diagnostyki gruźlicy metodami spektometrii mas”. 30 września złożyłem dokumenty do uzyskania patentu, chroniącego nasze osiągnięcia. Było to ukoronowanie czteroletniej pracy nad tym programem. Stworzyłem też nową jednostkę, czyli drugie laboratorium zajmujące się wyłącznie diagnostyką SARS-CoV-2. Tymczasowo zawiesiłem pozostałą działalność, gdyż obecnie świat medycyny zajmuje się jedynie pandemią. Stąd też oprócz tego przygotowania do działalności przeciw koronawirusowi rozwinąłem moje funkcjonowanie naukowo – badawcze i rozszerzyłem je o kolejne laboratorium i aparaturę specjalistyczną. Sprzęt ten daje mi możliwość wykorzystywania go do dalszego rozwoju i badań. A co dalej? Planem na 2021 rok jest uniezależnienie się lokalowe, czyli zakup pomieszczeń laboratoryjnych. Jest to też ostatni etap dotyczący stworzenia marki firmy i potencjału DiMedical, czyli posiadanie własnego zaplecza lokalowego. Kolejnym etapem będzie stworzenie Kliniki Centrum Badawczo – Rozwojowego Chorób Infekcyjnych i Nowotworowych DiMedical. Rozwój firmy będzie dalej postępował, jednak najbliższy rok to przede wszystkim rozkwit naukowo – badawczy wraz z rozpoczęciem nowego projektu dotyczącego koronawirusa i gruźlicy, którego efektem będzie kandydat na lek.

Mówi Pan o leku na COVID – 19, choć obecnie poruszany jest temat szczepień. Powszechnie wiadomo, że do wprowadzenia nowej szczepionki potrzeba kilku lat, ta na SARS-CoV-2 powstała w niecały rok. To budzi ogromne zastrzeżenia i obawy, czy są one uzasadnione?

Nie powinniśmy obawiać się tego szczepienia. Wyjaśnię też dlaczego uważam wszystkie szczepionki - w tym szczególnie tę - za jedno z najlepszych osiągnięć nauki. Zacząć należy od składu wszystkich szczepionek. Wprowadzany preparat to szczepionka wirusowa. Oczywiście, aby stworzyć nową kompozycję z odpowiednim nośnikiem, potrzeba wielu lat. Bardzo ważny jest oczywiście cały ”środek” szczepionki, czyli część biologicznie aktywna. Jednakże to adiuwant jest równie niebezpieczny. Obecność nośnika w szczepionce umożliwia zmniejszenie ilości zastosowanego antygenu na pojedynczą dawkę szczepionki, a także zmniejszenie liczby dawek w stosowanym schemacie szczepienia w celu wywołania skutecznego efektu uodpornienia. Jest to ta substancja, która ma spotęgować odpowiedź układu immunologicznego na wprowadzony wraz z nim antygen czynnika etiologicznego, w tym przypadku będzie to matrycowe RNA wirusa. To matrycowe RNA niesie ze sobą zapis fragmentu białka kapsydu wirusa, które zostanie odczytane przez ludzkie rybosomy. Te z kolei wytworzą osobiście białko wirusa, które stanie się czynnikiem aktywującym układ immunologiczny człowieka. Na tej podstawie komórki immunokompetentne po rozpoznaniu obcego białka zaczną produkować odpowiedni rodzaj przeciwciał. Dzięki temu organizm będzie wiedział z czym ma walczyć przy następnym kontakcie z tym właśnie antygenem. W ten sposób dana osoba nabędzie odporność. W celu spotęgowania odpowiedzi układu immunologicznego po dwóch-trzech tygodniach wymagane jest powtórzenie szczepienia. Najbardziej niebezpieczny w szczepionce tak naprawdę jest nośnik. Tu adiuwant i wyniki badań zostały wykorzystane z innych szczepionek, w tym tych przeciwko grypie. Substancja ta sprawdziła się jako nośnik wirusa grypy. Istnieje zatem duże prawdopodobieństwo, że podobnie będzie z koronawirusem.

Jakie jest ryzyko przy przyjęciu szczepionki na COVID - 19?

Najważniejsze jest to, że nie szczepimy żywymi drobnoustrojami, więc nie ma fizycznie możliwości, aby organizm odpowiedział chorobą na to szczepienie. Wynika to z faktu, że samego wirusa nie ma w tym preparacie. Znajduje się tam tylko materiał genetyczny z zapisem odpowiedniego fragmentu białka, które ma stymulować ludzki organizm do tego, aby wytwarzał przeciwciała. Jeżeli 90% tej szczepionki na COVID – 19 jest już sprawdzoną szczepionką od lat, no to gdzie tu ryzyko? Sukces i efekt terapeutyczny, który uzyskamy na skutek szczepienia u wielu milionów osób populacji, jest zdecydowanie większym rezultatem niż negatywne pojedyncze następstwa. Reakcje poszczepienne oczywiście też będą, ale nie ma szczepionki, po której one nie występują. Jeżeli na 1000 osób 999 nie odpowie inaczej, to znaczy, że ona jest bezpieczna. Niestety organizm tej tysięcznej osoby odpowiedział po prostu w taki, a nie inny sposób na reakcję antygen-przeciwciało. Przyjmujemy do organizmu wiele innych, gorszych substancji i związków, które powodują dużo większe zmiany w organizmie ludzkim niż szczepionki.

DiMedical został uhonorowany nagrodą Fundament 2020. Co dla Pana oznacza to osiągnięcie?

Niezmiernie się cieszę, że po raz kolejny DiMedical i moja działalność zostały zauważone przez Radę Kongresową Polskiego Kongresu Przedsiębiorczości. Jest to kolejny sygnał, że to co robię jest dobre i potrzebne, obrany kierunek rozwoju jest racjonalny i zauważalny przez środowisko medyczne i nie tylko. Jednocześnie chciałem podziękować za przyznanie tej nagrody w imieniu swoim i całego zespołu, gdyż bez ludzi, z którymi współpracuję nie byłoby tego sukcesu.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.