Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
embed

Jakie zmiany planuje Pan w firmie w najbliższym roku?

Po pierwsze z dniem 1 marca przestaje funkcjonować część estetyczna kliniki i od tego czasu zmianie ulegnie nazwa na Centrum Medycyny Klinicznej DiMedical Sp. z o.o. Decyzja ta jest pokłosiem epidemii COVID – 19, gdyż z jednej strony drastycznie spadła liczba osób zainteresowanych zabiegami medycyny estetycznej, a jednocześnie nastąpił intensywny rozwój laboratorium diagnostycznego. Chcemy bardziej rozwijać się w stronę diagnostyki chorób infekcyjnych i nowotworowych, stąd chęć powrotu do realizacji zamrożonego projektu Centrum Badawczo – Rozwojowego Chorób Infekcyjnych i Nowotworowych. Rok 2021 będzie czasem wyjścia na rynki zagraniczne z opatentowaną metodą diagnostyki gruźlicy oraz budową nowej siedziby kliniki i rozpoczęciem badań nad kolejnymi innowacyjnymi rozwiązaniami w diagnostyce klinicznej.

Jako specjalista ds. diagnostyki chorób zakaźnych, w jaki sposób ocenia Pan obecną sytuację w Polsce pod kątem szczepień i diagnostyki koronawirusa?

Jeśli chodzi o szczepienia to jest to jedna z najważniejszych składowych walki z epidemią. Niestety w naszym kraju poziom testowania w przeliczeniu na liczbę mieszkańców nadal jest bardzo niski. Z epidemiologicznego punktu widzenia, jeżeli chcemy zapanować nad jakąkolwiek chorobą infekcyjną to najpierw musimy poznać z czym będziemy walczyć. Natomiast, aby poznać jednostkę chorobową, z którą się borykamy to po pierwsze musimy wiedzieć czym i jak leczyć oraz w jaki sposób diagnozować. Po drugie należy mieć pewność kogo badać i ile testów przeprowadzić. Standardem do opanowania epidemii jest uzyskanie liczby wyników dodatnich w stosunku do całości wykonanych badań nieprzekraczającej 10%. Poziom zakaźności wynoszący 5-10% pacjentów dodatnich wśród wszystkich badanych wskazuje na panowanie nad procesami pandemicznymi. Daje to wiedzę o tym, czy ognisko zakażenia mogło powstać w danym miejscu, dlaczego pewne obszary mamy bardziej lub mniej zakażone oraz jak wygląda transmisja choroby. Obecnie na podstawie ilości wykonywanych testów nie możemy jednoznacznie wyciągnąć prawidłowych wniosków, gdyż wspomniany poziom zakaźności wynosi między 30 a 50%. Sytuacja pokazuje, że czekamy aż koronawirus sobie sam zniknie, a to szybko nie nastąpi. Do stanu sprzed pandemii nie ma powrotu. Maseczki staną się integralną częścią naszego ubioru. Szczepienia dają ochronę na kilka miesięcy, więc obecnie zaszczepieni będą odporni na wiosenną i jesienną falę zakażeń, ale w przyszłym roku będzie trzeba powtórzyć ten proces. W celu pokonania pandemii musimy przede wszystkim odizolować chorych i zakażających, co można uzyskać tylko przy diagnostyce na szeroką skalę. Ponadto, aby uzyskać odporność stadną musimy jako populacja osiągnąć minimum 60% wyszczepialności lub osób z przebytą chorobą. Oczywistym jest jak tragiczny w skutkach będzie wybór drugiej z opcji.

Czy każdy z nas indywidualnie może jakoś wpłynąć na reakcję swojego organizmu w chwili zakażenia? Czy możemy wzmocnić własną odporność, aby łagodniej przejść COVID-19?

Jak najbardziej. Osoby, które dbają o odpowiednią dietę, wzmacniają odporność poprzez zdrowy tryb życia mogą w istotny sposób wpłynąć na pierwszą odpowiedź organizmu na chorobę. Warto wrócić do tradycyjnych sposobów jak spożywanie cebuli, czosnku, cytryny czy miodu. Jeśli ktoś ma świadomość niskiej odporności u siebie powinien skontaktować się z lekarzem i wykonać badania pozwalające określić skład flory bakteryjnej jelit. Wsparcie naturalnych drobnoustrojów probiotykami może być wskazanym rozwiązaniem. Nie należy jednak przyjmować leków bez odpowiedniej diagnostyki i zaleceń lekarza.

Zgodnie z prawem pracodawca musi zapewnić pracownikom odpowiedni poziom bezpieczeństwa i higieny pracy. W zakładach produkcyjnych wprowadzony został odpowiedni reżim sanitarny. Czy i w jaki sposób właściciel przedsiębiorstwa może zabezpieczyć się przed zakażeniem COVID-19 w swojej firmie i uniknąć kwarantanny części załogi?

Rozwiązaniem jest testowanie załogi. Poprzez cotygodniowe badania można uniknąć kosztów związanych z zamknięciem zakładu, czy niedopełnieniem umów ze względu na mniejsze możliwości produkcyjne. Pozostaje odpowiedź na pytanie, czy wyższa jest cena regularnych testów pracowników pozwalająca na utrzymanie produkcji na zakładanym poziomie czy bardziej kosztowne okaże się wykrycie zakażenia, co doprowadzi do kwarantanny współpracowników? Decydując się na badania raz w tygodniu wykrywamy zakażenie przed ujawnieniem się objawów chorobowych. Tym samym chronimy pozostałych pracowników i nie ma potrzeby stosowania kwarantanny, bo ewentualny rozwój choroby u kolejnych członków załogi zostanie wykryty w kolejnym tygodniu. Posiadamy już wiedzę, że test należy wykonać kilka dni po kontakcie z zakażoną osobą, aby zakażenie było wykrywalne. Mówię o testach genetycznych, gdyż badanie pokazujące posiadanie poziomu przeciwciał ma charakter wsteczny. Jest to czas, kiedy osoba już zakaża, a co za tym idzie zwiększa się liczba zakażonych w firmie i kwarantanna jest jedynym sposobem na przerwanie transmisji wirusa. Pozornie regularne testy pracowników mogą wydawać się bardzo drogie, ale odpowiedzialny pracodawca wlicza je w koszty utrzymania zatrudnionych i ma świadomość, że cena zamknięcia produkcji raz czy drugi na dwa tygodnie kwarantanny jest znacznie wyższa.

Rozmawiała Dorota Solczak

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.