Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Od 5 lat zarządza Pan firmą i w tym czasie wyniki wzrosły niemal trzykrotnie. Jak to się stało?

To przede wszystkim dużo pracy i szczypta szczęścia, bo od początku wierzyliśmy w produkty biodegradowalne. Jesteśmy na nich konsekwentnie skoncentrowani. Dzięki temu mamy przewagę konkurencyjną oraz technologiczną nad innymi w tej branży. I to w skali światowej.

Jaka jest Pana historia?

Mój tata stworzył Ecowipes w 2011 roku. W 2015 roku, gdy miałem 25 lat, tata niespodziewanie odszedł od nas i z dnia na dzień dołączyłem do firmy, aby pomóc w jej przetrwaniu i rozwoju, choć byłem poza nią zajmując się m.in. konsultingiem. Przed Ecowipes tata stworzył i prowadził w latach 90. inną firmę, wciąż istniejącą - Harper Hygienics. Sprzedał ją w 2007 r., ale wrócił do branży z nowym pomysłem - technologii produktów dobrych dla środowiska i jednocześnie zaawansowanych technologicznie. Stworzył koncept, który do dziś i ja realizuję - „Troskliwa technologia". Dlatego 95% naszej sprzedaży to marki własne dużych sieci i nie skupiamy się na rozwijaniu naszego brandu. Zależy nam, aby szeroko dostarczać produkty przyjazne dla środowiska, łączące jakość i dobrą cenę, a więc dostępne dla konsumentów o każdej kieszeni.

Po przejęciu firmy z dnia na dzień praca po 5 latach nadal może pasjonować?

Bardzo. Szczególnie pasjonują mnie dwie sprawy. Jedna to różnorodność. Uwielbiałem to już w szkole, bo dawała mi możliwość poznawania przeróżnych rzeczy i poruszania się między nimi. Zarządzanie firmą też daje tę interdyscyplinarność. To oczywiście większa odpowiedzialność, ale emocje większe skoro to większe wyzwanie - negocjuję z wielkim klientem, po czym na produkcji  rozmawiam o wydajność i odpadowości, a później spotkanie o organizacji działu badań. I to się spina w spójny efekt. To fascynujące i zarazem stymulujące. A druga sprawa, przyjemnie żyć z poczuciem, że ma się realny wpływ na świat. To dopiero świetne! Jestem w uprzywilejowanej pozycji, że mam ten wpływ dzięki produktom i technologii, które – bardziej przyjazne środowisku niż dotąd - rzeczywiście zmieniają świat, bo są w praktyce już w niemal każdym polskim domu. Co robię ma zatem także wymiar społeczny. Mogę spać spokojnie.

Czy bycie eko da się połączyć z sukcesem ekonomicznym?

Oczywiście. Już „eko" w nazwie naszej firmy ma to podwójne znacznie – produkty ekologiczne i ekonomiczne. Maksymalna biodegradowalność produktów, ale dostępna dla Kowalskiego, bo dopiero wtedy jest masowa i może realnie zmieniać naszą rzeczywistość na lepszą. Kluczowe są innowacje i technologia. Nasz strzał w dziesiątkę to Tricell - optymalna kosztowo, opatentowana technologia produkcji artykułów biodegradowalnych, którą wielcy światowi gracze chcą od nas kupić. Ciągle udoskonalamy produkty, aby były jak najlepsze dla środowiska i konsumenta. Budzę się z tą myślą każdego dnia. I to przynosi efekt.

Gdzie można znaleźć Państwa produkty?

W całej Europie. W sieciach handlowych jak Lidl, Biedronka, Netto, czy Auchan odpowiadamy za większość produktów higienicznych. Produkujemy dla takich marek jak Lupilu, Dada, W5, Mr Magic. Zaopatrujemy też Rossmana – produktami naszej marki Tammy.  Jeśli koś robi zakupy w tych sieciach – raczej ma nasz produkt w domu.

Co odróżnia Państwa na tle konkurencji?

Gdy ktoś twierdzi, że jest ekologiczny, to mam ochotę zapytać, co tak naprawdę robi i na jaką skalę. U nas to dosyć proste - 96% naszych produktów to chusteczki w 100% biodegradowalne. I to jest konkret. Zmieniliśmy też opakowania, odchudzając je z plastiku. Każdy aspekt naszych produktów tak zmieniamy, by były maksymalnie przyjazne dla środowiska. Tymczasem większość produktów na rynku wciąż jest na bazie plastiku, nawet jeśli go nie widać np. w chusteczkach, więc dużo jest tego greenwashingu, a realnych działań ekologicznych znacznie mniej niż mówienia o nich.

Gdzie Państwo produkują?

Główne centrum produkcyjne mieści się w Polsce, ale mamy też drugą fabrykę we Francji. Kupiliśmy ją, gdy była w stanie upadłości. Ocaliliśmy sporo miejsc pracy. Ale warto było, bo to skróciło nam łańcuch dostaw na zachodnie rynki. Płatki kosmetyczne, patyczki czy chusteczki to tanie towary, co oznacza, że koszt logistyczny jest ważną częścią ceny. Mniej transportu pozwoliło też zmniejszyć nasz ślad węglowy. Ale Polska to główny kraj produkcji. Mamy już plany budowy kolejnej fabryki w Polsce.

A plany na nowe projekty?

Koncentrujemy się na rozwoju włóknin, które wykorzystujemy do produkcji chusteczek. Chcemy też rozwijać się w takich obszarach jak higiena intymna i pieluchy.

Jak Państwo poradzili sobie w czasie pandemii?

Można powiedzieć, że się trochę przeziębiliśmy, ale bez konsekwencji. Przez to, że wytwarzamy produkty pierwszej potrzeby, jesteśmy dość kryzysoodporni. Mniejszy problem mieliśmy z zamówieniami lub sprzedażą, niż z zarządzaniem ludźmi, aby dostosować się do nowej rzeczywistości COVID-owej, np. w kwestii dbania o dystans, czy zapewnienia obsady stanowisk.

Jak Pan się czuje z nominacją do Polskiej Nagrody Innowacyjności 2021?

Czujemy się docenieni, bo innowacyjność to właśnie serce naszej firmy, a bycie ekologicznym jest tego konsekwencją. To ważne i dla nas, i dla konsumentów, i dla planety. Aby powstrzymać jej degradację musimy zmienić podejście także jako producenci – właśnie temu powinna służyć innowacyjność. U nas służy.

Rozmawiała Sylwia Giersztyn

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.