Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Z czym kojarzy wam się Apple? Na pewno z produkcją iPhone'ów, dizajnem i piosenkami na iPoda kupowanymi w iTunes, choć tego ostatniego najmłodsi czytelnicy mogą już akurat nie pamiętać. A z muzyką klasyczną? Niekoniecznie, choć na fali popularności serwisów streamingowych koncern z nadgryzionym jabłkiem w logo inwestuje także w klasykę. 

Apple kupił właśnie serwis muzyczny Primephonic, który specjalizuje się w ofercie dla wyszukanych melomanów - Chopin, Mozart, Bach i inni. Streaming świetnie sobie radzi ze znajdywaniem niszy.  

Primephonic nie przyjmuje już nowych członków. Apple przejmuje natomiast funkcjonalności aplikacji z muzyką klasyczną i cenione playlisty, żeby zintegrować je ze swoim flagowym projektem muzycznym - usługą Apple Music. Na przyszły rok zapowiada uruchomienie aplikacji dedykowanej muzyce klasycznej. 

Streaming ma swój czar

Jeśli taki gigant jak Apple szuka niszowych perełek na rynku serwisów streamingowych, to znak, że... coś się dzieje. Pandemia przyspieszyła rozwój kultury w streamingu i - paradoksalnie - okazała się czynnikiem wpływającym na biznes ożywczo. 

Bo gdy inni zamykali się w czasie lockdownów i liczyli straty, platformy i aplikacje z serialami, filmami, muzyką, czy książkami podkręcały tempo, żeby nadążyć za popytem. Siłą rzeczy - ich zamknąć się nie dało. Ludzie pościskani w domach zamienionych często w biura, potrzebowali kulturalnego wentyla bezpieczeństwa, żeby w nich nie zwariować.

- Ostatnie półtora roku pandemii było dla nas zarówno najdziwniejszym, jak i najbardziej udanym okresem od czasu naszej szerokiej premiery w 2016 r. - przyznaje Niclas Sandin, prezes platformy BookBeat, która oferuje audiobooki i e-booku w subskrypcji. 

Menedżer twierdzi, że pandemia ujawniła odporność cyfrowej książki na tego typu przeciwności. Zaraza panoszyła się po całym świecie niszcząc gospodarkę, ale BookBeat rósł i w czerwcu bieżącego roku dobił do poziomu 500 tys. płacących użytkowników.

Zresztą serwis zdecydował się na ekspansję w Polsce w środku pandemii - zadebiutował w maju poprzedniego roku - ale na dobre rozkręcił ofertę we wrześniu. 

Audiobooki na każdą porę

- Audiobooki sprzyjają wielozadaniowości, bo możesz słuchać podczas wykonywania innych czynności, takich jak sprzątanie, spacerowanie, trenowanie, czy prowadzenie samochodu. W tym dynamicznym i zabieganym świecie, w którym dzisiaj żyjemy, mogą nie tylko pomóc znaleźć więcej czasu dla siebie, ale także odprężyć się i zrelaksować - przekonuje Sandin. 

Nie dodaje, bo chyba trochę mu nie wypada, że słuchać można także podczas pracy, a to - znowu za sprawą pandemii - właśnie w ostatnim roku stało się jeszcze łatwiejsze. W biurze przełożeni mogą na nas zerkać i upominać nie przyjmując do wiadomości, że muzyka lub dobra książki w czasie pracy mogą niejedną osobę stymulować i popędzać do bardziej wydajnego wykonywania obowiązków.

Pierwsze skojarzenie? Oczywiście: leniuchuje. Nie bez powodu jednak wielu specjalistów od HR buduje takie przestrzenie, żeby człowiek nie czuł się w nich jak królik zamknięty w boksie. Słuchanie muzyki, a nawet książki niekoniecznie musi więc pogarszać nasz "performance". 

Pracując zdalnie, z domu, czasem wprost z kanapy albo łóżka, możemy sobie pozwolić na więcej swobody. Dotyczy to nie tylko spożywania posiłków, ale także konsumowania treści. 

Kino i teatr w łóżku

Jasne, książki czytać można zawsze i wszędzie, ale wyjście do kina lub teatru to cały ceremoniał sam w sobie. Choć i tutaj zyskaliśmy nowe możliwości. Film lub sztukę łatwiej zobaczyć na ekranie. Sprawne marketingowo teatry organizowały spektakle online.

Przykłady? Teatr Wybrzeże uruchomił własną platformę, na której dostępne były zeszłoroczne premiery "Nora" Henrika Ibsena i "Życie intymne Jarosława" w reżyserii Kuby Kowalskiego, a także starsze produkcje, jak choćby "Ruscy" i "Amatorki". Cena biletu 10 zł. 

- Zainteresowanie jest ogromne. Dotychczas sprzedaliśmy 800 biletów. Na platformie VOD mamy 800 unikalnych kont użytkowników i około 3 tysięcy wyświetleń naszych darmowych materiałów - mówił krótko po uruchomieniu usługi, w marcu bieżącego roku, Grzegorz Kwiatkowski, rzecznik Teatru Wybrzeże. 

Teatr to teatr - lubimy go na żywo, choć "teatr telewizji" też dobrze się zawsze sprzedawał. Kino ma łatwiej w streamingu, choć branża filmowa też musiała przeformatować swoje myślenie.

Kina zostały zamknięte tak skutecznie, jak restauracje, więc najwięksi gracze z Hollywood zaczęli kombinować i zastanawiać się, czy nie jest to dobra okazja do rewolucji. Zaczęło ją słynne studio Warner Bros. Pictures, które w grudniu 2020 r. wypuściło długo wyczekiwany hit "Wonder Woman 1984" w tym samym czasie w kinach (tych, które były otwarte) i w streamingu na HBO Max. Walt Disney nie czekał długo i zdecydował się na taki sam krok, ale wykorzystując do tego swoją platformę VOD - Disney+.

Przełomowa okazała się najnowsza produkcja osadzona w świecie komiksów Marvela. "Czarna Wdowa" zarobiła w czasie premierowego weekendu ponad 215 mln dol., ale nie wszystko zebrano w kasach kinowych. Disney 80 mln dol. zainkasował z biletów kinowych sprzedanych w USA, 78 mln dol. z sal w pozostałych krajach, natomiast reszta, czyli około 60 mln dol. pochodzi ze streamingu.

Oznacza to, że dając ludziom wybór: pójście do kina lub skorzystanie z mniejszego ekranu, ale własnej kanapy, całkiem spora grupa nie ma ochoty korzystać z pierwszej możliwości. Albo nie może tego zrobić, choć tak czy owak, streaming jest alternatywą, która daje zarobić. Prowadzi to jednak do pożegnania się z dotychczasowym, tradycyjnym modelem dystrybucyjnym, w ramach którego film był eksploatowany do granic możliwości w kinach, później trafiał na DVD, żeby w końcu zagościć jako świąteczny hit w telewizji. Teraz możemy mieć wszystko tu i teraz, w tym samym czasie, a w dodatku legalnie. 

YouTube jest darmowy, ale ludzie płacą

W sieci nic wprawdzie nie jest za darmo, bo zawsze czymś płacimy - choćby oglądając reklamy, albo zostawiając swoje dane. Okazuje się, że użytkownicy niekoniecznie panicznie boją się płacenia za streaming. Przekonał się o tym YouTube, który kojarzy się w pewnie z tysiącem różnych rzeczy, ale na pewno nie z abonamentem. 

Spotify, Netflix, Apple TV+, Amazon Prime Video jak najbardziej, ale YouTube? Nigdy w życiu. Kto by płacił za YouTube?

Na początku września Google, który jest właścicielem YouTube'a poinformował jednak, że ma już 50 mln płacących subskrybentów, czyli o 20 mln więcej niż w grudniu poprzedniego roku. To użytkownicy płacący za dostęp do usług YouTube Premium i serwisu muzycznego YouTube Music.

- Wydaje się, że oznacza to ciągłą tendencję wśród osób, które chcą przeskoczyć z bezpłatnych wersji YouTube i YouTube Music, mimo że coraz więcej innych usług konkuruje w tym obszarze - pisze Mitchell Clark z serwisu The Verge. 

Zaznacza jednocześnie, że w puli 50 mln są także te osoby, które zdecydowały się skorzystać z okresu próbnego. Niemniej widać, że subskrypcje może oferować i sprzedawać nawet platforma słynąca przede wszystkim z kolportowania darmowych filmików wrzucanych przez samych użytkowników. YouTube chce stać na dwóch nogach: jedną podpierają reklamy, drugą subskrypcje. 

- Subskrybenci uzyskują nieprzerwany, wolny od reklam dostęp do wszystkich treści w YouTube i YouTube Music, dzięki czemu mogą lepiej kontaktować się z artystami i twórcami oraz głębiej zanurzać się we wszystkie ulubione treści – czy to w muzyce, nauce, modzie, czy grze "Fortnite" - tłumaczy Lyor Cohen, szef muzyki w YouTube. 

Pandemia nauczyła nas streamingu 

Czy po pandemii zainteresowanie streamingiem spadnie? Wszystkie znaki na niebie i ziemi przekonują, że raczej nie.

Pandemia sprawiła, że do usług sprzedawanych w internecie przekonali się nawet najbardziej oporni technologicznie użytkownicy - pomyślcie o seniorach łączących się z lekarzem na Zoomie - a poza tym, do gry wkraczać będą karty kredytowe pokoleń, które nie za bardzo będą rozumieją, dlaczego ludzie do odtwarzania muzyki używali kiedyś CD. Od najmłodszych lat przyzwyczajeni są, że dostęp do muzyki, gier i ulubionych seriali mają w internecie i na różnych urządzeniach. 

- Swoboda dostępu do szerokiego katalogu treści, a następnie możliwość wyboru tego, co według ciebie pasuje do nastroju, w jakim się znajdujesz, jest bezcenna dla wielu ludzi, zwłaszcza dla młodszych pokoleń, które są bardziej zaawansowane technologicznie i już przywykły tego typu usług - uważa Niclas Sandin.

Supermiasta
CZYTAJ WIĘCEJ
Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.