Ten nominowany do Oscara film jest niemal religijną przypowieścią o zdradzie i ludzkiej bezsilności.
Film "To był zwykły przypadek" dostaje na świecie kolejne nagrody, a jego reżyser Jafar Panahi kolejny wyrok od irańskiego reżimu.
Irański dysydent Jafar Panahi dołącza do elitarnego klubu filmowców, którzy mają na koncie główne nagrody festiwali w Wenecji, Berlinie i Cannes. Świetna tegoroczna odsłona canneńskiej imprezy niesie jasne ostrzeżenie: przed światem rządzonym przez stadionowych osiłków.
- Gdy Jafar Panahi zaproponował mi rolę w filmie "Niedźwiedzie nie istnieją", rozpłakałam się. Bo pytania, które zadaje sobie moja bohaterka, znam bardzo dobrze z własnego życia. Gdzie jest mój kraj? Gdzie jest miejsce na Ziemi, w którym mogłabym być szczęśliwa?
- Oficjalnie tego filmu nie ma. Kręcimy w wąskim, zaufanym gronie - mówi Amin Jafari, operator pracujący z szykanowanym przez reżim irańskim reżyserem Jafarem Panahim.
Kino jest narzędziem oporu. Doskonale zdaje sobie z tego sprawę irańska władza, która nie bez powodu uznaje Dżafara Panahiego za wroga numer jeden.
"Zimna wojna" Pawła Pawlikowskiego będzie pokazywana w konkursie głównym 71. Festiwalu Filmowego w Cannes. To pierwszy polski film, który może zdobyć Złotą Palmę, od czasów "Pianisty" Romana Polańskiego.
Copyright © Wyborcza sp. z o.o.