Mama mojego męża skończyła 88 lat. Jako dziecko we wrześniu 1939 roku razem z mamą uciekały ze Lwowa. Do dzisiaj pamięta, jak ukrywały się w lasach, piły wodę z kałuży, jadały resztki chleba. Kiedy teraz widzi w telewizji uciekające matki, tulące swoje dzieci, to wszystko do niej wraca.
Mam problemy ginekologiczne, a z tym wiąże się również nietrzymanie moczu. Jestem pod stałą opieką lekarza i z medycznego punktu widzenia problem jest pod kontrolą. Niestety, w ogóle nie radzę sobie z tym problemem na co dzień.
Często pytaniom nie ma końca. Ludzie są tak zmęczeni moją ciekawością, że nawet nie pytają, co u mnie, ale kończą spotkanie lub zaczynają rozmowę z kimś innym.
Z powodu mięśniaków usunięto mi macicę razem z szyjką. Po powrocie ze szpitala mąż mnie pielęgnował, pocieszał. Kiedy doszłam do siebie i próbowałam się przytulać w łóżku, odwracał się do mnie plecami i tłumaczył zmęczeniem. Podskórnie czułam, że ma to związek z operacją.
Moje życie to opieka nad dziećmi. Więcej zrozumienia i empatii mam ze strony pań pracujących w żłobku i przedszkolu, niż od własnej rodziny, która ma w nosie swoje obietnice pomocy. Nikt nawet nie wpadł na pomysł, aby przyjść i zająć się dzieckiem choć przez kilka godzin.
W domu panował chłód emocjonalny. Za wszelkie przewinienia, za brak dobrych ocen doświadczałam przemocy. Byłam wyzywana, krytykowana na okrągło. Do dzisiaj nie daję rady. Brakowało mi czułości, bliskości.
Od zawsze mam problem z pozytywnym myśleniem. U mnie wszystko jest na "nie". Nie uda się, nie zdążę, nie mam szans, nie dostanę. I tak w kółko. Nic tylko położyć się w trumnie i czekać aż życie minie.
Podczas jednego ze służbowych wyjazdów poznałem świetną kobietę, menedżerkę hotelu. Nie czułem wcześniej takiego zauroczenia. Zależy mi na niej, chciałbym w końcu mieć do kogo wracać po pracy. Ale jak mam jej powiedzieć, że będzie moją pierwszą kobietą?
W dużym mieście, bloku czy markecie czujemy się całkowicie anonimowi. Wychodzimy z założenia, że nikt nas tu nie zna. Dlatego uważamy, że powitanie może być zaproszeniem do rozmowy, do nawiązania kontaktu. A my odwykliśmy od takiego budowania relacji.
Po kolejnych miesiącach starań o dziecko zdecydowaliśmy się na badania. Okazało się, że nasienie męża ma fatalne parametry. Mąż nie tylko nie posłuchał zaleceń lekarza, ale zupełnie się ode mnie odsunął. Nie przytulamy się, nie całujemy, a ja tęsknię za jego dotykiem.
W tym roku kończę 40 lat. Niby wszystko się układa, ale czasami mam wrażenie, że coś mi umyka, coś mnie omija. Może to czas, żeby poszukać odmiany, wyzwań, pikanterii?
Nie chciałam już dłużej tego w sobie dusić, a po tym gdy poznałam Izę, wszystko stało się dla mnie jasne. I to dosłownie. Jakby ktoś przebił szary balon, w którym żyłam przez 26 lat, i wreszcie dostrzegłam, że wokół jest jasno i kolorowo. Poczułam ogromną ulgę.
Z powodu kłoptów nie spałam, nie jadłam. W efekcie w kilka tygodni ekspresowo schudłam. Ja przeżywałam dramat, a ludzie wokół gratulowali mi rewelacyjnej figury. Ciągle słyszałam pochwały, jak pięknie wyglądam. Byłam zaskoczona.
Od czterech lat jesteśmy małżeństwem. Mamy czteroletniego synka i drugie dziecko w drodze. Mąż jest niepijącym alkoholikiem. Odkąd go znam, zawsze miał problem z nadmierną masturbacją i oglądaniem porno. Nie wiem, jak mu pomóc?
Ona nie chce zawiadamiać policji, bo boi się, że będzie jeszcze gorzej. Jestem z nią w stałym kontakcie. Wie, że może do mnie dzwonić i pisać o każdej porze. Wiem, że musi wyrwać się z tego kręgu przemocy.
Nie jestem mała, noszę rozmiar 52, ale mam prawo do życia. Dlatego bolą wszystkie uwagi i komentarze dotyczące mojej tuszy. Zdarzyło się nawet chrumkanie za mną na ulicy. Można by pomyśleć, że zdążyłam się przyzwyczaić, ale za każdym razem rani mnie to tak samo mocno.
Mój mąż ma sześcioletniego syna z pierwszego małżeństwa. Zgodnie z ustaleniem sądu syn mieszka z mamą, a mąż widuje się z nim w co drugi weekend. Niestety, była żona zmieniła zasady, bo nie spodobało się jej, że podczas wizyt u nas Konrad nie śpi z ojcem.
Po kolacji obie z mamą zakasujemy rękawy i udajemy się do kuchni sprzątać i myć sterty garów. W tym czasie brat, kuzyn i partner udają się na wygodną kanapę. Kiedy rodziców zabraknie, nie będę robiła kolacji wigilijnej, nie mam ochoty obsługiwać trzech króli.
Tato zmarł w lipcu na COVID-19. Ta szybka śmierć, brak możliwości pożegnania potęguje naszą rozpacz. Nie ma ochoty na dekoracje, pieczenie, siedzenie przy stole, ale wiem, że jeśli ja się załamię, to wszystko się posypie.
Usłyszałam od matki: "moim największym atutem były zawsze piękne, jędrne piersi, a ty masz jakieś dwa piegi". Z powodu jej uwag źle się czułam, kiedy ktoś mnie komplementował.
Najbliżej była toaleta, zamknęłam się w niej i zadzwoniłam do mamy. Przyjechała po mnie i to był ostatni dzień, kiedy widziałam Janka. Piszę to głównie dlatego, że przez dwa lata siedział mi w głowie jego głos i wspomniane "proszenie się o zbicie na kwaśne jabłko".
Partnerzy traktowali mnie jak "kobietę", co w ich rozumieniu znaczyło: słabsza, podległa istota, która nic nie osiągnie i zawsze będzie gorsza. Zawsze walczyłam o swoje, musiałam sama sobie radzić i nie dać sobą manipulować. Ale czy zawsze trzeba mieć do kogo wracać?
Jestem mu wdzięczna, że pokazuje mi brudne lustro, niewyrzucone śmieci i zapchany zlew - nie wiem, co bym bez niego zrobiła. Ale czasem przypominam sobie, jak to było, gdy nikt mi nie mówił, że jest mi zimno, że to, co mam na talerzu, jest niedobre.
Kierownikiem również nie zostałam, mimo że wszyscy współpracownicy uważają, że mam predyspozycje i jestem idealna na to stanowisko. W tej firmie się nie rozwinę, bo nie mam jak, za to koledzy "popychani" przez szefa zajdą wysoko. Dlaczego mnie to spotyka?
Wiążę się z mężczyznami, którzy nie rokują, nie chcą stabilnego związku, rzucają mi okruchy uwagi i czułości. Facet w głębokiej depresji, rozwodnik z synem, narcyz, "który zasługuje na lepszą", ale "w międzyczasie" wspaniałomyślnie umawia się ze mną. Co ze mną jest nie tak?
Czy jak mnie poznał, przez myśl mu przeszło, że jednak żona i dwójka dzieci na utrzymaniu to zobowiązania i nie powinien mnie wciągać w ten chory układ? - To dla mnie bolesne, nie chcę w tym uczestniczyć, żadna siła mnie do tego nie zmusi - usłyszałam od niego.
Rozstają się ludzie, którzy są ze sobą, a my? Nie potrafię znaleźć określenia, kim dla siebie właściwie byliśmy. Ulżyło mi. Spadł ten cały ciężar, który nosiłam w sobie, to całe poczucie winy, że każda kłótnia i każde nieporozumienie to moja wina.
Mam pracę, którą uwielbiam. Ludzie, z którymi współpracuję, są mi bliscy. Zastępują mi rodzinę. Właśnie zbliża się dla mnie najgorszy czas w roku. Już wszyscy byli na urlopach i za chwilę mój szef wyśle na urlop mnie. Nienawidzę urlopów.
Moja mama zmarła nagle 20 lat temu, a narastająca wraz z wiekiem świadomość tej straty, nieodbytych rozmów i braku jej wsparcia wywołuje we mnie smutek, a czasami i rozpacz. Moi bliscy tego nie rozumieją.
Dlaczego tak się dzieje? Bo "na trzeźwo" często czują się zbyt niepewnie we własnych ciałach, nie potrafią się zrelaksować. Bo są przemęczone i zestresowane, nie potrafią "odłączyć" myślenia o codzienności i bieżących problemach, również tych w związku.
Oni razem pracują i nie ma możliwości, żeby całkowicie uciąć temat. Mąż twierdzi, że zakończył definitywnie tę relację, że kocha tylko nas. Ale jak po tylu kłamstwach uwierzyć w cokolwiek?
Próbuję nie iść do łóżka na pierwszej randce. Nie ogolić nóg, jakby to miało mnie zniechęcić. Nie dać po sobie poznać, że jestem zdesperowana, sfrustrowana i bardzo zmęczona.
Dotąd zawsze żyłam według schematu, chociażby krótkiego planu, który realizowałam punkt po punkcie. Teraz stoję pośród wirujących myśli i jestem potwornie zagubiona. Nigdy nie żyłam sama.
Nie ma minuty, żeby nie myślała o moim mężu, o tym, że zostałam sama, że już nie będzie jak kiedyś. Ale wiem, że muszę wyjść do ludzi, żyć dalej. Jednocześnie mam świadomość, że trzymanie mnie przez dzieci pod kloszem i organizowanie mi życia nie ułatwia sprawy.
Za mną kolejny urlop, który praktycznie spędziłam w pracy. Kiedy mój szef dowiedział się, że nigdzie nie wyjeżdżam, dzwonił prawie codziennie. A ja głupia nie potrafiłam powiedzieć wprost: Przepraszam szefie, ale jestem na urlopie i zajmę się tym, gdy wrócę do biura. Zero asertywności.
Wszyscy w biurze udawali, że nie widzą ich romansu, amoku menedżera i interesowności sekretarki. Niestety, doszło do sytuacji, kiedy zrozumiałam, że ten biurowy romans, z którego tak chętnie się śmiejemy, ma drugą twarz.
Kiedy dzieci wyfrunęły z gniazda, myśleliśmy, że będziemy dużo czytać, odwiedzać fajne miejsca. Tymczasem nasi rodzice się starzeją - wymagają pomocy, trzeba wozić ich po lekarzach, robić zakupy, ogarniać mieszkanie. Tydzień urlopu to marzenie.
Tata był w oczach sąsiadów i rodziny kochanym tatusiem przez 13 lat. To nic, że zakręcał nam ciepłą wodę i zabraniał po godz. 20 otwierania lodówki. To tylko dwa z tysiąca wspomnień z życia z ojcem. Później się wyniósł, bo stwierdził, że mu przeszkadza zaniedbana żona i dziecko.
Od początku założyliśmy, że mąż będzie pokrywał wszystkie stałe rachunki, a ja ze swojej średniej pensji będę kupowała jedzenie. Teraz rozliczamy się z każdej wydanej złotówki, jak dwa podmioty gospodarcze, a nie małżonkowie. Trochę mnie to przerosło.
Niedawno na spacerze zauważyłam matkę z dwójką dzieci. Przechodząc obok, usłyszałam, jak wrzeszczy: "Czego tak, ku**a, wolno idziesz?! Mam was dosyć! Oddam was do domu dziecka". Zrobiło mi się okropnie wstyd, bo nie zareagowałam.
Copyright © Wyborcza sp. z o.o.