Twierdzenie, że jest notatka kontrwywiadu o mnie, budzi mój niepokój. Byłem śledzony? Mam telefon na podsłuchu? Tak czy siak, ktoś tu ma bujną wyobraźnię. Albo autor notatki z kontrwywiadu, albo dziennikarz WP - mówi prof. Krzysztof Ruchniewicz.
Żadne zmiany nie dokonują SIĘ, zawsze musi stać za nimi jakiś - jak mawiał poeta - maszynista dziejów. Tu była to maszynistka - dziejów zresztą.
Media pospiesznie ogłosiły narodziny "sygnalistki". Brak było podstaw prawnych, by tak ją nazywać. W efekcie powstał szkodliwy medialny chaos i błędne rozumienie pojęcia "ochrony sygnalisty".
Odpowiedź MKiDN wpisuje się w szatniową sytuację z filmu "Miś". Ma ona formę anonimowego maila z Centrum Informacyjnego MKiDN, które wchodzi tu w rolę anonimowego Kierownika Szatni.
Nie, nie chcę tłumaczyć, dlaczego prof. Ruchniewicz nie jest wielbłądem, tylko rzetelnym historykiem. Kolejny raz powtarzać, że nigdy nie chciał organizować żadnego seminarium o zwrocie dóbr kultury.
Sytuacja powstała w Instytucie Pileckiego jest przedmiotem znacznych emocji politycznych, prawnych i publicystycznych. Stąd też moja obywatelska interpelacja.
Upiór sygnalistki krąży po Polsce. Z łam prasowych trafił do gabinetów ministerialnych, rozpala emocje w mediach, zagraża stabilności i tak już wątlejącej koalicji wyborczej, budzi nadzieje opozycji, wywołuje duchy oraz emocje przeszłości.
- Krzysztof Ruchniewicz nie chciał zrozumieć, że kierowanie Instytutem Pileckiego ma wymiar polityczny, a nie naukowy. Dlatego podejmował decyzje szkodliwe dla rządu - twierdzą źródła "Wyborczej". Ruchniewicz dowiedział się o dymisji na urlopie od kolegów z Instytutu.
Politycy prawicowi znów stawiają na antyniemieckość, wyciągając kartę propagandową z czasów Gomułki. Politycy koalicji rządzącej milczą na to, jak zaklęci. Liberalna idea dialogu zawsze przegra ze strategią gry na "odwiecznego wroga", jeśli koalicja rządząca zamierza cały czas ustępować pola.
Berlińska filia Instytutu Pileckiego ma już nową kierowniczką. Została nią dr Joanna Kiliszek, doświadczona menedżerka kultury i naukowczyni. Jej poprzedniczka została odwołana w ub. tygodniu, zdążyła wywołać międzynarodowy skandal.
Prawica uwielbia wykorzystywać germańskie straszaki, ale my powinniśmy budować dobre relacje z sąsiadami, bo innych mieć nie będziemy - mówi prof. Krzysztof Ruchniewicz, wybitny niemcoznawca, szef Instytutu Pileckiego.
Prorektorka UWr Patrycja Matusz oznajmiła, że Niemcy jedynie "potrzebują dłuższej chwili, by oswoić się z sytuacją", a poza tym dawali mało pieniędzy i nie pilnowali poziomu w Centrum, bo nie mieli świadomości, jak na polskiej uczelni pracują najlepsi. Powinna dodać: najlepsi w oszczędnym gospodarowaniu prawdą.
Po 23 latach Niemiecka Centrala Wymiany Akademickiej chce otworzyć nowe Centrum, z inną uczelnią. Doprowadziły do tego decyzje rektora UWr, Roberta Olkiewicza, który od wielu miesięcy zwalcza byłego już dyrektora i organizatora Centrum, Krzysztofa Ruchniewicza, wprawiając w osłupienie niemieckich partnerów.
Rektor UWr nie konsultował z partnerami niemieckimi odwołania dyrektora Centrum im. Willy'ego Brandta - potwierdza rzecznik prasowy Deutscher Akademischer Austauschdienst i zaznacza, że DAAD rozważa "podjęcie kroków". A to może oznaczać, że ta cenna placówka zniknie z Wrocławia.
Po krokach rektora UWr Roberta Olkiewicza wobec Centrum im. Willy'ego Brandta niemal cała Rada Kuratorów złożyła rezygnację, protestują też pracownicy. - To wyłącznie decyzja rektora, szkody mogą być poważne - mówi niemiecki historyk prof. Stefan Troebst, przewodniczący Rady.
Rektor przesłał członkom Senatu pismo, w którym próbuje się tłumaczyć, dlaczego nęka kontrolami Centrum Willy'ego Brandta - co doprowadziło do paraliżu placówki i rezygnacji dyrektora. Z riposty związkowców wynika, że rektor oszczędnie gospodaruje prawdą i to z powodu jego działań uczelnia poniosła wysokie straty.
Rektor UWr nasłał tyle kontroli na Centrum im. Willy'ego Brandta, że w budynku było dwa razy więcej kontrolerów niż pracowników. Z kolei dyrektorowi odebrał upoważnienia finansowe i straszył go prokuratorem. Ten na znak protestu złożył rezygnację.
Obserwujemy ciąg dalszy obrzucania błotem profesora Krzysztofa Ruchniewicza.
Instytut Pileckiego był postrzegany jako narzędzie jednej partii politycznej w kreowaniu polityki historycznej. Ja jestem daleki od tego, żeby narzucać jedną wizję dziejów - mówi prof. Krzysztof Ruchniewicz, nowy dyrektor Instytutu Pileckiego.
Prof. Krzysztof Ruchniewicz, historyk i wybitny niemcoznawca z Uniwersytetu Wrocławskiego został nowym dyrektorem Instytutu Pileckiego. Prawicowi politycy od dawna mają go na celowniku m.in. za krytykę prowadzonej przez PiS "kampanii reparacyjnej" i obronę wartości demokratycznych.
Ministerstwo Spraw Zagranicznych ogłosiło, że prof. Krzysztof Ruchniewicz został powołany na stanowisko pełnomocnika do spraw polsko-niemieckiej współpracy społecznej i przygranicznej. Prawicowi politycy od dawna mają go na celowniku m.in. za krytykę prowadzonej przez PiS "kampanii reparacyjnej".
Grupa ekspertów z centrum im. Willy'ego Brandta i Konferencji Ambasadorów RP opublikowała dokument, w którym wzywa do poprawy losu żyjących ofiar nazizmu i rozliczenia prowadzonej przez PiS "kampanii reparacyjnej". Wywołali furię wśród prawicowych polityków i komentatorów, którzy naukowców wyzywają od "zdrajców" i zarzucają im "realizację niemieckiej polityki".
Prof. Krzysztof Ruchniewicz z Uniwersytetu Wrocławskiego otrzymał Nagrodę Viadriny. Laudację wygłosił dyrektor Europejskiego Centrum Solidarności Basil Kerski. W jej trakcie z sali wyszedł prof. Robert Olkiewicz, rektor UWr.
Rektor UWr Robert Olkiewicz pojechał do Frankfurtu na wręczenie prestiżowej Nagrody Viadriny prof. Krzysztofowi Ruchniewiczowi, ale wyszedł zaledwie po kilku minutach, w trakcie laudacji, bo nie spodobały mu się słowa krytyki rządów PiS.
Dla Polaków powinno być ważne, że Niemcy chcą odbudować Bundeswehrę, bo zostały do tego zobowiązane, a nie dlatego, że postanowiły zacząć się zbroić - mówi prof. Krzysztof Ruchniewicz, dyrektor Centrum Studiów Niemieckich i Europejskich im. Willy'ego Brandta.
Copyright © Wyborcza sp. z o.o.