Plany przyrodników pokrzyżowały... opady śniegu. Droga do Morskiego Oka jest zasypana, a elektryczne busy Tatrzańskiego Parku Narodowego nie są w stanie nawet rozpocząć prób. Tyle że to tylko początek problemów.
Szymon Ziobrowski, dyrektor Tatrzańskiego Parku Narodowego, w obszernym wywiadzie mówi m.in. o iluminacji krzyża na Giewoncie, wytyczeniu nowego obejścia na Orlej Perci, powrocie hybrydowych wozów konnych nad Morskie Oko, wycince w Dolinie Chochołowskiej, sztucznym naśnieżaniu stoków Kasprowego Wierchu, workach na odchody dla turystów.
Tatrzańskie Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe w okresie świątecznym nie odnotowało tragicznych wypadków wśród turystów. Co nie oznacza, że w górach jest bezpiecznie.
Turyści, którzy wybierają się zimą popularną trasą nad Morskie Oko, często zapominają o wczesnym zmroku i mrozie. Dzwonią do ratowników górskich i proszą o podwózkę, niektórzy oferują łapówkę. Równo dekadę temu, w drugi dzień świąt Bożego Narodzenia, utknęło tu około 100 osób.
- Boję się, że źle się to skończy - prezes Stowarzyszenia Przewodników Tatrzańskich Piotr Mazik opowiada o konfliktach i "czarnym przewodnictwie", ale i o codziennej pracy w górach, wypadkach na Rysach, narciarstwie na Kasprowym Wierchu czy sporze o wozy konne nad Morskim Okiem.
- Kiedy nauka "romansuje" z prywatnym biznesem, efekty mogą szkodzić zwierzętom - alarmuje Fundacja Viva! Politechnika Śląska broni swoich naukowców: - Chcieli odciążyć zwierzęta.
Zamiast raków i czekanów - piruety na lodzie. Tatrzańskie stawy dopiero zamarzły, ale już kuszą turystów do nieodpowiedzialnych eksperymentów. Internauci mówią wprost: "To nie turystyka, to igranie ze śmiercią".
Ministerstwo Klimatu i Środowiska oraz Tatrzański Park Narodowy powinny jeszcze raz przemyśleć projekt transportu turystów elektrycznymi busami nad Morskie Oko - postuluje Piotr Mazik, prezes Stowarzyszenia Przewodników Tatrzańskich. Zdaniem naczelnika TOPR masowe dowożenie ludzi w głąb Tatr powoduje większą frekwencję na dużych wysokościach, a tym samym większe zagrożenie wypadkami.
W listopadowy poniedziałek grupa 30 osób utknęła nad Morskim Okiem. Z powodu wyczerpania i panujących ciemności nie mogli wrócić na parking u wlotu doliny. Jak do tego doszło?
TPN zawiesza kursowanie busów na trasie do Morskiego Oka. Zimą ta trasa jest dla nich za trudna i niebezpieczna.
Koniec z nerwowym wypatrywaniem busa i kartkami przyklejonymi do szyb. Od przyszłego roku na trasach do Morskiego Oka i Doliny Chochołowskiej mają kursować pojazdy z lokalizatorami GPS i spełniające rygorystyczne normy emisji spalin.
Są przypadki jawnych gróźb, nawoływania do przemocy wobec nas, szowinizmu, szkalowania. Konflikt trwa zbyt długo i boję się, że źle się to skończy - o codziennej pracy w górach, "czarnym przewodnictwie", kibolach na Gerlachu, wypadkach na Rysach - opowiada w poniedziałek w "Wyborczej" Piotr Mazik, prezes Stowarzyszenia Przewodników Tatrzańskich.
Na trzy dni zostanie zamknięta Droga Oswalda Balzera, prowadząca do Morskiego Oka. Turyści, chcący wybrać się nad to najładniejsze tatrzańskie jezioro, będą musieli skorzystać z objazdów.
Po tym jak turystka kupiła dla całej rodziny fałszywe bilety od rzekomych parkingowych na drodze nad Morskie Oko, TPN ostrzega wycieczkowiczów. Opisała ich: - To było kilkanaście osób, ubranych w takie same odblaskowe kamizelki przypominające logo TPN.
Zapowiadana od kilku dni piękna pogoda na weekend zrobiła swoje - Polacy ruszyli w Tatry. Na parkingach brakuje miejsc, na szlakach tłumy.
Policjanci udzielili pomocy ukraińskiemu turyście, który boso błąkał się po Tatrach, pomiędzy dwoma polami namiotowymi taterników. Mężczyzna tłumaczył, że pił alkohol, a jego biwak zniknął i zamiast nad Morskie Oko, trafił na słowacką stronę gór.
Obłożenie w pensjonatach na poziomie stu procent, brak wolnych miejsc parkingowych w rejonie Morskiego Oka przez co najmniej trzy dni i zmasowany najazd turystów krajowych i zagranicznych. Tak ma wyglądać długi sierpniowy weekend pod Tatrami.
Naczelnik TOPR Jan Krzysztof i dyrektor TPN Szymon Ziobrowski opowiedzieli "Wyborczej" o planowanych zmianach w Tatrach. Wspólnie w tych górach pracują, ale nie we wszystkim się zgadzają.
Po opadach deszczu wozy konne znów ruszają nad Morskie Oko w Tatrach. Organizacje broniące praw zwierząt uważają, że takie kursy powinny być zakazane.
Ponad 30-stopniowy upał w górach to wyzwanie dla każdego. Widać to zwłaszcza na popularnym szlaku do Morskiego Oka. Wybrałem się tam w gorący wakacyjny dzień.
Do tego schroniska dociera najwięcej ludzi w całych Tatrach. Byli tu: papież, monarcha Wielkiej Brytanii, pierwszy zdobywca Mount Everestu. Na początku wakacji turyści zobaczą remontowany wiekowy budynek, który zmieni wygląd elewacji.
Turysta, który chce w wakacje dostać się nad Morskie Oko, trasę może pokonać wozem konnym, elektrycznym busem, albo pieszo. Taki ruch, zdaniem grupy posłów, może powodować chaos na tym najpopularniejszym szlaku w Tatrach.
"Nie mamy zastrzeżeń co do dbałości o konie. Wszystkie dopuszczono do pracy na trasie do Morskiego Oka" - przekazał lekarz weterynarii Piotr Szpotański, szef zespołu badającego zwierzęta. Z badania wycofała się prozwierzęca Fundacja Viva! domagająca się likwidacji transportu konnego na tym szlaku
Zamiast spektakularnej ulgi - niewielka korekta, ale dla niektórych osób ceny spadły nawet o 260 zł.
Od wyników tych badań zależy, które z 294 koni będą mogły pracować podczas nadchodzących wakacji na drodze do Morskiego Oka. Po raz pierwszy Fundacja VIVA je zbojkotowała.
Zaczyna się remont trasy nad Morskie Oko. W tym samym czasie wraca kolej linowa na Kasprowy Wierch i rozpoczyna się tatrzańska edukacja z przewodnikiem.
- Kiedyś z wycieczkami szkolnymi chodziliśmy na Giewont, Czerwone Wierchy czy Grzesia, teraz nawet łatwe dojście do schroniska na Ornaku czy Doliny Chochołowskiej, nie mówiąc już o Morskim Oku, jest problemem - mówi Jan Krzeptowski Sabała, przewodnik tatrzański.
W niedzielę w Wyborczej. Jan Krzysztof, naczelnik TOPR, opowiada między innymi o turystach, trudnych akcjach ratunkowych, hejcie w internecie, zmianie trasy na Orlą Perć, nowej bazie górskiego pogotowia, busach i koniach nad Morskim Okiem.
Po majówkowej wpadce z wygórowanym cennikiem Tatrzański Park Narodowy zapowiada korekty. Ceny biletów na elektryczne busy nad Morskie Oko spadną nawet o kilkadziesiąt złotych.
Przyroda w górach dostanie kilka dni wytchnienia od ludzi. Przez kilka majowych dni do dwóch najczęściej odwiedzanych miejsc w polskich Tatrach będzie można dotrzeć wyłącznie pieszo.
W ciągu trzech pierwszych dni kursowania elektrycznych busów nad Morskie Oko przewieziono tylko 40 osób - podał Tatrzański Park Narodowy. W tym czasie konne fasiągi były oblegane przez turystów - ocenili wozacy z Palenicy Białczańskiej.
Każdego dnia fotoedytorzy "Gazety Wyborczej" oglądają setki, a bywa, że tysiące zdjęć z kraju i ze świata. Tylko niewielki ułamek z nich ilustruje potem wydarzenia opisywane przez naszych dziennikarzy. Wiele wspaniałych fotografii nie ma szansy zaistnieć w serwisie Wyborcza.pl czy papierowym wydaniu "Wyborczej". A szkoda, by przepadły. Dlatego wybraliśmy dla Was zdjęcia, które nas dziś zachwyciły, zaciekawiły, zainspirowały lub po prostu wpadły nam w oko.
Tatrzańskie szlaki, Gubałówka, Krupówki, Zalew Czorsztyński czy południowa strona Tatr stały się celem nie tylko dla polskich turystów.
Tysiące turystów, dziesiątki kilometrów korków i szlak, który miał być odpoczynkiem, a okazał się logistycznym wyzwaniem. Sprawdziłem, jak wygląda majówka w najbardziej obleganym miejscu Tatr.
- Mam dobrą wiadomość, busy elektryczne wjadą w weekend majowy na drogę do Morskiego Oka - mówi Szymon Ziobrowski, dyrektor TPN. Na razie to wersja pilotażowa, realizowana przez zewnętrznego przewoźnika.
W Tatrach już wiosennie. Stawy rozmarzają, ale są tacy, którzy ryzykują wejście na cienki lód, żeby zrobić sobie zdjęcia.
Skracają sobie szlak, szukają miejsca na zrobienie zdjęcia - z różnych powodów turyści wchodzą na tatrzańskie stawy. Na tafli można zobaczyć też bawiące się bez opieki dzieci. - To nie tylko niebezpieczne i nieodpowiedzialne. To także złamanie regulaminu parku - przypomina TPN.
W maju - tuż przed wyborami prezydenckimi - mają ruszyć elektryczne busy nad Morskie Oko. Fiakrzy jeżdżący tu konnymi wozami szukają poparcia u polityków, a w PiS zastanawiają się, czy przejażdżka Karola Nawrockiego fasiągiem mogłaby wpłynąć na wynik wyborów.
Szymon Ziobrowski, dyrektor Tatrzańskiego Parku Narodowego, od maja zamierza wprowadzić elektryczne busy nad Morskie Oko. Tą trasą wciąż mają również jeździć końskie zaprzęgi.
Nieprzygotowani do górskich wycieczek turyści wciąż pojawiają się w Tatrach. Idą w śliskich sportowych butach, nie mają ciepłych ubrań. Dochodzi też do nieodpowiedzialnych wyczynów - czego doświadczyła na Kasprowym Wierchu turystka, podcięta przez zsuwającego się z góry mężczyznę.
Copyright © Wyborcza sp. z o.o.