Marynarze są wściekli, atmosfera na pokładzie statku MS "Jelenia Góra" ociera się o bunt. Pięć dni później kapitan Zbigniew Ł. znika. Jestem pierwszym dziennikarzem, który czyta akta tej sprawy schowane w mocno już pożółkłej, tekturowej teczce.
Prokurator generalny PRL Józef Żyta powołuje komisję w sprawie śmierci kapitanów statków i tajemniczych zaginięć, ale wkrótce Służba Bezpieczeństwa zabrania dziennikarzom o tym pisać.
- Kiedy usłyszeliśmy, że "Jelenia Góra" zgubiła kolejnego dowódcę, byliśmy pewni, że na tym statku coś się dzieje - wspomina emerytowany kapitan żeglugi wielkiej Roman Nowaczyński. Ale żeby rozwikłać tajemnicę śmierci kapitanów, najpierw trzeba było dogadać się z cenzurą.
Dwóch zaginionych, trzeci wyłowiony ze sztangą przywiązaną do szyi, czwarty z nożem wbitym w pierś. Reporter "Wyborczej" Adam Zadworny pisze o tajemniczych śmierciach kapitanów żeglugi wielkiej.
Nowy prezes PLO błyskawicznie stracił posadę po wpisie eurodeputowanego Janusza Lewandowskiego (PO) na platformie X, który zapytał, jak można było zatrudnić byłego esbeka.
Copyright © Wyborcza sp. z o.o.