Kiedy Jarosław wrócił do bloku, wszyscy sąsiedzi patrzyli na niego jak na ducha. Dwa miesiące wcześniej z mieszkania na Ursynowie wyniesiono rozkładające się zwłoki, które skremowano i pochowano tuż obok jego rodziców.
Rodzina 40-letniej Małgorzaty z Wrocławia przez przeszło dwa tygodnie nie została powiadomiona o jej śmierci, choć po zgonie wszczęto śledztwo.
Najpierw zmarła moja była żona, potem ojciec. W obu przypadkach sytuacja się powtórzyła - mówi pan Zbigniew o długim czekaniu na lekarza.
Starsza kobieta zmarła, wsiadając do samochodu na wrocławskich Popowicach, w czwartek przed południem. Jej ciało do wieczora nie zostało zabrane. Leżało przykryte folią częściowo w aucie, częściowo poza nim.
Mieszkaniec Przemyśla zmarł w swoim domu. Rodzina przez kilkanaście godzin szukała lekarza, który mógłby stwierdzić zgon. Dlaczego? Miasto zawarło umowę za szpitalem na cały rok na 31 wyjazdów stwierdzających zgon. Do 6 października ten limit został wyczerpany.
- Pięć minut nie wystarczy, żeby wypisać akt zgonu. A pan przyszedł za późno. Za pięć minut zamykamy urząd - usłyszał pan Grzegorz, który w piątek o godzinie 14.25 przyszedł do Urzędu Stanu Cywilnego w Krośnie.
Copyright © Wyborcza sp. z o.o.