Grupa aktywistów kilka godzin walczyła w piątek o życie dzika Henia, którego ksiądz kazał zamknąć na placu zabaw na terenie zakonu na Bemowie. W piątek wieczorem zwierzę zastrzelono.
Zwierzęta są świadome zdarzeń w otoczeniu. Mają także świadomość własnego ciała. Dzięki temu wiedzą choćby, co je boli. Mają te same co człowiek podstawowe potrzeby z piramidy Maslowa, których realizacja wpływa na ich dobrostan.
"Zaganiam dziki do lasu" - ogłosił humanoidalny robot Edward Warchocki. Internauci go uwielbiają, dyrektor Lasów Miejskich ostrzega, a policja przypomina o karze za umyślne płoszenie zwierząt.
Dziki w aglomeracjach miejskich przypominają nam o tym, że jeśli chcemy mieć piękne, zielone miasta, to będziemy je dzielili również z innymi gatunkami - mówi socjolożka.
Historię spotkania radnego miejskiego Tomasza Pituchy z dzikiem powinno się opowiadać na każdej lekcji geografii i przyrody. To w końcu wzorcowy przykład na to, jak nie należy zachowywać się w takiej sytuacji.
Wędrują przez ruchliwe ulice, podchodzą pod domy, a w śmietnikach szukają jedzenia. Dzikie zwierzęta w dużych miastach czują się jak u siebie. - Śmietniki wypełnione resztkami jedzenia to dla nich raj na ziemi - mówią specjaliści.
Rzeszowianie regularnie informują o tym, że w mieście biegają dziki. Ostatnio stado było widziane na placu zabaw na Osiedlu Staromieście Ogrody. Jeszcze w sierpniu została wydana decyzja na odstrzał redukcyjny 40 dzików.
Dziki w Rzeszowie to problem, który przybiera na sile. Niedawno biegały po bulwarach nad Wisłokiem, a ostatnio zryły plac zabaw na osiedlu Staromieście. - Nie musimy jeździć do lasu, żeby zobaczyć dziki, bo one spacerują między blokami na Staromieściu. Z tym trzeba w końcu coś zrobić - oburza się jeden z mieszkańców, obawia się o bezpieczeństwo dzieci.
W czwartek rano spore stado dzików pojawiło się nad Wisłokiem w Rzeszowie, przy boiskach treningowych Stali Rzeszów.
Mieszkańcy Cytadeli regularnie zgłaszają problem z pojawiającymi się w okolicy dzikami. Na poniedziałek służby zaplanowały zajęcie się zwierzyną, ale akurat wtedy dziki nie przyszły.
Poznaniacy skarżą się, że od miesięcy dzików nie ubywa, że stanowią zagrożenie, miasto nie odpowiada na ich wezwania, a jeśli już służby przyjeżdżają, to po to, by przegonić zwierzęta. - Podejmiemy kroki prawne. Miasto się na nas wypięło - mówią mieszkańcy dzielnicy Rataje.
Rozpoznanie migracji dzików w mieście ma pomóc z problemem nadmiernej populacji. Eksperci podkreślają jednak, że to zaledwie połowa rozwiązania, a najważniejsze zadanie leży po stronie mieszkańców. - Niestety, stworzyli dzikom bardzo dobrą stołówkę - mówi Mieczysław Broński, dyrektor Zakładu Lasów Poznańskich.
Wydział Zarządzania Kryzysowego i Bezpieczeństwa Miasta Poznania uważa, że to jedyny sposób, by dzików było w mieście mniej.
Tysiące zgłoszeń, kolizji oraz incydentów każdego roku nie zniechęcają niektórych poznaniaków w dalszym dokarmianiu dzików. - Robimy krzywdę sobie i dzikom - mówi Witold Rewers, dyrektor Wydziału Zarządzania Kryzysowego i Bezpieczeństwa.
2522 zgłoszenia, 1350 kolizji, 459 odstrzelonych dzików - to statystki z ubiegłego roku. Mieszkańcy skarżą się na rozryte trawniki i zniszczone skwery. Za szkody pozostawione w mieście przez dziki nikt nie chce płacić.
Do Zielonej Góry dotarł wirus ludzkiego okrucieństwa - mówi artysta Vasilisa Nezabarom i wbija w mieście kontrowersyjne tablice. Ostrzega dziki przed ludźmi.
- Dzik to inteligentne zwierzę i w końcu zorientuje się, że blisko ludzkich osiedli jest bezpieczniejszy niż w lesie - mówi Kamil Polański, łódzki leśnik. Do niedawna dziki w Łodzi odławiano, ale teraz nie ma już gdzie ich wywozić.
Copyright © Wyborcza sp. z o.o.