Strajkowali przez 41 dni. - To była droga cierniowa. A jednak nikt się nie złamał. Obnażyliśmy problemy, które dotyczą całego państwa. Nic nas nie złamało - mówią związkowcy.
Zdesperowani pracownicy gnieźnieńskiej firmy produkcyjnej wyszli na ulicę miasta. Planują protest pod ambasadą Niemiec w Warszawie. Tymczasem ich pracodawca oskarża o działania kampanijne polityków, którzy wspierają strajkujących.
Firma zachowuje się, jakby była państwem w państwie i wprowadza stan wyjątkowy według praw wymyślonych przez siebie. Apelujemy o pilną interwencję w celu wpuszczenia na zakład przewodniczącego związku - krzyczą strajkujący.
- Skoro przez osiem miesięcy nie udało nam się wypracować dobrej oferty dla załogi, to innym sposobem niż strajk, zarządu do swoich postulatów nie przekonamy - uważa Mariusz Piotrowski, przewodniczący związkowców w gnieźnieńskiej firmie produkcyjnej Jeremias.
- Mimo zwolnienia Mariusza, szefa naszego związku, byliśmy gotowi przystąpić do rozmów z pracodawcą przy udziale mediatora. Ale nic nie udało się przeforsować - mówią pracownicy firmy Jeremias.
Pracownicy kolejnej wielkopolskiej firmy wywalczyli lepsze warunki pracy. Trwający ostatnie tygodnie spór zbiorowy w spółce Jeremias z Gniezna jest na finiszu. W piątek ma zostać podpisane porozumienie. - Kluczem do sukces była solidarność i zjednoczenie pracowników - mówią związkowcy.
- Nie tylko w naszym, ale też w interesie firmy jest, by negocjacje zakończyły się powodzeniem. Ludzie czekają tylko na decyzję, co dalej. Inaczej chcą zmienić pracę - mówią związkowcy z firmy Jeremias z Gniezna. Od początku miesiąca trwa tam spór zbiorowy z zarządem.
Przy pierwszej próbie negocjacji ze związkowcami polski zarząd niemieckiej spółki Jeremias w całości odrzucił postulaty pracowników. - Nie odpuszczamy. Przechodzimy do kolejnego etapu - mówi Inicjatywa Pracownicza.
Wiceprezes polskiego zarządu spółki Jeremias z Gniezna zapewnia, że oczekiwania związków zawodowych są zbieżne z planami firmy. Inicjatywa Pracownicza ma nadzieję, że spór zakończy się negocjacjami, a nie strajkiem. Szansę widzą w rozmowach z niemieckim zarządem.
W czasie pandemii usłyszeli, że mają się cieszyć, że w ogóle mają pracę. Dziś pracownicy firmy Jeremias z Gniezna chcą zawalczyć o swoje prawa. Domagają się podwyżek o 20 proc., dodatku stażowego, umów o pracę, rzetelnego rozliczania nadgodzin, a przede wszystkim godnego traktowania.
Copyright © Wyborcza sp. z o.o.