Niewiele jest serii - a już zwłaszcza w kinie grozy - które przez lata potrafią utrzymać w miarę równy poziom. Czy po siódmej części do tego grona wciąż należy "Krzyk"?
Czy po śmierci Wesa Cravena kręcenie "Krzyków" ma jeszcze sens? Okazuje się, że tak. A bez bohaterki, na której od początku opierała się seria, nawet większy.
Copyright © Wyborcza sp. z o.o.