Timothée Chalamet w filmie "Wielki Marty" serwuje nam bezczelną popisówkę talentu i aktorskiej gorliwości, udowadniając, że w byciu prymusem nie ma nic obciachowego. Aktor właśnie otrzymał za tę rolę Złoty Glob i wiele wskazuje na to, że jest już na ostatniej prostej w drodze po pierwszego Oscara.
Jaka byłam kiedyś? Nieśmiała, raczej introwertyczka. Nie wierzyłam, że mam jakieś talenty. Zawsze mi trochę brakowało do tych najlepszych. Teraz, po zdiagnozowanej chorobie Parkinsona, często mówię: "I'm good enough".
Copyright © Wyborcza sp. z o.o.