Wróciła moda na wyprawy do wraku promu, przeciwko którym kiedyś protestowali Szwedzi. W przeszłości nie wszystkie takie nurkowania kończyły się dobrze.
Kapitan Andrzej Ułasiewicz i jego żona są prawdziwi, podobnie jak upleciona ze sznurka kukiełka, a wiceminister Kowalik, którego w rzeczywistości nie było, wiarygodnie ustala zakłamaną wersję największej katastrofy morskiej w powojennej Polsce.
- W zatonięciu promu "Jan Heweliusz" jest o wiele więcej tajemnic niż w innych katastrofach morskich. A za tym wszystkim stoją decyzje o charakterze politycznym - mówi kpt. Marek Błuś, specjalista w sprawach żeglugi i ratownictwa na morzu.
Czytelnicy wybrali "Heweliusza" Adama Zadwornego spośród 27 książek zgłoszonych do tegorocznej edycji Nagrody Literackiej "Jantar".
Imponujące rozmachem sceny morskiej katastrofy, wciągające wątki sądowe i rodzinne, wiarygodne oddanie realiów lat 90., a do tego - wspaniałe aktorstwo. Pierwsze odcinki nowego serialu Netfliksa zrobiły na specjalnych pokazach w Szczecinie i Gdyni ogromne wrażenie.
Zatonięcie promu "Jan Heweliusz" na Bałtyku to w scenariuszu Netfliksa serial o mechanizmie powstawania oficjalnego kłamstwa i o katastrofie moralnej Polski czasów transformacji ustrojowej.
Najpierw PRL, a potem III RP i ich instytucje morskie przymykały oko na stan techniczny promu "Jan Heweliusz". Po tragedii skrywano prawdę o jej przyczynach, więc teorie spiskowe padały na podatny grunt.
Z jednej strony tragedia tonącego promu, z drugiej tragedia ludzi, którzy zostali. Na festiwalu Nowe Horyzonty zobaczyliśmy sceny z serialu Netfliksa "Heweliusz". Jest na co czekać.
"Heweliusz", nowy serial twórców "Wielkiej wody", doczekał się pierwszego zwiastuna. Nie zdradza on wiele, ale mówi wszystko.
Gdy po trzech dekadach spojrzałem na tę historię, trudno było mi się oprzeć wrażeniu, że to opowieść o serii zatajonych wypadków i poważnych awarii, które układają się w samospełniającą się przepowiednię - mówi Adam Zadworny, autor książki o katastrofie promu Jan Heweliusz.
Ratownicy z niemieckich śmigłowców spuszczali rozbitkom z "Heweliusza" linki, które ludzie w wodzie chwytali, ale nie mieli dość siły, by zgrabiałymi dłońmi zapiąć klamry pasów. Zamarzali dosłownie na oczach bezsilnych załóg śmigłowców.
Osobiste przedmioty jednego z członków załogi promu "Heweliusz" trafiły do Narodowego Muzeum Morskiego w Gdańsku. Jest wśród nich kombinezon ratunkowy, który uratował życie drugiemu elektrykowi.
Copyright © Wyborcza sp. z o.o.