- Jestem w Norwegii i będę zarabiała w zakładzie przetwórstwa ryb, bo już nie dałam rady finansowo - pisze redaktorka, która pracowała w dużym polskim wydawnictwie książkowym.
Jestem w uprzywilejowanej sytuacji. Mam wyrobione nazwisko i osoby, z którymi współpracuję, wiedzą, że nie warto do mnie dzwonić z propozycją zredagowania strasznego chłamu, a po drugie, mam zaplecze finansowe w postaci męża.
Redaktor czy redaktorka? Naczelne krzyżują pióra
Copyright © Wyborcza sp. z o.o.