- Niektóre organizacje, nazywające się ekologicznymi, bardzo szybko zapominają o zagrożeniu powodziowym - uważa prezes Wód Polskich Przemysław Daca.
Administrująca nim Agencja Rewitalizacji Starówki zleciła wykonanie takiej analizy Instytutowi Badawczemu Dróg i Mostów.
...kawą i pączkami. Śmiałkowie płyną całą Wisłą, od źródeł do ujścia. Akcję dla chorego chłopca wspiera Fundacja "Sprzymierzeni z GROM".
Obejrzyjcie zdjęcia Piotra Hejke.
Chcecie obejrzeć wyjątkowe triki? Przyjdźcie w okolice molo. W sobotę zostanie rozegrana pierwsza runda Mistrzostw Polski Skuterów Wodnych. Wstęp bezpłatny.
Porwałabym jakiegoś decydenta, żeby zażył tego bycia na wodzie. Popłynęłabym z nim w deltę Wisły, gdzie tereny są mało zaludnione, podmokłe, wszędzie trzciny - to jest właśnie dzika Wisła, o którą powinniśmy walczyć. W Europie przywraca się rzeki do stanu naturalnego. W Polsce - odwrotnie. Rozmowa z Ewą Ciepielewską, malarką i aktywistką proekologiczną
Widać uszkodzenia na molo, podporze mostu Solidarności, wiacie gastronomicznej i placu zabaw, budynku Płockiego Towarzystwa-Wioślarskiego. To bilans skutków lutowego zatoru na Wiśle. Przygotowano apel do premiera.
Sprawą zajmowała się specjalnie powołana komisja. W przypadku infrastruktury na bulwarach i samych bulwarów miasto ma zamiar skorzystać z polisy ubezpieczeniowej.
Już dwa pokolenia Polaków żyją z tamą we Włocławku. Przyzwyczailiśmy się do Wisły bez ryb wędrownych i zagrożenia powodziami zatorowymi w okolicach Płocka. Niestety, zamiast naprawiać błędy, rozebrać tamę i pozwolić Wiśle płynąć, mamy zamiar popełniać kolejne - budując następną zaporę. Tym razem w Siarzewie - pisze specjalnie dla "Wyborczej" Katarzyna Karpa-Świderek, rzeczniczka Fundacji WWF Polska.
Płocczanie i mieszkańcy okolic obawę przed powodzią mają wdrukowaną w swoje DNA. Jak wszyscy, którzy od pokoleń żyją nad rzeką. Po zimach bez mrozów Wisła w ostatnich dniach pokazała, że z nią nie ma żartów.
To zdarzyło się całkiem niedawno - skuta lodem Wisła wciąż jeszcze straszyła, gdy Straż dla Zwierząt zaalarmowała: - Na wiślanej kępie uwięzione jest porzucone bydło. Nie może się stamtąd wydostać.
Inwestycje miejskie nad Wisłą były ubezpieczone przed skutkami powodzi i zalaniem. W przypadku infrastruktury na bulwarach i samych bulwarów będziemy, jako gmina, korzystać z polisy ubezpieczeniowej - mówi Konrad Kozłowski z referatu informacji miejskiej w płockim ratuszu.
Podczas konferencji prasowej Mariusz Bieniek dodawał: - Próbowano z nas zrobić ludzi niepoważnych, którym nie chodzi o bezpieczeństwo, tylko takich, którzy dla lansowania się chcą akcji lodołamania.
Zrobiliśmy je w poniedziałek około południa.
Na wszelki wypadek pozostaną tam w stanie gotowości - informował w poniedziałek prezes Wód Polskich Przemysław Daca.
Wciąż jeszcze w mieście obowiązuje pogotowie przeciwpowodziowe.
Pracujące tam statki rozbijają je na mniejsze i udrażniają rynnę dla bezpiecznego spływu - informują Wody Polskie. Dodają, że "poziom wód zaczął opadać, co zostało od razu potwierdzone i odnotowane na wodowskazie w Kępie Polskiej".
Operacja lodołamania trwa. W czwartek w rejonie Kępy Polskiej rozlokowano żołnierzy z 2. Pułku Saperów.
- Cel osiągnięty, najgroźniejszy siedmiokilometrowy zator rozbity, lodołamacze dopłynęły do Płocka - komentował prezes Wód Polskich Przemysław Daca. Co dalej? Znów wyścig z czasem - w perspektywie 40 km lodu w kierunku Wyszogrodu.
Rano z Włocławka wypłynęło 10 jednostek, które już wczoraj przebiły się przez najtrudniejszy fragment zatoru.
Wiadomością dnia jest, że lodołamaczom udało się przebić przez siedmiokilometrowy - i oceniany jako najgroźniejszy - zator w Woli Brwileńskiej. Oraz że w środę powinny one dopłynąć do Płocka - do starego mostu pozostało im 3,7 km. Ale uwaga - zbyt daleko w górę rzeki już się raczej nie zapuszczą.
Tak było również we wtorek, gdy w Wykowie w sąsiadującej z Płockiem gminie Słupno dziury w wałach musieli zabezpieczać druhowie z czterech aż Ochotniczych Straży Pożarnych: w Słupnie, Gulczewie, Miszewku Strzałkowskim i Mijakowie.
Oto ujęcia z okolic Woli Brwileńskiej. To tam lodołamacze zmagały się z największym zatorem. Od ich skuteczności zależał los wielu miejscowości leżących przy Wiśle.
Być może z jego usterką poradzą sobie fachowcy z Polski i nie trzeba będzie czekać na tych z Niemiec. Gdyby tak się stało, "Orkan" mógłby znów wypłynąć na rzekę za parę dni.
Przemysław Daca zdecydował o wysłaniu spod Gdańska kolejnych dwóch lodołamaczy. W okolicy Włocławka powinny być w niedzielę.
- W piątek na rzece pracowało nie sześć, jak dotąd, a osiem lodołamaczy. Żadnego z nich nie wycofujemy ze służby - mówi rzecznik prasowy Wód Polskich.
Mowa o dyrektorze wchodzącego w skład Wód Polskich Zarządu Zlewni we Włocławku. Waldemar Kuta jeszcze kilka dni temu brał udział - m.in. z wojewodą mazowieckim - w posiedzeniu sztabu kryzysowego w płockim starostwie.
- Największym niewypałem PRL-u jest zapora we Włocławku, która piętrzy wodę aż do Płocka. To powoduje tworzenie się niebezpiecznych zatorów lodowych - mówi Przemek Pasek z fundacji "Ja Wisła". Zobacz wideo.
Akcja lodołamania odbywa się na odcinku Dobrzyń-Nowa Wieś i jest połączona z przepuszczaniem pokruszonej kry przez zaporę we Włocławku - informują Wody Polskie.
Jak informują Wody Polskie, w okolicy Kępy Polskiej utrzymuje się stan ostrzegawczy, wodowskazy nie wykazują trendu wzrostowego. Za to w Wyszogrodzie pokazują stan alarmowy, ale wody ubywa.
Coraz więcej osób - zapewne niesionych ciekawością - postępuje dość nieroztropnie, czy to na lewym, czy prawym brzegu rzeki.
Wiceprezes Wód Polskich Krzysztof Woś zapewniał w poniedziałek, że dane meteorologiczne wskazują, że nie będzie to jednak długa przerwa. Jak dotąd powstała rynna, którą będzie można dotrzeć szybciej do pierwszego zatoru "który mamy zidentyfikowany poniżej Płocka".
Dzień zaczął się od odprawy Wód Polskich - rano zapadła decyzja, że akcja lodołamania na Wiśle będzie kontynuowana. Silniki odpaliło sześć lodołamaczy.
Statkom udało się w takiej sytuacji dotrzeć jedynie do Dobrzynia nad Wisłą. Stamtąd wróciły do Włocławka. Akcja lodołamania ma być kontynuowana w niedzielę.
Od sobotniego przedpołudnia bierze w niej udział sześć jednostek, w tym dwie najnowsze: Sokół i Orkan, dla których to pierwsza tak poważna akcja. W gotowości czekają jeszcze dwie kolejne. Pogoda zdaje się im sprzyjać.
Powraca pytanie o systematyczne pogłębianie Wisły. Prezes Wód Polskich zapewnia, że jest nawet lepiej niż przed powstaniem tej instytucji, z kolei prezydent Płocka pokazuje dane i zdjęcia. - Liczby mówią same za siebie - mówi.
Tyle tych problemów i na świecie, i u nas... Nie dość, że epidemia, to jeszcze to - załamuje ręce mieszkaniec Nadwiślańskiej w Płocku.
Akcja - według planu - rozpoczęłaby się w sobotę rano. - Widać, że troszeczkę zmieniono zdanie. Wszystko wskazuje na to, że te lodołamacze jednak ruszą - mówi miejski radny Tomasz Kominek. - Trzeba trzymać kciuki, aby ten plan się powiódł.
Z wydanego po posiedzeniu komunikatu wynika, że w rejonie Płocka jest obecnie kilka stale monitorowanych przez Państwową Straż Pożarną punktów, gdzie może dojść do podtopień.
Copyright © Wyborcza sp. z o.o.