Kiedy M. zaczęła prostować swoje życie, by odzyskać córkę i synka z białostockiego domu dziecka, z sądu dowiedziała się, że jej kilkuletni syn był krzywdzony przez innego wychowanka. Dyrektorka placówki o niczym jej nie informowała, a po naszych pytaniach zaczęła ograniczać matce kontakt z dziećmi. Sprawą nieprawidłowości w domu dziecka zajęła się prokuratura.
Dyrektorka domu dziecka nie powiadomiła M., że jej syn był tam krzywdzony przez innego chłopca. Matka dowiedziała się o tym dopiero z sądowego pisma. Kiedy chciała wyjaśnić sprawę, usłyszała, że ma wpłacić 10 tys. zł na fundację charytatywną.
Copyright © Wyborcza sp. z o.o.