Wśród inspektorów weterynarii wrze. Jedni zarzucają, że doszło do niegodziwych transakcji na stanowiska. Inni wypominają, że porozumienie zostało złamane i stąd cała awantura.
"To, co budowane było latami, ogień zabrał w kilka chwil. Razem możemy sprawić, że nadzieja, dom i możliwość dalszego niesienia pomocy zwierzętom wróci" - piszą przyjaciele poszkodowanej w pożarze rodziny weterynarzy.
- Nasza uczelnia współpracuje z wieloma prestiżowymi uczelniami z Europy i USA, jednak uniwersytet na Arubie nie jest jedną z nich - mówi prof. Andrzej Miążek, przewodniczący rady naukowej weterynarii na Uniwersytecie Przyrodniczym we Wrocławiu.
"Nie mamy zastrzeżeń co do dbałości o konie. Wszystkie dopuszczono do pracy na trasie do Morskiego Oka" - przekazał lekarz weterynarii Piotr Szpotański, szef zespołu badającego zwierzęta. Z badania wycofała się prozwierzęca Fundacja Viva! domagająca się likwidacji transportu konnego na tym szlaku
Kochamy zwierzęta. Ale rozumiem dlaczego miłośnicy zwierząt obawiają się je adoptować - pisze czytelniczka.
Zaczyna brakować rąk do pracy. - Starsi odchodzą na emeryturę, dla młodych ta praca nie jest atrakcyjna. Niektóre stawki są niższe niż 20 lat temu - mówi Bartosz Woźniak, prezes Stowarzyszenia Urzędowych Lekarzy Weterynarii.
Łukasz Litewka to poseł z Sosnowca znany z organizacji charytatywnych zbiórek pieniędzy. Teraz zbiera na Zwierzobusa, ale do akcji wkroczyła Krajowa Izba Lekarsko-Weterynaryjna.
O łódzkich aferach weterynaryjnych było głośno w całym kraju. Na jakim etapie jest ich rozliczanie?
- Pies sąsiadki dokładnie w tym samym czasie miał tak silne zatrucie, jak mój, podobnie jeszcze inny z bloku obok. To musi budzić podejrzenia - mówi pani Katarzyna.
Rozpoczyna się wiosenne badanie koni, pracujących na drodze do Morskiego Oka. Przez trzy dni przebadanych zostanie 300 zwierząt, które przewożą turystów. Od wyników tych badań zależy, czy poszczególne konie będą mogły pracować podczas nadchodzących wakacji.
Atmosfera jest fatalna, lekarze urzędowi żyją w stresie, obawiają się, że z dnia na dzień zostaną skierowani do pracy w inne miejsce lub odwołani - mówi osoba związana z branżą weterynaryjną w województwie łódzkim. - Tak się nie da pracować.
Kieleckie służby weterynaryjne ostrzegają przed groźbą zakażenia kotów domowych ptasią grypą i wirusem H5N1. - Zgłoszeń jest mniej, ale wciąż trzeba zachować czujność - apeluje specjalista.
Odkąd w kraju zrobiło się głośno na temat ptasiej grypy, która zbiera żniwo wśród kotów, blady strach padł na kociarzy. Na forach i w mediach pojawiła się masa wpisów i artykułów w tym temacie. Czy właściciele kotów w Lubuskiem mają się czego obawiać?
Tak bezpardonowy atak na naszą grupę zawodową musi spotkać się z naszą zdecydowaną reakcją, dlatego wzywamy Ministra Rolnictwa do niezwłocznego podjęcia rozmów ze środowiskiem wyznaczonych lekarzy weterynarii lub zaniechania dalszych prac nad procedowaniem rozporządzenia z 20 maja - piszą lekarze weterynarii w liście otwartym do ministra rolnictwa.
Copyright © Wyborcza sp. z o.o.