Od lutego MEN nie pokazuje rekomendacji ekspertów w sprawie zadań domowych. Dotarliśmy do tego dokumentu. - Ten kompromis, być może zgniły, to efekt naszych dyskusji. Nie byliśmy zgodni - przyznają autorzy.
Ministra edukacji Barbara Nowacka przekonuje, że "widać pozytywny efekt likwidacji prac domowych", bo młodzież ma więcej czasu. Jednak część nauczycieli i ekspertów ma inny pogląd: - Nie wyobrażam sobie uczenia bez pracy między lekcjami - podkreśla jeden z nich.
Pełna nazwa pracującej nad reformą edukacji jednostki to Instytut Badań Edukacyjnych - Państwowy Instytut Badawczy. Należałoby go nazwać Instytutem Błędów Edukacyjnych, a rozwinięcie z litości pominąć.
Większość nauczycieli twierdzi, że dzieci mają więcej czasu i mniej stresu, ale jednocześnie osłabła wśród uczniów motywacja do samodzielnego uczenia się. To wnioski z ewaluacji ograniczenia zadań domowych.
Eksperci wypracowują rekomendacje dla MEN. - Jeszcze nie doszliśmy do konsensusu - przyznają. Ale wstępne pomysły już są, choćby ten, by za prace domowe były oceniane - ale nie na stopień.
Na powrót prac domowych do szkół liczy przeważająca większość nauczycieli. Mówią: - Bez tego umiejętności uczniów lecą na łeb, na szyję.
- Czasem zwykłe pytanie zadane podczas spaceru albo wspólne gotowanie uczy więcej, niż pięć stron wypełnionych w zeszycie ćwiczeń. Zadania domowe mają sens wtedy, gdy służą dziecku, a nie systemowi, oczekiwaniom dorosłych - mówi psycholożka.
Nie potrafimy dzieci nauczyć systematycznej pracy samodzielnej. Nie umiemy motywować ich pozytywnie. Zadawanie kilkunastu ćwiczeń z biologii tego nie załatwi, to nie nauka, a odtwórcze odfajkowanie normy do wyrobienia.
- My nie oceniamy zasadności tych zmian, a proces ich wprowadzenia - zaznacza Anna Schmidt-Fic z Wolnej Szkoły. W raporcie aktywiści pytają m.in., dlaczego z ok. 300 opinii MEN opublikowało tylko 30.
Czy ograniczenie zadań domowych to "zamach na wolność młodych Polaków", jak ocenia autorka reformy likwidującej gimnazja Anna Zalewska? - Trzeba znać umiar - komentuje działaczka Wolnej Szkoły i tłumaczy, dlaczego ten pomysł wzbudził kontrowersje w środowisku.
Nauczyciele i nauczycielki od połowy kwietnia nie będą zadawać prac domowych na ocenę. W przypadku najmłodszych dopuszczalne będą tylko prace związane z ćwiczeniem ręki czy nauką wiersza.
Ministerstwo Edukacji zapowiada zmiany związane z rezygnacją z obowiązkowych zadań domowych. Wśród dyrektorów opolskich szkół zdania są podzielone, ale wszyscy podkreślają, że do takich zmian należy podchodzić ostrożnie. Przede wszystkim dlatego, by nie stracili na tym sami uczniowie.
W projekcie rozporządzenia o zadaniach domowych znalazł się też zapis o ocenach z religii i etyki. Mają się nie wliczać do średniej. Konsultacje projektu potrwają miesiąc.
Ministra edukacji Barbara Nowacka zapowiada szkołę bez prac domowych. - Ostatnio usłyszałam, że "nauczyciele dostali podwyżki, a nie chce im się sprawdzać zadań". Myślę, że zdecydowanie większy problem z pracami domowymi ma społeczeństwo niż sami nauczyciele - komentuje wicedyrektorka wrocławskiej podstawówki.
- Oczekujemy, że będzie to rzetelnie przedyskutowane. O ocenianie zadań domowych jest dużo pretensji, ale niektórzy uczniowie chcieliby np. napisać esej, żeby poprawić sobie ocenę - mówi Marek Pleśniar z OSKKO. I podkreśla, że bez nauczycieli niczego w szkole się nie zmieni. - Należy ich wysłuchać - dodaje.
- Fizykę praktycznie robię sama w domu. Korepetycje z matematyki mam dwa razy w tygodniu. Dawno nie obejrzałam żadnego serialu, a książki czytam w łóżku, tuż przed snem - opowiada uczennica pierwszej klasy jednego z poznańskich liceów.
- Przez kilkanaście ostatnich lat dorzucano na ten edukacyjny okręt coraz cięższe elementy. I nikt z tych, którzy dorzucali, nie patrzył na stan zanurzenia okrętu - mówią nauczyciele. Ale przyznają, że zapowiedź ograniczenia zadań domowych, nie likwidacji, uspokoiła ich.
Copyright © Wyborcza sp. z o.o.