Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Uliczka, przy której mieszkam, wygląda trochę jak ta u Astrid Lindgren w "Dzieciach z Bullerbyn". Malutka, wąziutka, nieco na odludziu, ale przytulna. Po jednej stronie, nieparzystej, stoi kilka domków. Mieszkają w nich tzw. rodziny wielopokoleniowe. Rodziny z domków mają po dwoje, troje dzieci, albowiem obecność dziadków, bezustannie domagających się wnuków, sprzyja niefrasobliwym zachowaniom oraz prokreacji.

Po przeciwnej stronie ulicy, parzystej, kilka lat temu deweloper wybudował blok czteropiętrowy składający się z malutkich mieszkań dwupokojowych oraz kawalerek, czyli po naszemu - apartamentowiec. Wynajmują je głównie młodzi pracownicy pobliskiej Ikei, którzy pobrali się w epoce, w której Polska miała być zieloną wyspą i o mało nie zakwitła. Mieszkanka mają ciasne, w przeciwieństwie do portfeli, w których wiele by się jeszcze zmieściło. Może dlatego większość małżeństw jest bezdzietna lub ma po jednym dziecku. I nie jest to przypadek, lecz efekt planowania wydatków, przyszłości i rodziny. Jakieś znaczenie może mieć też fakt, że do najbliższego przedszkola jest pięć kilometrów.

Sąsiedzi z dwu stron ulicy są dla siebie mili i uczynni, chociaż ostatnio pojawiają się docinki.

Wszystko zaczęło się od dyskusji, komu przysługuje 500 zł na dziecko. Dyskusje te są przy tym tak finansowo zdeterminowane, że gdy mieszkanki domków wychodzą na spacer, to sąsiedzi z przeciwka w dziecięcych wózkach widzą dokazujące pięćsetki, a u dziewczyny z końca ulicy wrzeszczy, ich zdaniem, cały tysiąc.

Rodzice jedynaków z tzw. apartamentowca twierdzą, że powinno być u nas jak w Niemczech, na pierwsze dziecko też.

- Jedno dziecko się nie liczy - odpowiadają z wyższością mieszkańcy domków.

- No jak to się nie liczy? - dopytują ci z parzystej strony. - Jak dziecko może się nie liczyć? Czy dziecko to jakaś skucha jest, żeby się nie liczyło? Do tej pory podczas rozmów o zakładaniu rodziny mówiono, że wygląd się nie liczy, wiek się nie liczy, a nawet rozmiar, ale żeby dziecko?

- No bo pierwsze się nie liczy - wyjaśniają ci z domków. - Dopiero drugie.

- Cóż z tego, że pierwsze? - pytają rodzice jedynaków. - Chrystus też był pierwszy, a czy to znaczy, że Józef z Nazaretu, opiekun Świętej Rodziny, małżonek Marii, w Polsce katolickiej 500 zł na Jezuska by nie otrzymał?

- Ano, by nie otrzymał.

Od zamierzchłych czasów pierworodny liczył się najbardziej - to on przejmował po ojcu zwierzchnictwo nad rodziną, dziedziczył gospodarstwo. Kościół przez stulecia prowadził dysputy teologiczne, jak może się odnaleźć w życiu potomstwo następne, skoro nigdy nie osiągnie tego uprzywilejowanego statusu. Aż tu nagle polski parlament zatwierdza program 500 plus i tysiącletnie zaniedbania zostają wyrównane, a stuletnie dysputy stają się bez znaczenia.

Rząd nasz idzie w słusznym kierunku i zgodnie z wartościami, bo w Biblii synowie pierworodni też mieli przechlapane. Dziesiąta plaga egipska dotykała na ten przykład tylko ich.

Aby nie być jednostronnym, chciałbym zauważyć, że Adam i Ewa po wygnaniu z raju jednak dostaliby w Polsce całe tysiąc złotych. Na Abla i Seta. Tylko Kain by nic nie dostał, co może tłumaczyłoby jego niechęć do młodszego brata.

* PIOTR ADAMCZYK - ur. w 1958 r., pisarz, z wykształcenia filozof, z zawodu dziennikarz. Autor kilkuset felietonów oraz reportaży. Publikował m.in. w "Polityce", "Wprost" i "Pulsie Biznesu". W latach 1997-2001 redaktor naczelny największego dolnośląskiego dziennika "Słowo Polskie". Laureat nagród za reportaże i autor kilkudziesięciu opowiadań drukowanych na łamach czasopism. Opublikował powieści "Pożądanie mieszka w szafie" (2012) oraz "Dom tęsknot" (2014).

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.