Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
O agencjach ratingowych, zwłaszcza tych skupionych w ramach "wielkiej trójki" S&P, Fitch oraz Moody's, słychać zawsze, gdy w światowej gospodarce źle się dzieje. Wszyscy słyszeliśmy o śmieciowych ratingach, czyli znikomej wiarygodności, najbardziej zadłużonych krajów strefy euro. Obecnie na tapecie USA - największa gospodarka świata borykająca się jednak od kilku lat z rosnącym długiem publicznym oraz spowolnieniem gospodarczym jako głównymi efektami globalnego kryzysu. Mimo to amerykańska gospodarka wciąż uznawana jest za jedną z najbardziej wiarygodnych na świecie, na co dowodem jest najwyższy możliwy rating inwestycyjny AAA.

Oprócz USA taki sam poziom ratingu według agencji Standard & Poor's oraz Moody's ma jeszcze 16 innych krajów. Na liście znajdują się zarówno państwa uznane, jak i malutkie kraiki. Lista jest zdominowana przez reprezentantów Europy. Według agencji najwyższy możliwy rating mają więc: Austria, Dania, Finlandia, Francja, Niemcy, Luksemburg, Holandia, Norwegia, Szwecja, Wielka Brytania, Szwajcaria oraz... położona nieopodal Irlandii wyspa Man - terytorium zależne Wielkiej Brytanii.

Spoza Europy na liście figuruje zaś tylko pięć państw: oprócz USA Australia, Kanada, Nowa Zelandia i Singapur. Papiery dłużne tych krajów są uznawane za najbezpieczniejsze, choć w czołówce rankingu próżno szukać USA. Według zestawienia CNN porównującego rentowność pięcioletnich obligacji najbardziej rentowne są w tej chwili papiery dłużne Norwegii, następne w kolejności są: Szwecja, Szwajcaria, Finlandia, Holandia i Australia.

Co im daje najwyższy rating?

Przywilejów związanych z wysokim poziomem wiarygodności jest kilka. Najważniejszy z nich jest taki, że kraje te mogą spokojnie zapożyczać się na bardzo niskim poziomie oprocentowania. - Wysoki rating to informacja dla inwestorów, którzy zamierzają kredytować dany kraj, że jest to kredytobiorca wiarygodny, który spłaci swoje zobowiązania w terminie. To bardzo istotna informacja dla rynków - komentuje Mateusz Szczurek, główny ekonomista ING.

Jednak pod adresem agencji ratingowych pada wiele krytycznych uwagi. Zarzuca się im m.in. brak przejrzystych reguł oceniania, konflikt interesów, czyli świadczenie usług dla podmiotów, które same oceniały, a także niebranie pod uwagę wszystkich składowych dotyczących danego kraju lub instytucji. Zarzuca się im także to, że nie przewidziały kilku ostatnich dużych kryzysów finansowych, a więc wybuchu bańki internetowej, bankructwa Enronu w 2001 roku, kryzysu w 2008 roku czy też fatalnej sytuacji Grecji, która znalazła się na krawędzi bankructwa.

Szczurek odpiera te zarzuty: - Oceny agencji ratingowych nie różnią się od oceny rynkowej. Badaliśmy to zagadnienie i wyszło nam, że informacje agencji dość wiernie odzwierciedlają rzeczywistą sytuację na rynku. Ale z agencjami jest inny problem. Mają one dużą moc sprawczą, to znaczy ich decyzje i oceny powodują konkretne implikacje. Dzieje się tak np. poprzez układ nadzoru lub odpowiednie przepisy i regulacje, które ma też część banków centralnych. Na przykład bardzo długo także w Polsce obowiązywały przepisy, według których bank centralny nie mógł inwestować w papiery poniżej ratingu o danej wartości.

USA na świeczniku. Co będzie, jak im obetną?

W ostatnich dniach z powodu zawieruchy w amerykańskim Kongresie uwaga całego świata i agencji ratingowych skupiona była wokół USA. Ostatecznie katastrofy udało się uniknąć: Republikanie i Demokraci dogadali się na temat zwiększenia limitu zadłużenia kraju przed 2 sierpnia - terminem ostatecznym, po którym amerykańska administracja nie miałaby pieniędzy na wypłatę świadczeń, emerytur i wynagrodzeń dla pracowników sfery budżetowej. Sytuacji w USA z niepokojem przyglądały się agencje ratingowe, które groziły Ameryce palcem w przypadku braku osiągnięcia kompromisu.

W środę okazało się, że dwie największe agencje - Fitch oraz Moody's - utrzymały najwyższy rating inwestycyjny dla USA. Nerwowa atmosfera związana z ratingami trwa jednak dalej - Moody's zmienił perspektywę ratingu USA na negatywną, uzasadniając to tym, że kraj musi podjąć istotne kroki zmniejszające deficyt, aby naprawić stan swoich finansów publicznych. Negatywna perspektywa oznacza, że rating Stanów Zjednoczonych może zostać obcięty w ciągu najbliższych 12-18 miesięcy. Jeszcze szybciej może to zrobić agencja Standard & Poor's, która nie ogłosiła jeszcze swojej decyzji dotyczącej amerykańskiego ratingu, ale do tej pory była najsurowsza w ocenie USA.

Rating Ameryce już obniżyła za to chińska agencja Dagong Global Credit Rating - we wtorek zmniejszyła ona ratingi USA z poziomu A+ do A, pozostawiając negatywną perspektywę na dalsze obniżki. I o ile rynek raczej nie zareaguje na działanie Chińczyków, o tyle obniżenie ratingu przez którąś z agencyjnej "wielkiej trójki" może się spotkać ze zdecydowaną reakcją rynku.

- Naszym zdaniem na obniżkę ratingu już wkrótce może zdecydować się S&P, jest to kwestia maksymalnie kilku miesięcy. Będzie to miało przede wszystkim znaczenie dla wyceny amerykańskich obligacji skarbowych, jednak nie demonizujmy: w 2002 roku najwyższy rating straciła Japonia i od tego czasu jakoś sobie radzi. Pamiętajmy przy tym, że nie bez powodu USA wciąż może się bardzo tanio zadłużać, bo jest to bardzo wiarygodna gospodarka. Inwestorzy często sami wręcz dopłacają, by zainwestować w amerykański dług na okres pięciu-siedmiu lat - mówi Szczurek.

Przeciwnego zdania jest ekonomista Ryszard Petru, przewodniczący Towarzystwa Ekonomistów Polskich. - Obniżenie ratingu jest bardzo mało prawdopodobne i byłoby możliwe właściwie tylko wtedy, gdyby ten kraj nie realizował swoich zewnętrznych zobowiązań. To wciąż bardzo wiarygodna gospodarka i nie wykazuje żadnego ryzyka niewypłacalności - mówi Petru, jednocześnie dodając, że osobną kwestią jest wypłacalność amerykańskiej gospodarki w kilkuletniej perspektywie w kontekście słabego wzrostu gospodarczego tego kraju.

Ameryka budzi niepewność

Zdaniem Ryszarda Petru nerwowa reakcja rynków, a co za tym idzie, agencji ratingowych to efekt nieodpowiedzialności amerykańskich polityków. - Pokazali oni, że w tak banalnej kwestii jak podwyższenie poziomu zadłużenia nie są w stanie się dogadać. To sytuacja bez precedensu w historii USA, która każe się zastanowić, jak Ameryka poradzi sobie z naprawdę trudnymi wyzwaniami gospodarczymi. A kłótnie amerykańskich polityków wywołały napięcie na rynkach finansowych - wyjaśnia Petru i dodaje: - Polityka nadmiernych wydatków administracji Obamy chyba bankrutuje. Fed pompował miliardy dolarów w gospodarkę, a tymczasem nie przyniosło to spodziewanych efektów. Jednak historycznie rzecz biorąc, USA zawsze wywiązywało się ze swoich zobowiązań, gospodarka USA jest zdrowa, a co najważniejsze, temu krajowi sprzyja sytuacja demograficzna i wielu młodych, gotowych do pracy ludzi.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.