Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Jak pisze gazeta, w ostatnim czasie trzy największe agencje postawiły biurom podróży ciężkie warunki. M.in. eCard.pl miał żądać, aby firmy zamrażały 6 proc. wartości transakcji dokonanych kartami do momentu, kiedy klienci nie wrócą z wczasów. Z kolei Dotpay.pl zażądał 100 proc. zabezpieczenia, a eService w ogóle wypowiedział umowy na obsługę płatności kartą 140 turoperatorom.

Powód? Usługa charge back. Klient, który zapłacił kartą, ma prawo żądać od banku zwrotu kwoty za usługę, która nie doszła do skutku albo była niezgodna z umową. Skutki tego prawa odczuli agenci rozliczeniowi. Po serii bankructw biur podróży agenci musieli oddać klientom pieniądze z własnych środków, a potem dopiero starać się je odzyskać od firm, które często nie miały już własnych aktywów. Według szacunków łącznie zwroty sięgnęły kilku milionów złotych.

Charge back odczuli też pośrednicy turystyczni, którzy sprzedają oferty różnych biur. Agencje starały się odzyskać od nich pieniądze i zablokowały pieniądze, które wpłacili klienci innych biur. Ponadto agencje żądają wysokich zabezpieczeń pod groźbą zerwania umowy o obsługę transakcji kartami.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.