Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Resort zdrowia systematycznie kontroluje 44 gminy, które mają status uzdrowiska (oraz podziemne sanatorium w Wieliczce). Jeśli pojawią się jakieś zastrzeżenia, trzeba wprowadzać zmiany. Jak podaje " Dziennik Gazeta Prawna " powołując się na dane z Ministerstwa Zdrowia, 10 z 44 uzdrowiskowych gmin może stracić ten status, a wraz z nim pieniądze od kuracjuszy, dotacje z budżetu państwa oraz wizerunek.

Za głośny Sopot

Przykładowo Sopot, Kamień Pomorski i Nałęczów muszą obniżyć poziom hałasu. W samym Nałęczowie nieopodal uzdrowiska przejeżdża dziennie około 20 tirów. Innym zastrzeżeniem resortu zdrowia jest nieodpowiednie gospodarowanie surowcami naturalnymi. Augustów wykorzystuje do leczenia borowinę. Na swoim terenie ma złoża tego surowca, lecz sprowadza go z innych miejsc. Resort nakazuje wznowienie eksploatacji, lecz samorządowcy odbijają piłeczkę, tłumacząc, że na terenie złóż ustanowiono program Natura 2000. Błędne koło się zamyka.

Uzdrowisko zabija rozwój?

Jak wynika z informacji "DGP", sami samorządowcy często nie pałają wielką chęcią do tego, by ich gminy utrzymały status uzdrowiska. Ich zdaniem "ustawa uzdrowiskowa jest receptą na bankructwo". Co prawda gminy mają wpływy od samych kuracjuszy i ministerstwa, jednak nie mogą się rozwijać. Restrykcyjne przepisy dotyczące zakazu budowy w bliskiej okolicy sanatorium sprawiają, że gminy są nieatrakcyjne dla inwestorów. W strefach uzdrowiskowych nie może działać nawet piekarnia (jako ustawowy zakład przemysłowy). Samorządowcy wskazują też na ograniczenia rynku pracy - ktoś kto nie ma okołomedycznego wykształcenia, będzie miał wielkie problemy ze znalezieniem satysfakcjonującej pracy.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.