Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Gazeta, powołując się na dane analityków firmy e-petrol, podaje jednak, że kolejne dni mogą przynieść dalsze obniżki cen, a najtańsze paliwo wciąż będzie można kupować przy supermarketach. Za litr benzyny E-95 oraz oleju napędowego płacimy tutaj niespełna 5,40 zł. Jeśli jednak trafi się na promocje, można zapłacić jeszcze mniej. I tak np. kupując w Lidlu, dostajemy kupony rabatowe do stacji Shella, którego ceny są coraz bardziej przyjazne.

Czy jednak tendencja do obniżania cen się utrzyma? Według dziennika oczywiście dużo zależeć będzie od tego jak rozwinie się sytuacja związana limitem długu w USA. Na dalszy spadek cen ropy wskazuje natomiast sytuacja w Chinach, gdzie pogarszają się wyniki eksportu sugerując osłabienie globalnego popytu. Z kolei zdaniem organizacji zrzeszającej eksporterów ropy OPEC, obecnie rynek ropy jest zrównoważony.

Ropa z łupków zmienia światowy układ sił

Dziś cena ropy na giełdach waha się w przedziale 100-110 dol. za baryłkę, jednak gdyby nie USA mogłoby być znacznie drożej. W tym roku bowiem, głównie za sprawą właśnie USA, wydobycie ropy naftowej poza OPEC wzrośnie tak bardzo jak na początku lat 70. zeszłego wieku, kiedy "czarne złoto" popłynęło ze złóż w Norwegii. Mało tego, jak prognozuje Międzynarodowa Agencja Energetyki, już w połowie przyszłego roku dzięki złożom w łupkach Amerykanie będą wydobywali więcej ropy niż Rosja.

Dodatkowo, dzięki łupkom, we wrześniu największym importerem ropy na świecie zostały Chiny, pierwszy raz wyprzedzając USA. I teraz to Chiny, kupujące ropę głównie z Arabii Saudyjskiej i Iranu, będą z niepokojem reagować na doniesienia z Bliskiego Wschodu. A w tym rejonie świata też robi się nerwowo.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.