Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Chińczycy rozumieją "kryzys" jako niebezpieczeństwo oraz szansę. Czy obecny kryzys niesie ze sobą jakieś dobre strony?

Niewątpliwie tak. I najwięcej na tym skorzystają Chiny. Gospodarki USA oraz krajów starej unii są stabilne instytucjonalne, ale mało mobilne. Z kolei Chiny dopiero się rozwijają. Inwestowanie przez rząd chiński jedynie w amerykańskie państwowe papiery dłużne zagwarantowało w sytuacji kryzysu Chinom dość bezpieczną pozycję, ale też przyniosło straty. Kryzys uświadomił władzy chińskiej - o czym od dawna mówiło wielu ekonomistów - że trzeba zdywersyfikować swoją politykę inwestycyjną wobec międzynarodowych rynków. Chiny muszą tak uczynić, bowiem właśnie wkraczają na wyższy poziom rozwoju ekonomicznego. Jeden partner do inwestycji kapitałowych to za mało. Ponadto kryzys wymusi na Chinach modernizację oraz restrukturyzację własnej gospodarki, bo bez tego nie będzie możliwe sprawne poruszanie się po światowych rynkach.

Ale co to oznacza w praktyce?

Chiński rząd wie, że żadne półśrodki już się nie sprawdzą. Zdaje sobie sprawę, że kryzys przyczyni się do wyeliminowania z rynku chińskiego firm słabych oraz produkujących towary o niskiej jakości. W efekcie poprawi to konkurencyjność chińskiej gospodarki. Rzecz jasna nie będzie się działo nic na żywioł. Wszystko będzie pod kontrolą rządu.

Jakie to mają być zmiany?

Związane z gospodarką finansową przedsiębiorstw oraz zarządzaniem. Firma nie może się zadłużać powyżej pewnego poziomu. Rząd deklaruje pomoc finansową wszystkim tym, którzy zechcą się zreformować. Założenie jest proste. Jeśli produkcja nie spełnia norm jakości wymaganych na rynkach zagranicznych - niezależnie czy produkuje na nie, czy też nie - to taka firma nie może liczyć na wsparcie. Przygotowany pakiet pomocy finansowej dla MŚP jest bardzo rygorystyczny i wiadomo, że nie jest dla każdego. Jednak, jeśli przedsiębiorstwo dokona procesów restrukturyzacyjnych i uzyska pomoc finansową ze strony państwa, to gdy kryzys się skończy wyjdzie ono odmłodzone i mocniejsze. Rząd zachęca, by firmy niezależnie od wielkości, nawet te z sektora MŚP, inwestowały w nowoczesne technologie, a zwłaszcza wykorzystywały je w procesie produkcyjnym. Według rządu to właśnie high-tech jest kluczem do sukcesu rynkowego. Na mniejszą - ale stosunkowo wciąż dużą - pobłażliwość nadal mogą liczyć przedsiębiorstwa państwowe.

Rząd centralny przygotował pakiet stymulacyjny wart 4 biliony juanów. Co tak naprawdę znaczy to dla chińskiej gospodarki i czy ma to jakieś znaczenie dla zwalczania skutków kryzysu w skali globalnej?

Celem rządu jest utrzymanie rozwoju gospodarczego na niezmienionym poziomie, a możliwe będzie to poprzez pobudzanie popytu wewnętrznego i inwestowanie w zachodnie Chiny. Gdy się widzi całe Chiny, to 4 biliony juanów nie jest wielką sumą, mimo że jest to 10 proc. PKB. Rząd liczy, że te pieniądze przyciągną jeszcze większe. Nie będą one dla wszystkich i na wszystko. Szansę mają projekty, które przyniosą korzyści krótko i długoterminowe. Do pierwszych zalicza się szybki wzrost zatrudnienia oraz pobudzenie konsumpcji, a do drugiej kategorii ich podtrzymywanie oraz rozwijanie. Dlatego rząd chce przede wszystkim inwestować w obszary wiejskie, na których mieszka ponad 800 mln ludzi. To ogromny rynek, z którego potencjału wciąż nie wszyscy jeszcze zdają sobie sprawę. Tam potrzeba wszystkiego, począwszy od infrastruktury, przez szkoły, aż po miliony miejsc pracy. Każdy inwestor jest dobry.

Ponadto światowy kryzys finansowy oraz pogarszająca się sytuacja we własnej gospodarce uświadomiły chińskiemu rządowi, że najważniejsze dla ekonomii kraju są małe i średnie przedsiębiorstwa, które tworzą dużą część PKB. Zrozumiano, że to one mają w większą i lepszą zdolność do zaktywizowania rynku. W związku z tym, rząd centralny oraz Bank Ludowy Chin (bank centralny) wspólnie opracowały program pomocy finansowej dla sektora MŚP, w którym zakłada się, że ta operacja pozwoli podtrzymać koniunkturę w jednych obszarach oraz rozbudzić w zapomnianych regionach. O tym jak poważnie traktuje rząd ten pomysł świadczy między innymi oferowanie firmom z sektora MŚP udziału przy realizacji dużych projektów infrastrukturalnych. Oczywiście nie indywidualnie, ale poprzez tworzenie sojuszy biznesowych w związku z konkretnym przedsięwzięciem. Integracja działań wielu podmiotów przy realizacji jednego, wspólnego celu ma zapewnić nie tylko większą rentowność, ale też poprawić zarządzanie w firmach. Przedsiębiorstwa, które zdecydują się na taką formę kooperacji mogą liczyć na pomoc finansową ze strony państwa.

Chiny obecnie chcą oprzeć swój rozwój bardziej na popycie wewnętrznym niż na eksporcie oraz prowadzić elastyczną politykę fiskalną. Czy to dobry pomysł na rozwój gospodarczy na najbliższe lata?

Stało się jasne, że sama eksportowa polityka nie gwarantuje stałej prosperity. W pewnym sensie zapomniano o zasobach ludzkich i ich możliwościach. Chiny to 1,3 mld ludzi, z czego ponad 60 proc. nie uczestniczy w rynku na tych samych prawach co pozostałe 40 proc. obywateli. Teraz rząd chce to naprawić, skupiając się na mikroekonomii. Pomysł elastycznej polityki fiskalnej jest jak najbardziej racjonalny. Ale to jest zaledwie połowa planu. Jeśli Chiny chcą rozwijać się na poziomie 8 proc. PKB, to niezbędne są zmiany systemowe w całej gospodarce. Im szybciej i głębiej będą się reformować oraz otwierać na świat, tym większa gwarancja stałego rozwoju.

A co jest największą słabością chińskiej gospodarki?

Największym problemem chińskiej gospodarki jest brak koordynacji między produkcją a środkami produkcji, co objawia się wysokim stopniem nieefektywności. Taka sytuacja jest skutkiem niewłaściwego zarządzania nimi przez państwo, a ściślej przez urzędników. Najbardziej jest to widoczne w głębi kraju. Drugą słabością jest konkurencja. Mianowicie geograficzne ograniczenia, monopolistyczna władza polityczna oraz brak rzetelnej informacji wpływają na poziom konkurencji. Kolejnym problemem jest wciąż zamknięty na zagranicznych inwestorów rynek kapitałowy. Dla chińskich banków wielkim kłopotem jest to, że zewnętrzne środki finansowe głównie pochodzą z jednego rynku, czyli USA. Ostatni kryzys finansowy pokazał jak bardzo jest to kosztowne.

Czego dziś najbardziej potrzeba chińskiej gospodarce - kapitału, technologii, fachowców, rąk do pracy, współpracy międzynarodowej?

Myślę, że najważniejsze dla chińskiej gospodarki jest wprowadzenie nowoczesnego systemu zarządzania i dobrego ładu korporacyjnego. Chiny mają już wiele dużych przedsiębiorstw, które pod względem kapitalizacji są porównywalne z największymi międzynarodowymi korporacjami. Te firmy wchodzą na zagraniczne rynki, nabywają tam różnego rodzaju aktywa. I mimo to same się nie modernizują. Nie jest to łatwy proces. Nie ma też nakazu z góry. Jeśli takiej potrzeby nie widzi rząd, to tym bardziej nie potrzebuje zmian urzędnik niższego szczebla. To samo dotyczy wielkich chińskich firm, nawet takich, które działają na zagranicznych rynkach.

Pod koniec lat siedemdziesiątych sformułował pan tezę, że kraje Azji czeka hiperwzrost. Czas pokazał, że miał pan rację. Co dziś czeka Chiny, kraje Azji, a co resztę świata?

W minionych dziesięcioleciach gospodarki wielu krajów zostały zbudowane wyłącznie dzięki eksportowi. Dziś już wiadomo, że sprzedaż towarów za granicę lub odpłatne świadczenie usług na rzecz kontrahenta zagranicznego nie może być jedynym narzędziem ekonomii danego kraju i nie gwarantuje to sukcesu każdemu. Obecnie konkurencja w tym obszarze jest ogromna, a będzie jeszcze większa, ponieważ stosunkowo łatwy dostęp do surowców naturalnych powoduje, że coraz więcej krajów jest w stanie eksportować własną produkcję po konkurencyjnych cenach. Rozwiązaniem nie jest też globalizacja. Siła i potencjał jest w regionalnych (lokalnych) rynkach i oddziaływanie ich w globalnej skali. Konstrukcja takiego rynku jest prosta i opiera się na prawdziwych więzach, a nie na rozwiązaniach przeszczepianych z innych miejsc. Często te obszary łączy historia, kultura, system polityczny i prawny, czasem język. Właśnie tam trzeba ułatwiać przepływ kapitału, ludzi, środków produkcji. Nie oznacza to, że należy zrezygnować z eksportu. Trzeba myśleć o zagranicznych rynkach przez pryzmat miejsca pochodzenia. Najlepszym tego przykładem jest trwająca wieloobszarowa integracja w Delcie Rzeki Perłowej, obejmująca Hongkong, Makau oraz południową część prowincji Guandong. Rząd w Pekinie chce, by ten obszar do 2020 r. stał się najbardziej prężnym i konkurencyjnym miejscem gospodarczym w regionie Azji i Pacyfiku. W programie ogłoszonym przez chińską Krajową Komisję ds. Rozwoju i Reform zakłada się scalenie gospodarcze całego regionu PRD w zakresie systemu tranzytowego energii i paliw, komunikacji i transportu, budowania baz danych i informacji publicznej, innowacji technologicznych oraz ujednolicenia cen energii. Plan przewiduje ponadto reformy społeczne w obszarach wiejskich i miejskich. Według rządu integracja całego obszaru ekonomicznego i społecznego pozwoli uczynić region Delty Rzeki Perłowej kołem napędowym chińskiej gospodarki oraz najbardziej konkurencyjnym gospodarczo miejscem w Azji, które będzie mogło rywalizować z gospodarkami Japonii, Indii czy Korei Południowej.

Z tego co pan mówi wynika, że chińska waluta ma ogromne szanse, w niedalekiej przyszłości, uzyskać status silnej waluty regionalnej. A pomoże jej w tym wahająca się wartość dolara.

Raczej nie. Dolar jeszcze długo będzie jedyną międzynarodową walutą. Juan nie chce go zastępować. Powody są dwa. Pierwszy to taki, że Chiny są krajem o stosunkowo małej historii wzrostu gospodarczego. A drugi to taki, że juan byłby bardzo podatny na spekulacje.

A jaką rolę będzie pełnił Hongkong w "nowych" Chinach?

Hongkong dzięki swojemu położeniu oraz doskonałej i sprawnej strukturze instytucjonalnej nadal będzie pośrednikiem między Chinami a resztą świata w zakresie transferu kapitału oraz technologii. ?





* Profesor Edward KY Chen - wybitny ekonomista z Hongkongu oraz pionier w badaniach nad gospodarką Azji. Autor ponad 100 publikacji naukowych. Był rektorem Lingnan University, dyrektorem Centrum Studiów Azjatyckich w Hongkongu przy Hong Kong Univeristy, obecnie jego członek honorowy. Profesor był także członkiem Rady Legislacyjnej, członkiem Rady Wykonawczej w Hongkongu. Laureat Gold Bauhinia Star oraz doctor honoris causa Hong Kong University

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.