Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Rok temu ofert było więcej niż kandydatów. Dziś chętnych do pracy w państwowych czy samorządowych urzędach jest cztery razy więcej niż w styczniu 2008 r. Teraz tylko w Dolnośląskim Urzędzie Wojewódzkim we Wrocławiu pracy szuka prawie pół tysiąca osób. Największą popularnością cieszy się stanowisko referenta w oddziale budżetu i windykacji. O tę posadę walczy aż 171 osób. W sumie wakatów jest 9, co średnio daje 50 osób na jedno miejsce. A dokładnie rok temu na 3 posady chętnych było zaledwie 39.

Eksperci cytowani przez dziennik "Polska" wskazują, że wiele osób w dobie kryzysu, pracując w urzędzie, chce przeczekać najgorsze chwile. - Kiedy gospodarka stanie na nogi, odejdą do prywatnych firm, które zaproponują lepsze wynagrodzenie - przewiduje ekspert.

Tymczasem Polaków nie zniechęca nawet fakt, że w administracji nie można liczyć na kokosy. Na najniższym stanowisku referenta zarabia się zaledwie 971 zł na rękę.

Wzrost zainteresowania pracą w administracji lokalnej zaobserwowano na przełomie roku. Coraz więcej osób szukających pracy w urzędach to emigranci z Anglii i Irlandii. - Marzy mi się praca w urzędzie - powiedział Artur Tokłowicz , który właśnie wrócił z Londynu.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.