Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Goście Tadeusza Mosza w programie "Ekonomia Kapitał Gospodarka" w radiu TOK FM odnieśli się do reportażu z "Dużego Formatu", dodatku do "Gazety Wyborczej" na temat przedsiębiorcy, który stracił 4,5 mln zł na tzw. CIRS-ach (Currency Interest Rate Swap) sugerując się opiniami doradców.

W tym kontekście, eksperci komentowali sprawę opcji walutowych i propozycji ich unieważnienia. Zdaniem Macieja Grelowskiego Business Centre Club, problem jest szerszy. - Płaczemy nad rozlanym mlekiem w sprawie opcji. A przecież znacznie więcej pieniędzy ubyło z funduszy inwestycyjnych, gdzie pojedynczy obywatele włożyli grube miliony złotych. Analitycy argumentowali podobnie: tu nie można stracić, skoro nieruchomości drożeją, a budownictwo idzie w górę. Dlaczego im nikt nie chce zrekompensować strat? - pytał. - Buntuję się przeciw temu, że walczymy o ułaskawienie tych, którzy zainwestowali nie swoje pieniądze niezgodnie z własnymi kompetencjami. Zaryzykowali je dla premii i przegrali. Skoro popełnili błąd, muszą za niego zapłacić własną karierą, kieszenią i utratą stanowiska - argumentował ekspert BCC.

Andrzej Arendarski, prezes Krajowej Izby Gospodarczej, zauważył, że szansą na poprawę sytuacji byłaby implementacja unijnej dyrektywy ws. doradców finansowych. Zobowiązuje ona do daleko idącej ostrożności. Poprzedni rząd nie zajął się tą sprawą. Obecny to zrobił, jednak prezydent zawetował ustawę. - Doradcy finansowi i analitycy to zawody zaufania publicznego. To osoby dobrze zarabiające, więc powinny wykazać się odpowiednią wiedzą potwierdzoną certyfikatami. Myślę, że powinni się też ubezpieczać. Wtedy klient, który odniósł straty w wyniku nieostrożnych rad, mógłby domagać się w sądzie zadośćuczynienia - powiedział Arendarski.

Tadeusz Mosz, prowadzący program przypomniał różnice między doradcami inwestycyjnymi a finansowymi. Ci pierwsi mają obowiązek uzyskania licencji na prowadzenie działalności, doradcy finansowi - nie. Nie zgodził się, że zrównanie wymagań doradców inwestycyjnych i finansowych rozwiąże problem. - Same regulacje prawne nie gwarantują poziomu usług. Potrzebna jest większa świadomość ekonomiczna Polaków - wskazywał Mosz. - Ale panie redaktorze, są przecież chirurdzy, którzy operują po pijanemu - oponował Arendarski.



Przed zarzutami o nierzetelność bronił się Krzysztof Barembruch, prezes AZ Finanse. Przypomniał, że rolą doradcy finansowego jest tylko proponowanie dostępnych na rynku produktów. Ostateczną decyzję podejmuje klient. - Popieram zmiany w prawie. Zgadzam się jednak z panem redaktorem. Największa luka występuje w zakresie wiedzy ekonomicznej społeczeństwa. Co z tego, że wprowadzimy licencje dla doradców finansowych, gdy na końcu łańcucha decyzyjnego pozostanie nie mający stosownej wiedzy pan Kowalski? - pytał gość radia TOK FM.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.