Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Raport omawia większość aspektów przyjęcia euro przez Polskę. Niemniej jednak brakuje w nim jasnej odpowiedzi na podstawowe pytanie czy Polska w ogóle powinna przyjąć euro, a jeśli tak, to kiedy. Czytelników publikacji interesuje bilans korzyści i kosztów, jasne stwierdzenie, czy korzyści przeważają nad kosztami, czy może jest akurat odwrotnie. Jeśli bilans korzyści jest dodatni, to kiedy należy przyjąć wspólną walutę?

Naszym zdaniem zawarte w raporcie omówienie korzyści i kosztów jest niepełne i przez to nierzetelne po stronie korzyści. Oprócz tabeli, która podawałaby, na ogół przedziałowo, szacunki kosztów i korzyści, należy przedstawić je także w formie opisowej w bardziej szczegółowy sposób. Odpowiedni byłby podział korzyści i kosztów na ekonomiczne i nieekonomiczne, ewentualnie na łatwo policzalne (kwantyfikowalne) i trudno policzalne. Przykładem tych drugich korzyści jest wyższa wiarogodność kraju, bodźce do zacieśnienia współpracy na wielu polach. Przykładem trudno policzalnych kosztów jest strach przed krokiem w "nieznane", a w szczególności obawy o zaokrąglanie cen w górę i utratę siły nabywczej przez zarobki i emerytury.

Oszacowanie korzyści netto w postaci wyższego PKB znajduje się chociażby w raporcie słowackim. Elena Kohutikova, była wiceprezes Słowackiego Banku Narodowego w swojej prezentacji "Process of Euro Introduction in Slovakia" ("Proces wprowadzenia euro na Słowacji") przedstawiła taką skrótową tabelkę. Podała szacunki najważniejszych pozycji kosztów i korzyści dla Słowacji, ale te pozycje są przecież identyczne dla wszystkich krajów, które aspirują do przyjęcia euro: finansowe koszty transakcyjne, koszty administracyjne, koszt operacyjny i inwestycyjny zamiany waluty. Terminem koszty zresztą trzeba posługiwać się ostrożnie; choć są to koszty mikroekonomiczne, to zwiększają one PKB w krótkim okresie, bo łączą się z nowymi wydatkami, w tym na ogół inwestycyjnymi, a więc zwiększają krajowy popyt finalny w gospodarce. Prawdziwym kosztem dla PKB jest utrata niezależności przez politykę pieniężną; to też można oszacować przy pomocy wyrafinowanych narzędzi ekonometrycznych i dokonano tego w ramach badań cząstkowych, ale wyników nie ujawniono.

W podsumowaniu raportu autorzy przedstawiają korzyści i koszty, ale treść nie pozwala na wysnucie wniosku, które argumenty przeważają. Koszty, zdaniem autorów, są krótkoterminowe, natomiast korzyści mają przyjść dopiero w długim okresie i to w znacznej mierze w formie pośredniej, jak to ujmują autorzy raportu.

Tymczasem są także znaczne korzyści krótkoterminowe. Nie można pominąć oceny kosztów i korzyści przyjęcia wspólnej waluty w odniesieniu do wielkości obsługi długu publicznego, zwłaszcza w kontekście kryzysu na światowych rynkach finansowych. Wśród korzyści przyjęcia euro zapomniano o korzyściach ograniczenia kosztów obsługi zadłużenia. Korzyści te pojawiają się od razu po wejściu do strefy euro i są krótkookresowe. Tymczasem Raport sugeruje, ze w krótkim okresie nie ma korzyści. Otóż, pojawiają się one i są znaczne.

Przekonują o tym cytaty z opracowania Marka Szczerbaka, Jacka Misiórskiego i Grzegorza Pochopienia z Ministerstwa Finansów pod tytułem "Wpływ przyjęcia przez Polskę euro na strategię zarządzania długiem skarbu państwa z września 2008 roku". Pierwszy z nich przedstawia to wyraźnie: "Bodaj najbardziej znaczącym dla zarządzania długiem publicznym skutkiem przyjęcia przez Polskę euro będzie obniżenie kosztów obsługi długu publicznego wynikające z obecnego dysparytetu rynkowych stóp procentowych w Polsce i strefie euro, jak również ze zwiększenia wiarygodności kredytowej. W hipotetycznej sytuacji, gdyby Polska już teraz była członkiem strefy euro, koszty obsługi długu byłyby o ok. 6,1 mld zł rocznie niższe od rzeczywiście ponoszonych". Czyli o blisko jedną czwartą!

I jeszcze jeden cytat z tego opracowania: "Refinansowanie długu przy niższych stopach procentowych powodowałoby, że oszczędności w kosztach obsługi długu byłyby z każdym rokiem większe. Przy niezwykle konserwatywnym założeniu, że w latach 2008-2010 potrzeby pożyczkowe netto budżetu państwa odpowiadać będą założeniom APK z marca 2008 r., a po 2010 r. będą równe zeru, wartość bieżąca potencjalnych łącznych oszczędności w kosztach obsługi długu SP wynikających z pewności, że do 2017 r. Polska przyjmie euro wynosi 24,1 mld zł, co można traktować jako dolne ograniczenie wartości potencjalnych oszczędności z tytułu pewności o przyjęciu przez Polskę euro. Gdyby nominalne potrzeby pożyczkowe netto w kolejnych latach byłyby takie same jak w 2010 r., wartość bieżąca potencjalnych łącznych oszczędności w kosztach obsługi długu SP wyniosłaby odpowiednio 57,6 mld zł."

Nie wiemy jednak dlaczego autorzy raportu pominęli w swej analizie korzyści wyniki opracowania pracowników Ministerstwa Finansów. Jest to niezgodne z zapowiedziami z konspektu do raportu, który był przestawiony szerokiej opinii publicznej jeszcze na początku 2008 roku. Przedstawiono w nim korzyści, które odnoszą się także do tematyki korzyści obniżenia kosztów obsługi długu publicznego.

Duża część kosztów jest jednorazowa, ale autorzy podkreślają, że koszt utraty autonomii polityki pieniężnej jest trwały. Nie oczekujmy jednak szacunku tego kosztu w procentach dynamiki PKB. Czy przypadkiem nie jest tak, że jest on niewysoki w relacji do innych korzyści i dlatego nie umieszcza się jego szacunków? Otóż tak jest, jak wynika z opracowania cząstkowego, na którym między innymi opera się ten raport. Michał Gradzewicz i Krzysztof Makarski w tekście The Welfare Cost of Monetary Policy Loss after the Euro Adoption in Poland (" Koszty dla dobrobytu utraty niezależności polityki pieniężnej po wejściu do strefy euro") wskazują, że koszty utraty autonomii polityki pieniężnej są niewielkie. Cytuję autorów z ich prezentacji w języku polskim przedstawionej na seminarium NBP we wrześniu 2008 r.: "Dobrobytowy koszt utraty autonomicznej polityki pieniężnej po wejściu do strefy euro jest niewielki. Im większa waga wydarzeń krajowych w decyzjach EBC po wejściu do strefy euro, tym mniejsza zmiana wahliwości kategorii makroekonomicznych i mniejszy szacowany koszt (ale różnice są nieznaczne)". Autorzy wymieniają koszt utraty niezależności przez politykę pieniężną dla konsumpcji; szacują go na 0,05% poziomu konsumpcji w każdym okresie czyli praktycznie niezauważalny. Ponadto mało zwiększa się amplituda wahań dynamiki PKB po przyjęciu euro.

Ważna jest również data; czy euro opłaca się przyjąć wcześniej, czy później? Ta kolejna kluczowa kwestia była omówiona w raporcie z 2004 roku. Wskazywano w nim, że korzyści byłyby tym większe im szybciej Polska wstąpiłaby do strefy euro, co wynikało między innymi z różnicy stóp procentowych i większej luki cywilizacyjnej miedzy Polską a strefą euro. To prowadzi do szybszego procesu "doganiania". Ta kwestia nie jest jednak poruszana w najnowszym raporcie.

Następną poważną wadą publikacji NBP jest brak odniesienia do skutków globalnego kryzysu finansowego, który wywołał najgłębszy kryzys gospodarczy od Wielkiego Kryzysu lat 1930. Tutaj pojawiają się istotne pytania, czy przyjęcie euro zapewniłoby większą stabilność polskiej gospodarce w szczególności dostęp do kredytu i ograniczyło wahania dynamiki PKB oraz kursu walutowego w sytuacji, kiedy znaczna część długu prywatnego i publicznego i jest denominowana w obcych walutach, czy byłoby odwrotnie? Jak w takim przypadku wygląda horyzont czasowy przyjęcia euro, należy zwolnić czy przyspieszyć przygotowania? W ostatnim akapicie autorzy raportu zastrzegają się, że nie uwzględnili "wydarzeń, jakie miały miejsce na rynkach finansowych w drugiej połowie 2008 r." Rozumiemy, że kulminacja kryzysu finansowego po upadku banku inwestycyjnego Lehmann Brothers we wrześniu 2008 r. i jego bardzo negatywne skutki na poziom aktywności ekonomicznej mogłyby być tylko skrótowo opisane w raporcie, nad którym prace dobiegały już wtedy końca, ale postawione tutaj pytania mogły być zanalizowane. Jest zrozumiałe, że trudno było się ustosunkować do szybkiej deprecjacji złotego i rozchwianych rynków walutowych w kontekście ewentualnego wejścia Polski do ERM-2 w 2009 r. Niemniej pewne doświadczenia np. Grecji, która akurat wstępowała do ERM-2 w okresie kryzysu rosyjskiego, można byłoby próbować strawestować. Notabene, brakuje tabelarycznego przedstawienia korzyści i kosztów/zagrożeń wejścia do ERM-2.

Podsumowując, raport ten nie przynosi żadnych rekomendacji czy i kiedy przyjąć euro jak obiecywał jego konspekt. Poza tym pomija szereg najważniejszych wyników z opracowań cząstkowych, które przesądzają o bilansie korzyści i kosztów. Dołączenie tych wyników dość jednoznacznie przesądziłoby o korzyściach przyjęcia euro w jak najszybszym możliwym terminie. Raport bez rzetelnego uzupełnienia o wyniki cytowanych tu opracowań i odniesienia się do globalnego kryzysu gospodarczego nie powinien odegrać roli jako podstawa decyzji o przyjęciu euro przez nasz kraj. Brakuje w nim sformułowania jednoznacznych wniosków i rekomendacji, nie ma przejrzystego, czyli w postaci liczbowych, przedziałowych szacunków, podsumowania kosztów i korzyści przyjęcia euro przez Polskę. Jest znamienne, że rozdział o kosztach jest dużo dłuższy i bardziej szczegółowy niż rozdział o korzyściach, zwłaszcza, że przemilczano takie korzyści jak redukcja kosztów obsługi długu publicznego i redukcja kosztów transakcyjnych z powodu likwidacji ryzyka walutowego. Na stronie 300 raportu pojawia się Tabela 4.20, która szacuje koszty wejścia do strefy euro na 20,7 mld złotych. Próżno jest szukać takiej tabelki w przypadku korzyści, bo zdaniem autorów raportu są one długookresowe. Pominięto kilka źródeł korzyści, przede wszystkim redukcję kosztów obsługi długu publicznego. Ta kwota sięga 24- 57 mld złotych w ciągu kilku lat, a co najmniej 6 mld złotych w każdym z lat 2008-2010. Przy uwzględnieniu tej kwoty, nawet krótkookresowy bilans kosztów i korzyści kształtuje się zupełnie inaczej niż wynika to z raportu.



Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.