Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu


Od stycznia prowadzimy akcję "Banki biorą nas na widełki", w ramach której nagłaśniamy problem spreadów, czyli stosowanych przez banki różnic w kursie kupna i sprzedaży walut. To ważny problem dla każdego, kto spłaca kredyt we frankach (w sumie to kilkaset tysięcy Polaków). Z powodu spreadu każda rata może być wyższa nawet o kilkadziesiąt złotych. Apelowaliśmy do Komisji Nadzoru Finansowego i Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK) o to, by odgórnie ograniczyły wielkość dopuszczalnych widełek kursowych. Obie instytucje odmówiły tłumacząc, że spready to normalny element ceny rynkowej, a one nie zajmują się regulowaniem cen.

Walczyliśmy więc na własną rękę: co tydzień publikujemy "czarną listę" banków, które stosują największe widełki i najbardziej łupią po kieszeniach klientów. W końcu dostaliśmy też wsparcie UOKiK. Podsumujmy, co przez trzy miesiące akcji udało nam się osiągnąć:

Dobre wiadomości:

?  Polacy wiedzą, że banki mają widełki... Kilka miesięcy temu większość kredytobiorców w ogóle nie wiedziała o tym, że biorąc kredyt walutowy ponoszą dodatkowe koszty wynikające z różnicy kursów walutowych. Bankowi sprzedawcy stosowali różne wybiegi, żeby przedstawiać swoją ofertę w korzystnym świetle: prezentowali symulację spłat w walucie obcej, bez przeliczania jej wysokości na złote, przeliczali kredyt po kursie NBP, albo przyjmowali minimalną wielkość spreadu. Dopiero kiedy przychodziło do spłacania rat klienci orientowali się, że coś jest nie tak. A przecież chodzi o niebagatelne pieniądze - przy kredycie na 300 tys. zł sięgające 10 proc. widełki oznaczają dodatkowy koszt kredytu w wysokości ponad 30 tys. zł. Dzięki akcji "Gazety" znacznie więcej kredytobiorców zdaje sobie sprawę z istnienia widełek kursowych. Dowiedzieli się też, w których bankach spread jest największy.

?  ...i że będzie na nie sposób. Nagłośniliśmy też, że Komisja Nadzoru Finansowego nałożyła na banki nowe obowiązki informacyjne. Dzięki akcji "Gazety" kredytobiorcy wiedzą, że od kwietnia bank na żądanie będzie musiał wytłumaczyć im, jak oblicza wielkość widełek kursowych. Będzie musiał też pokazać, po jakich kursach przeliczał poszczególne raty. Od lipca klienci będą mieli jeszcze więcej swobody, bo będą mogli spłacać raty bezpośrednio w walucie. Np. kupić ją w kantorze lub innym banku, i w ten sposób oszczędzić na kosztownych widełkach kursowych. Jest tylko jedno "ale" - jeśli raz zdecydujesz się spłacać kredyt w walucie, nie będziesz miał powrotu do złotych.

?  UOKiK wziął się za bankowe spready. Po trzech miesiącach akcji "Gazety" Urząd postanowił zająć się spreadami walutowymi. Na początku marca Małgorzata Krasnodębska-Tomkiel, szefowa Urzędu przyznała, że brakuje czytelnych reguł, w oparciu o które banki ustalają kursy kupna i sprzedaży walut przy kredytach hipotecznych. Jej zdaniem dzięki takim niejasnościom banki mogą swobodnie manipulować wielkością widełek kursowych, a klienci nie są w stanie przewidzieć, ile zaciągnięty kredyt będzie ich kosztował.

Szefowa UOKiK zapowiedziała, że już w połowie roku przedstawi raport z przeprowadzonych kontroli. Liczy jednak, że już samo zainteresowanie Urzędu widełkami skłoni banki do ich ograniczenia. - Banki wiedzą, że na wojnę z UOKiK iść nie warto: to źle wpływa na reputację, a poza tym i tak większość spornych spraw jest rozstrzyganych po myśli Urzędu - stwierdziła Krasnodębska-Tomkiel.

Złe wiadomości:

?  Banki buntują się przeciwko rekomendacjom KNF. Bankowcom nie podoba się, że będą musieli tłumaczyć się z widełek kursowych przed "starymi" klientami. Przestrzegają też, że nie będą przyjmować rat wpłacanych bezpośrednio w walutach. - Prawo nie działa wstecz - stwierdził Krzysztof Pietraszkiewicz, prezes Związku Banków Polskich. Na szczęście Komisja Nadzoru Finansowego stawia sprawę jasno: - Rekomendacja odnosi się zarówno do nowych, jak i starych kredytów - mówi Marta Chmielewska-Racławska, rzeczniczka KNF.

?  Widełki się nie kurczą. Już od pół roku spready szły ostro w górę. I banki nie zamierzają tego zmieniać nawet teraz, gdy frank szwajcarski tanieje. Dwa tygodnie temu, kiedy na rynku walutowym frank kosztował 3,21 zł, DomBank sprzedawał go po kursie 19 gr. wyższym, a w Metrobanku szwajcarska waluta była droższa o 16 gr..

Od tego czasu frank staniał o ponad 30 gr. Ale banki, zamiast proporcjonalnie obniżyć cenę szwajcarskiej waluty, korzystają z okazji, żeby wydusić z klientów dodatkowy zysk.. W środę DomBank sprzedawał franki po kursie o 25 gr. wyższym od kursu NBP, a BGŻ i ING Bank Śląski liczyły sobie kurs o 16 gr. wyższy od oficjalnego.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.