Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Po upadkach amerykańskich gigantów, które zmroziło niemal cały świat finansów, choć tak naprawdę nikogo nie dziwiło - biorąc pod uwagę działania największych banków w roku poprzedzającym kryzys - rynek rozpoczął przygotowania do konsolidacji w skali, która jeszcze kilka lat temu była nie do pomyślenia. Przede wszystkim ze względu na podmioty pozostające dotychczas konkurentami.

Jak wiadomo z darwinowskiego ewolucjonizmu - często przywoływanego w dyskusjach o rynkach finansowych - największym wrogiem każdej istoty żywej jest osobnik tego samego gatunku, zajmujący tę samą niszę ekologiczną, żywiący się tym samym pokarmem i poszukujący takich samych partnerów. Tymczasem finansowe rekiny, które były skłonne pożerać się nawzajem, aby zdobyć jak największy fragment rynku, zaczynają polować w stadzie.

Zaproszenie do stada

Zaczęły dwa francuskie banki - Banque Populaire i Caisse d'Epargne. Oba dotknięte w ubiegłym roku rekordowymi stratami, oficjalnie ogłosiły zapowiadaną od pewnego czasu fuzję. W jej wyniku powstaje na francuskim rynku drugi co do wielkości - po Credit Agricole - i jeden z najbardziej liczących się w Europie bank. Nowa instytucja będzie miała 100 tysięcy pracowników i 35 milionów klientów.

Państwo wniesie do kapitału nowego banku 5 mld euro. To kolejna pomoc państwowa dla obu banków, gdyż w ubiegłym roku otrzymały już one w formie pożyczek 2 mld euro. Jak zapowiadano, na czele grupy stanie jeden z najbliższych współpracowników prezydenta Nicolasa Sarkozy'ego, Francois Perol.

Negocjacje między Caisse d'Epargne, a Banque Populaire trwały od jesieni ubiegłego roku. Do ich sfinalizowania doszło, według mediów, dzięki naciskom prezydenta Sarkozy'ego. Oba banki poniosły w ubiegłym roku rekordowe straty, których wysokość oficjalnie nie została ujawniona.

Ale inny wielki francuski gracz - Societe Generale - który, osłabiony chybionymi transakcjami jednego ze swoich maklerów, stał się łakomym kąskiem dla kilku grup kapitałowych, doczekał się pomocy rządu republiki. Premier Francji Francois Fillon ogłosił publicznie, że rząd będzie bronił SG przy użyciu wszelkich środków przed wrogim przejęciem.

Niedługo później na europejskim rynku bankowym pojawia się kolejny wielki gracz i kolejne dziecko fuzji - grupa bankowa powstała z połączenia Halifax Bank of Scotland i Lloyds Banking Goup.

Tę fuzję forsował brytyjski rząd, który widział w niej alternatywę dla nacjonalizacji HBOS. Skarb państwa został właścicielem 43 proc. udziałów Lloyds Banking Group po tym, jak oba banki zostały rekapitalizowane na 17 mld funtów.

LBG prowadzi rozmowy z resortem finansów w sprawie ubezpieczenia tzw. toksycznych aktywów, czyli nieściągalnych długów i nierentownych inwestycji.

A grupa - już po połączeniu - miała największe w historii obu banków straty. Lloyds Banking Group ogłosiła, że straciła w ub. roku w sumie 10,8 mld funtów przed opodatkowaniem, mimo tego, że drugi składnik LBG, bank Lloyds TSB formalnie zakończył rok z zyskiem w wysokości 807 mln funtów. Ale zysk na tym poziomie w porównaniu do 4 mld funtów, jakie bank zarobił rok wcześniej, oznaczał spadek dochodów o 80 proc. w ujęciu rocznym. To również rekord w historii grupy.

Już wiadomo, że HBOS i Lloyds zwolnią w wyniku fuzji 60 tys. pracowników - z czego szkocki bank ok. 10 proc. ogółu zatrudnionych, zaś Lloyds 24 proc. stanu zatrudnienia.

Pierwszym poważnym zwiastunem ery fuzji w świecie finansów było połączenie Merrill Lynch i Bank of America, choć równie dobrze można by je śmiało nazwać przejęciem. Wprawdzie Bank of America zachował się jak przystało na rekina - przejął wszystko na własnych warunkach finansując transakcję wymianą akcji - to dla Merrill Lynch była to ostatnia deska ratunku. W ten sposób ML uniknął losu innego banku inwestycyjnego - Lehman Brothers, który upadł nie znajdując silniejszego partnera ani pomocy w amerykańskim banku centralnym.

Ta fuzja również oznacza tysiące zwolnień - Bank of America ogłosił, że w najbliższych trzech latach pozbędzie się 35 tys. pracowników zatrudnionych w USA i Wielkiej Brytanii, co pozwoli mu zaoszczędzić 7 mld dolarów rocznie. A główny ciężar zwolnień ma przyjąć Merill Lynch. Zarząd grupy bankowej wyjaśnia to malejącymi obrotami ML oraz wycofywaniem się banku z niektórych operacji.

Połykanie mniejszych

Do finansowej supergry w skali świata zaczynają włączać się rządy, które w zamian za pomoc finansową coraz odważniej zabierają głos w strategicznych dla banków planach. Niemal wszyscy, którym nie udało się omówić wystarczająco atrakcyjnych warunków połączenia grup kapitałowych zostali skazani na nacjonalizację.

Pozostaje pytanie, czy jest to forma przejęcia? W pewnym sensie tak - w ciągu ostatniego półrocza świat był świadkiem przejęć banków przez rządy w skali niespotykanej w historii nowożytnej. Pod względem wielkości instytucji, wartości pomocy udzielanej przez rządy oraz formy kontroli nad grupami bankowymi, kapitalistyczny świat prześcignął działania komunistycznych rządów w pierwszych dwóch dekadach po zakończeniu II wojny światowej. Jakby na to nie patrzeć na dotychczas prywatnym rynku coraz poważniejszymi graczami zaczynają stawać się rządy.

Fannie Mae, jedna z dwóch znacjonalizowanych we wrześniu amerykańskich instytucji gwarantujących kredyty hipoteczne, poniosła w ubiegłym roku blisko 60 mld dolarów strat i wystąpiła do rządu o pomoc w wysokości co najmniej 15 mld dolarów. Tylko w ostatnich trzech miesiącach 2008 r. spółka straciła 25,2 mld dolarów, co stanowiło jej szóstą z rzędu kwartalną stratę. Był to skutek rosnącej liczby nie spłacanych kredytów oraz zawirowań na rynku opartych o pożyczki hipoteczne instrumentów finansowych. Wartość netto waszyngtońskiej instytucji, tzn. różnica między wartością jej aktywów i zobowiązań, spadła na koniec grudnia poniżej zera. Przejmując jesienią ubiegłego roku kontrolę nad Fannie Mae i bliźniaczą spółką Freddie Mac, amerykański rząd ustanowił specjalną linię kredytową o wartości 200 mld dolarów, z której pochodzić będą środki na ich wsparcie. Fannie Mae dotychczas z niej nie korzystała, natomiast łączną pomoc dla Freddie Mac oszacowano na 49 mld dolarów. Freddie Mac i Fannie Mae posiadają lub gwarantują 31 mln kredytów hipotecznych o łącznej wartości 5,5 bln dolarów, co stanowi około połowy amerykańskiego rynku takich pożyczek.

Rząd Stanów Zjednoczonych zamierza umocnić swój udział kapitałowy w koncernie finansowym Citigroup, zapewniając sobie jednocześnie wpływ na skład jego zarządu - to kolejna zmiana, której zasięg dotyczy niemal wszystkich krajów zachodniej cywilizacji. W ramach zawartego z Citigroup porozumienia ministerstwo skarbu USA zgodziło się zamienić część swych preferencyjnych akcji koncernu na akcje z prawem głosu, co poprawi relację między kapitałem obcym i własnym spółki. Rząd nie ukrywał, że jego zamiarem było przekształcenie swoich udziałów w Citigroup w takim samym stopniu, w jakim robią to prywatni inwestorzy - do maksymalnej kwoty 25 mld dolarów.

Również Royal Bank of Scotland jest o krok od pełnej nacjonalizacji. Po ogłoszeniu rekordowej straty 24,1 mld funtów prezes banku odszedł na emeryturę, zaś Korona Brytyjska przejęła 70 proc. własności banku po rekapitalizacji na sumę 20 mld funtów.

Na największą stratę w historii brytyjskiej bankowości składa się 7,9 mld funtów, które przyniosły operacje banku oraz odpisy od wartości aktywów z tytułu przejęcia części holenderskiego banku ABN Amro w 2007 r., w szczytowym okresie koniunktury na krótko przed jej załamaniem. Podobnie jak Citibank, RBS ogłosił podział na dwie części obsługujące zdrowe operacje i toksyczne aktywa. Zagraniczne oddziały banku pozostaną w 18 z 54 państw, reszta zostanie zlikwidowana.

Kolejnym gigantem, w którym pojawiła się administracja państwowa była amerykańska grupa AIG, specjalizująca się w ubezpieczeniach ryzyka kredytowego z portfelem klientów wśród wielkich korporacji i banków rozsianych po całym globie. Z ubiegłoroczną stratą w wysokości 99 mld dolarów ewentualny upadek grupy pociągnąłby za sobą kilka dużych banków i znaczną część rynków finansowych. Dlatego rząd USA i Fed wpompowały w grupę łącznie 150 mld dolarów i zaczęły przejmować nad nią kontrolę. To największa nacjonalizacja obecnej recesji.

Nad Wisłą spokojnie

W Polsce nacjonalizacja nie grozi jeszcze żadnemu bankowi - poza tradycyjnie państwowymi PKO BP, BOŚ i BGK wszystkie instytucje finansowe bronią się przed ingerencją rządową w politykę banku. Prawdę mówiąc nie muszą nawet prosić o szczególną pomoc czy dokapitalizowanie - polski rynek finansowy dość skutecznie broni się przed kryzysem.

A jeśli chodzi o fuzje - na razie rynek z uwagą przygląda się przejęciu Getin Banku przez Noble Bank. Po prawnym połączeniu obu banków ma powstać bank w pełni uniwersalny, o bogatej ofercie produktowej w zakresie finansowania, oszczędzania i inwestowania. Połączony Getin Bank i Noble Bank chce wejść w ciągu kilku lat do pierwszej piątki największych banków. Banki szacują korzyści z efektu synergii na około 100 mln zł do 2012 r. Spółki podały, że efekty synergii pochodzić będą głównie z poprawy efektywności działania poprzez osiągnięcie korzyści skali, wprowadzenie uniwersalności banku oraz optymalizacji zasobów.

Obecnie 99,39 proc. akcji Getin Banku należy do Getin Holdingu. Getin Holding jest również głównym akcjonariuszem Noble Banku, posiadającym 73,64 proc. akcji.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.