Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Fatalna informacja dla gospodarstw domowych - rachunki za gotowanie na kuchence gazowej i ogrzewanie mieszkań praktycznie w ogóle się nie zmienią, chociaż ceny gazu na świecie spadają na łeb na szyję. Taką decyzję podjął Urząd Regulacji Energetyki, który po trzech miesiącach namysłów, zatwierdził wreszcie nowe cenniki Polskiego Górnictwa Naftowego i Gazownictwa oraz jego spółek, zajmujących się dostarczaniem gazu - ogłosił wczoraj koncern.

"Średnia wysokość całkowitych opłat związanych z dostarczaniem gazu wysokometanowego dla odbiorców ulegnie obniżeniu o 3,3 proc." - deklaruje gazowy monopolista. Ale w przypadku gospodarstw domowych takie deklaracje to mydlenie oczu.

Ceny paliwa gazowego do kuchenek gazowych PGNiG obniżyło o 9,7 proc. Ale jednocześnie spółki dystrybucyjne - należące w 100 proc. do PGNiG - za swoje usługi będą pobierać za swoje usługi ponad jedną dziesiątą więcej niż dotąd. Efekt? Dla klientów Wielkopolskiej i Górnośląskiej Spółki Gazownictwa łączna wysokość opłat w ogóle się nie zmieni, a w pozostałych spółkach dystrybucyjnych spadek opłat wyniesie symbolicznie od 0,1 proc. do 1,2 proc.

Podobnie rzecz się będzie miała z opłatami dla gospodarstw domowych, które wykorzystują gaz w kuchenkach gazowych i do podgrzewania wody. W Górnośląskiej i Pomorskiej Spółce Gazownictwa łączną wysokość opłat pozostanie bez zmian, w pozostałych spółkach spadek opłat wyniesie 0,3 do 1,9 proc.

Powody do narzekań mają także ci, którzy gazem ogrzewają mieszkania. Wysokość ich opłaty spadnie w kraju średnio tylko o 0,9 proc. Ale to znowu przeciętna, bo w dla klientów Górnośląskiej i Pomorskiej Spółki Gazownictwa wysokość opłat w ogóle się nie zmieni. Spadek cen paliwa, grupa PGNiG powetuje sobie windując aż o 15,3 proc. opłaty za dostarczenie paliwa do piecyka gazowego.

- Stawki opłat za dystrybucję jest obliczane zgodnie z wzorem z rozporządzenia Ministra Gospodarki. W zeszłym roku URE zgodziło się obniżyć o połowę dopłatę od wartości majątku spółek dystrybucyjnych, ale w tym roku tej ulgi już nie ma i wzrost opłat jest wyższy. A spółki dystrybucyjne potrzebują pieniędzy na budowę nowych gazociągów oraz remonty i wymianę starych instalacji - tłumaczy "Gazecie" dyr. Andrzej Janiszowski z PGNiG. Jego zdaniem są to inwestycje na przyszłość: - Za pięć, siedem lat opłaty za dystrybucję mogą nawet spadać, jeśli spółki będą sprzedawać więcej gazu, bo nie zmienią się ich koszty stałe, związane z eksploatacją sieci.

Nowe cenniki zgodnie z prawem mogą wejść w życie najwcześniej za dwa tygodnie, a najpóźniej za 45 dni. Wiceprezes PGNiG ds. finansowych Sławomir Hinc już wcześniej deklarował, że chciałby wprowadzić nowe cenniki od początku miesiąca - czyli czerwca. - To rzeczywiście byłoby dla nas najbardziej korzystne, ale zarząd nie zdecydował jeszcze o terminie wprowadzenia nowych taryf - mówił nam wczoraj dyr. Janiszowski. Nowe cennik będą obowiązywać do końca marca przyszłego roku. Ale to teoria. Także dotychczasowe cenniki PGNiG zatwierdzono do końca marca. Ale z powodu przewlekłych negocjacji z URE, obowiązują one do tej pory. To bardzo korzystne dla gazowego monopolisty, który sprzedaje klientom w kraju gaz po dotychczasowej cenie, a jednocześnie od kwietnia płaci dużo taniej za gaz z importu. Ceny gazu sprowadzanego do Polski dostosowują się bowiem z opóźnieniem dziewięciu miesięcy do cen ropy naftowej na świecie. A ponieważ od połowy zeszłego roku ceny ropy zaczęły spadać w dół, do końca tego roku ceny gazu z importu także będą się obniżać.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.