Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
- Walkę z tym procederem zaczęliśmy pod koniec zeszłego roku, bo żalić zaczęły się polskie firmy - mówi Andrzej Machniewski, przewodniczący Stowarzyszenia dla Rozwoju Krajowej Produkcji Maszyn Budowlanych. W stowarzyszeniu jest dziewięciu polskich producentów, m.in. Huta Stalowa Wola, Bumar, Mista.

Z danych, do których dotarliśmy, wynika, że w 2007 r. sprzedało się u nas prawie 270 maszyn z Chin. Następny producent - Volvo - sprzedał 173 maszyny. HSW - zaledwie 54. W następnym roku Chińczycy mieli na swoim koncie 205 maszyn, Volvo - 210, a HSW - 65.

Chińskie maszyny idą jak woda, bo są tańsze: - Nasza sztandarowa ładowarka kosztuje 320 tys. zł i jest o blisko 60 tys. zł tańsza od takiego wyrobu HSW. Ot i cała tajemnica naszego sukcesu - mówi Michał Myczkowski, prezes firmy Hortpak. To największy dystrybutor chińskich maszyn w Polsce. Jego statystyki są jeszcze korzystniejsze dla chińskich producentów: - W 2007 r. sprzedaliśmy 300 maszyn, w zeszłym roku podobnie. Jesteśmy liderem na polskim rynku - mówi Myczkowski.

- Chińskie maszyny nie mają certyfikatów, dlatego mogą być tańsze - mówi tymczasem Machniewski. Stowarzyszenie powiadomiło o tym głównego inspektora pracy, głównego inspektora ochrony środowiska, Służbę Celną, Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów. W pismach informuje, że maszyny sprzedawane przez Hortpak nie spełniają polskich i unijnych wymagań, a mają oznaczenie CE.

- Spełnienie tych norm powinno być potwierdzone badaniami lub certyfikatami wydanymi przez jednostki uznane w UE. Jeżeli kupujemy maszynę niecertyfikowaną, nie wiemy, czy jest bezpieczna - tłumaczy Machniewski.

- Wszystkie maszyny oferowane przez nas z oznakowaniem CE spełniają wymogi UE. Na maszyny XCMG [najpopularniejsza u nas ładowarka chińska] sprzedawane w Polsce mamy certyfikaty instytutów z Luksemburga, Włoch i Niemiec - zapewnia jednak prezes Myczkowski.

Horpak reklamuje też maszyny bez certyfikatu, po 195 tys. zł. - Każdy, kto je kupuje, podpisuje oświadczenie, że będzie je wykorzystywał wyłącznie poza terenem UE. Sprzedaż maszyn bez certyfikatów stanowi około 1,5 proc. naszej sprzedaży i nie ma wpływu na złą kondycję polskich producentów - mówi Myczkowski.

Tymczasem kontrolę w Hortpaku zakończył Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska w Łodzi. - W chwili kontroli maszyny miały niekompletną dokumentację. Daliśmy firmie trzy miesiące na jej uzupełnienie - mówi Artur Owczarek, p.o. dyrektora WIOŚ w Łodzi.

- Na pewno się wyrobimy - mówi prezes Myczkowski.

Wyniki kontroli PiP mają być znane w połowie maja.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.