Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Leszek Kostrzewski, Piotr Miączyński: I co dalej, proszę ojca? Niejeden Kowalski mówi teraz: Nowego telewizora sobie nie kupię, bo kryzys. Na wycieczkę do Paryża nie pojadę. Bo kryzys. Z kredytem na mieszkanie to też nie wiadomo, kiedy spłacę. To jaki sens ma moje życie? Bez sensu jest.

O. Wiesław Dawidowski: Taki człowiek musi zdefiniować, co w jego życiu było najważniejsze, co było wartością, a co tylko blichtrem. Moment kiedy stoimy pod ścianą, może być czasem błogosławionym. Można zadać sobie wtedy pytania: Czy jestem winny swoich kłopotów? Czy ja je spowodowałem? Czy może to Bóg wystawia na próbę moją wiarę? Pamiętajmy, na kryzysie można zarobić.

W sensie mamony?

- Są ludzie, którzy w czasie kryzysu kupują sobie po okazyjnej cenie stare meble, dzieła sztuki, złoto. Ale są i tacy, którzy zarabiają w inny sposób - inwestują w relacje międzyludzkie.

Ewangelia ma mnóstwo przypowieści kryzysowych. Jedna z nich mówi o człowieku, który ma stracić pracę. To nieuczciwy zarządca. I w takim kryzysie mówi on do siebie: Co dalej zrobię? Kopać nie potrafię, żebrać się wstydzę. I wpada na pomysł: Rozdam majątek szefa, po prostu anuluję część długów jego dłużnikom. Potem jak mnie wyrzuci z pracy, to tamci mnie przyjmą, bo poczują się solidarni. (Łuk, 16, 1-13)

Co nam tu ojciec złodzieja daje za przykład?!

- Z ludzkiego punktu widzenia to rzeczywiście złodziej. Kradnie cudzą własność i rozdaje. Ale co mówi jego szef? Sługo, dobrze uczyniłeś. Pochwała dotyczy przezorności, a nie nieuczciwości. Sługa w tej sytuacji krytycznej postawił na relacje z ludźmi. Kryzys w jego życiu stał się zyskiem.

Amerykanie wydają poradniki na każdy temat. Teraz o tym, jak żyć kryzysie: spędzaj więcej czasu z rodziną, odwiedź przyjaciół, odezwij się do znajomych, z którymi straciłeś kontakt...

- Coś w tym jest. Bo w czasie kryzysu trzeba zachowywać się jak ewangeliczna kobieta, która zagubiła drachmę i wymiata cały dom, aby ją znaleźć. A gdy znajduje - zaprasza wszystkich i prosi, aby się z nią radowali. (Łuk, 15, 8-10) Powinniśmy się zastanowić, co jest tą drachmą, po którą warto się pochylić. Dla kogoś to będą relacje z dzieckiem, dla kogoś innego z małżonkiem.

Ktoś traci pracę, innego dławi go kredyt, a ojciec mówi, że kryzys może być wybawieniem?

- Jan Kaczmarek napisał taką piosenkę "Zerowy bilans".

"Osobnik, co wyleciał z pracy

Zamiast rozpaczać i żałować,

Prędko to sobie szybko wytłumaczy,

No, w końcu nie muszę tu pracować".

Strata pracy to rzecz jasna dramat. Ale wszystko ma dobre i złe strony. Powtarzam - kryzys może nam dać wiele do myślenia. Być może gdy ktoś cały czas zarabiał i zarabiał, to tracił coś cenniejszego. A tak ma okazję to naprawić, zanim będzie za późno.

Jestem wyznawcą myśli prof. Kazimierza Dąbrowskiego. Stworzył on teorię dezintegracji pozytywnej: abyśmy się rozwijali duchowo, powinniśmy jakiś wizerunek samych siebie zniszczyć i nabrać drugiego oddechu.

Ludziom jest łatwiej, gdy wiedzą, kto winien. Kto jest winien za ten kryzys?

- Pożądliwość. I to ślepa pożądliwość. Że muszę mieć tyle samo i to samo co zamożny sąsiad. Że musimy być równi. Tymczasem jesteśmy równi, ale w godności, a nie w talencie do pomnażania pieniędzy.

Młode małżeństwo mieszka kątem u teściów. Pojawia się dziecko, chcą mieć własne mieszkanie, proszą o kredyt. Bankowiec kredyt im dał. Powinien? Wiedział, że mogą być problemy ze spłatą.

- Być może powinien im tego kredytu odmówić. Bo w przyszłości ten dobry gest może skończyć się eksmisją.

Czyli nadal mają mieszkać u teściów?

- Może powinni myśleć bardziej przedsiębiorczo i zmienić pracę, aby więcej zarabiać? Na razie mogą nadal mieszkać w godnych, ale skromniejszych warunkach. Powinni założyć, że nie od razu znajdą się u siebie.

Łatwo księdzu mówić.

- Moi rodzice, zanim dorobili się własnego mieszkania, czyli całych 32 metrów, przez osiem lat mieszkali na stancji.

Czasy się zmieniają. Jak dziecku wytłumaczyć, że koledzy mają własny pokój z mnóstwem zabawek, a ono nie?

- Czy ludzka godność składa się tylko ze stanu posiadania? Jeżeli rodzice całą uwagę koncentrują na tym, by dziecko miało podobnie jak koledzy z klasy wakacje na Majorce, to wyrządzają dziecku szkodę. Większą niż ci koledzy, którzy mówią: My byliśmy na Majorce, a ty nie. Chodzi o proces wychowania. Zapytałbym takie dziecko: A czy masz rodziców, którzy cię kochają, czy masz ojca, z którym chodzisz na spacery, czy masz matkę, która cZyta z tobą fajne książki?

A za co kupić te fajne książki?

- Idziemy do biblioteki, idziemy do przyjaciół. Proszę panów, nikt nie jest samotną wyspą.

Ojciec jest przeciwnikiem pożyczania pieniędzy?

- Jestem zakonnikiem. Całe moje życie jest pożyczką. Gdybym powiedział, że jestem wrogiem kredytów, to musiałbym być wrogiem Pana Boga, który mi udzielił tego kredytu. Jestem wrogiem braku odpowiedzialności za pożyczone dobro.

Kto powinien być bardziej odpowiedzialny - ten, kto bierze, czy ten, kto pożycza?

- Obie strony. Bank jest odpowiedzialny za pracowników, których zatrudnia. Gdyby rozdawał nieodpowiedzialnie pieniądze, zbankrutowałby, a ludzie straciliby pracę.

Przedsiębiorca opowiadał nam, jak przez ostatnie kilka lat przyjaźnił się z bankowcem. Odwiedzali się rodzinami, organizowali wspólne przyjęcia. Rok temu bankowiec powiedział: Słuchaj, mamy świetny produkt, nie stracisz. Opcje walutowe. Przedsiębiorca skorzystał, teraz bankrutuje. A przyjaciel nie odbiera telefonu.

- Klient, który przychodzi do banku po poradę, musi być traktowany jak partner. Musi znać ryzyko. Jeżeli bankowiec mu o nim nie powiedział, to zachował się niemoralnie. Tym bardziej sytuacja jest niemoralna, że to był przyjaciel. Bankowiec powinien mu powiedzieć: Słuchaj, stary, są takie opcje, ale mówię szczerze - jak kurs złotówki się zmieni, możesz stracić. Albo: Na opcjach można zarobić. Pewności jednak nie ma. Nie może bankowiec mówić, że jest pewny interes. Nie może oszukiwać, że wie coś na pewno. Nikt nie jest wszechwiedzący. Nie potrafimy przewidzieć zawirowań gospodarczych. Można podejrzewać pewne rzeczy, ale pewności nie ma.

Bankowiec ma plan finansowy. Nie sprzeda, wyleci z pracy, straci premię. A ojciec mówi, że powinien się kierować moralnością.

- O moralność powinni dbać jego przełożeni. Szefowie nie mogą traktować pracownika jak niewolnika i zmuszać do oszukiwania klientów.

W kryzysie zmieniają się obowiązki ludzi bogatych wobec świata i samych siebie?

- Jest przypowieść w Ewangelii o bogaczu, któremu obrodziło pole. I postanowił budować spichlerze. Na to Bóg mówi: Głupcze, jeszcze tej nocy zażądają duszy twojej. Największym grzechem, który ludzie popełniają, jest grzech głupoty, która zamyka człowieka w sobie, nie pozwala mu wyjść poza obręb własnych interesów. Bill Gates, który zbudował fortunę, w porę to zrozumiał.

I teraz się nią dzieli.

- Po prostu pomaga. Myślę, że jałmużna jest receptą na kryzys. Ale tu znowu jest problem. Jeżeli przychodzi ktoś do mnie i mówi: Daj dychę na piwo...

...to uczciwie mówi, na co zbiera.

- Jezuita, ksiądz Stanisław Musiał, niezwykły i święty człowiek, zawsze dawał biednym, gdy prosili. Ludzie go ostrzegali: Słuchaj, on to wyda na alkohol. Ale ksiądz Musiał machał ręką. My w klasztorze augustianów pieniędzy nie dajemy. Mamy jednak zasadę, aby nikt nie odszedł głodny od naszych drzwi. Udzielać jałmużny trzeba, gdy wiem, że pójdzie ona na dobry cel.

Rozmawialiśmy z Romanem Kluską, bogatym człowiekiem, który sporą część majątku rozdał. Przychodzili do niego po pomoc różni ludzie. Dawał im spore sumy. Za jakiś czas ci sami ludzie przychodzili po kolejne pieniądze. W pewnym momencie postanowił: koniec z rozdawaniem. Zamiast tego opowiadał im historię swego życia. Mówił, jak Bóg pomógł mu obronić się przed niesłusznymi oskarżeniami. Ci liczący na pieniądze słuchali. I wie ojciec, co się stało?

- Słucham.

Ludzie, którzy nie dostali od niego pieniędzy, do dziś mu dziękują, przysyłają kartki świąteczne. A ci, którym je dał, o nim zapomnieli.

- To ciągły dylemat. Dać rybę czy wędkę. Nic nas bardziej nie cieszy niż nasze własne osiągnięcia - to, czego ja sam się dorobiłem. Dlatego rodzic, który spełnia wszystkie zachcianki dziecka, deformuje kręgosłup tego młodego człowieka. Rośnie jeszcze jeden obywatel, któremu się wszystko należy.

Ksiądz Grzegorz Ryś, rektor krakowskiego seminarium, napisał, że "post bez jałmużny jest pomnażaniem jedzenia, ale nie zasług. Bo jeśli nie zjesz teraz, to zjesz wieczorem". I ilustrował to przykładem: "Pamiętam środy popielcowe z czasów, kiedy sam byłem jeszcze w seminarium. Warto było po północy przejść się po korytarzu, unosiły się tam wszystkie możliwe zapachy. Czego się tam nie smażyło po całodziennym poszczeniu".

- Ksiądz Ryś ma absolutną rację. Jałmużna to oddanie biednemu czegoś, na czym zaoszczędziłem. Bo jaki ma sens to, że ktoś mówi: Nie będę pił piwa w poście. To piękne, ale jeżeli on te pieniądze ma w kieszeni, to tylko zaoszczędził na wakacje. Mam większy szacunek do człowieka, który w poście wypije to piwo, a jednocześnie otworzy serce przed drugim człowiekiem.

* Ojciec Wiesław Dawidowski - augustianin, rektor duszpasterstwa cudzoziemców anglojęzycznych w Warszawie, teolog, członek Centrum Kultury i Dialogu

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.