Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Jeszcze kilka miesięcy temu funduszami inwestycyjnymi nie interesował się pies z kulawą nogą. Nic dziwnego. Giełdowa bessa od jesieni 2007 r. pożarła jedną trzecią pieniędzy, które oszczędzaliśmy w funduszach. Kolejne grube miliardy wycofali sami klienci, nie bacząc na to, że tracą. W efekcie z ponad 140 mld zł pieniędzy w funduszach na początku 2009 r. zostało niecałe 70 mld. Wydawało się, że czas funduszy minął.

I tu niespodzianka. W ostatnich dwóch-trzech miesiącach większość funduszy inwestujących w akcje znów zaczęła przynosić zyski. Wcale niemałe: nawet ponad 40 proc.!

Inwestujący w branżę budowlaną TFI Allianz zarobił przez kwartał 43 proc., lokujący w Rosji TFI ING - ponad 41 proc. W Arce Europy Środkowej i Wschodniej można było zarobić 38 proc., Allianz polskich małych i średnich spółek dał 36 proc.

Jednocześnie spadły odsetki z bezpiecznych lokat bankowych. W grudniu 2008 r. niektóre banki dawały nawet 10 proc. rocznie, dziś najwyżej 6-7 proc. Czasy, gdy można było, leżąc do góry brzuchem, tylko patrzeć, jak błyskawicznie rośnie ci stan konta w banku, odchodzą w przeszłość.

Wniosek narzuca się sam. Ale jeśli masz jakieś wolne pieniądze i kusi cię, by powierzyć je funduszom akcji, to zanim to zrobisz, powinieneś odpowiedzieć sobie na kilka pytań. I znaleźć swoją odpowiedź na dylemat. Otóż kryzys sprawił, że inwestycje w fundusze stały się jeszcze bardziej ryzykowne niż w spokojnych czasach. Ale z drugiej strony - do zgarnięcia są większe potencjalne zyski.

1. Nie bój się powtórki z krachu

Większość osób inwestujących w fundusze została w ostatnich dwóch latach ciężko doświadczona przez los. Może przekonałeś się już na własnej skórze, że nie wolno wkładać do funduszy wszystkiego, tak by ewentualna wpadka nie zachwiała twoimi finansami.

Nie popadaj jednak w przesadę. Nawet jeśli obiecywałeś sobie, że już nigdy, przenigdy nie włożysz pieniędzy do funduszu inwestycyjnego, pomyśl. Giełda ma za sobą najgorszy czas od kilkunastu lat. Indeksy są dwa razy niżej niż w szczycie hossy. Może warto kupić jednostki funduszy po niskich cenach? Niewykluczone, że tak tanio już nie będzie.

Ci, którzy dwa miesiące temu zamknęli oczy i zaryzykowali, gdy na parkiecie lała się krew, dziś liczą sute zyski. Wciąż pewnie ryzykujesz mniej, niż gdybyś kupował fundusze dwa-trzy lata temu. Giełda jest gdzieś w okolicach dna. Nawet jeśli jeszcze spadnie, to nie więcej niż 20-30 proc. Nie stracisz 70-80 proc., jak pechowcy, którzy weszli w fundusze w szczycie hossy.

2. Sprawdź, na czym stoisz

Jesteś gotów na powrót do funduszu? Policz, ile masz zaskórniaków, i sprawdź, gdzie są ulokowane. Jeśli trzymasz je na długoterminowych lokatach lub w tzw. produktach strukturyzowanych o kilkuletnim okresie inwestycji, możesz mieć problem z ich zerwaniem. A nie ma sensu rezygnować z pewnych zysków, nawet niewielkich. Lepszy wróbel w garści... Na fundusz przeznacz tylko tę część oszczędności, którą dziś możesz swobodnie dysponować. I nie planujesz jej wydać na rychły remont mieszkania. Zaskórniaki, które mają zarobić w długim terminie - tak o tym pomyśl.

I oczywiście nic na siłę. Gdybyś miał nie spać po nocach, obawiając się straty pieniędzy - lepiej trzymaj je na koncie. Inwestycja musi być zgodna z twoją psychiką.

3. Wybierz wariant i zważ zyski

Decyzja powinna być długoterminowa. Nie patrz na tabelki z ostatnich kilku miesięcy z 20 czy 40 proc. zysku. Twoim celem powinno być kilkadziesiąt procent w kilka najbliższych lat.

Nie ma co się oszukiwać - szansa na zyski zależeć będzie głównie od tego, kiedy skończy się kryzys. Jeśli uznasz, że najdalej w przyszłym roku światowa gospodarka zacznie wychodzić na prostą - to moment na inwestycję w fundusz jest dobry. Giełda zwykle wyprzedza trendy w gospodarce. Ale jeśli przekonują cię eksperci pesymiści twierdzący, że najgorsze jeszcze przed nami, nie wyrywaj się z inwestycjami.

Oto dwa scenariusze. Wybierz ten, który bardziej do ciebie przemawia. Nawet jeśli się pomylisz, to przynajmniej będziesz mógł sam przed sobą się wytłumaczyć.

Wariant optymistyczny. Pieniądze wpompowane przez rządy i banki centralne w światową gospodarkę zaczynają przynosić efekty. W USA nieruchomości drożeją, ale znacznie wolniej, rośnie też liczba bezrobotnych. Niektóre wskaźniki nastrojów konsumentów i producentów drgnęły. Banki dostały od rządów kapitał, którym pokryły gros strat poniesionych z powodu niewypłacalności klientów. Banki centralne tak obniżyły stopy procentowe, że kredyty stały się tanie. Wkrótce banki przestaną uciekać przed ryzykiem i znów zaczną ich udzielać. To będzie koło zamachowe dla gospodarek - wzrośnie popyt, po nim produkcja, spadnie bezrobocie. Kryzys odejdzie.

Wariant pesymistyczny. Kryzys finansowy spowodował, że ze światowej gospodarki wyparowało ponad 2 biliony dolarów, za które ludzie kupowaliby domy, samochody, wakacje. Bez tych pieniędzy spada popyt, w ślad za nim produkcja. Coraz więcej ludzi na bezrobociu. Budżety wielu państw pękają w szwach. Rządom brakuje kasy, by pompować ją w gospodarkę. Ostatnio ze sprzedażą obligacji miały kłopoty takie potęgi jak Niemcy i Wielka Brytania. A Ameryka musiała podnieść ceny oferowanych obligacji, by ktoś chciał jej pożyczać. Sytuacja banków jest chwilowo opanowana, ale rosnące bezrobocie na nowo w nie uderzy. Będzie coraz więcej niespłaconych kredytów, więc banki nie będą dawać nowych. Spirala kryzysu rozkręci się na nowo.

Im bliższy ci jest wariant O, tym więcej inwestuj w fundusze (zwłaszcza agresywne); im bardziej P, tym więcej ulokuj na koncie bankowym.

4. Zrób plan dla pieniędzy:

Nie powiem, czy będzie raczej O, czy raczej P - nikt tego nie powie. Ale coraz więcej specjalistów uważa, że dno kryzysu zostało już wyznaczone, a wiele spółek na giełdach jest wycenianych zbyt nisko. W kilkuletniej perspektywie jest szansa na wysokie zyski.

Jak je zainkasować, nie ryzykując zbyt wiele?

Funduszom daj tylko część. Nawet najwięksi optymiści nie powinni ryzykować wszystkich oszczędności. Długoterminowy inwestor w akcjach lub funduszach z dużym udziałem akcji trzyma nie więcej niż 30-40 proc. pieniędzy. Albo i mniej. Może zainwestuj w fundusze akcji co piątą złotówkę z zaskórniaków? Jeśli sprawdzą się scenariusze O, nawet na tych 20 proc. zarobisz więcej niż na pozostałej części na lokatach. A jak coś źle pójdzie - nie pójdziesz z torbami.

Uwaga! Lepiej samemu postawić swoje oszczędności na dwóch takich nogach niż korzystać z tzw. funduszy zrównoważonych, gdzie część pieniędzy jest lokowanych w akcjach, a cześć np. w polskich obligacjach. Dlaczego? Bo od bezpiecznej części też zapłacisz opłatę za zarządzanie.

Zrób sobie poduszkę. Załóżmy, że z nieba spadło ci 50 tys. zł. Jeśli ulokujesz z tej kwoty np. 15 tys. zł w fundusze agresywne, zaś 35 tys. na lokacie, to na tej bezpiecznej części portfela będziesz zarabiał ok. 1750 zł rocznie (oprocentowanie 6 proc. minus podatek Belki). W cztery lata da ci to 7-7,5 tys. To będzie twoja poduszka bezpieczeństwa na wypadek strat na ryzykownej części portfela. Zakładając najczarniejszy scenariusz, że akcje spadną o połowę, wyjdziesz per saldo na zero. A jeśli giełda odbuduje swą potęgę, do zysku na lokacie dorzucisz miły bonus, może nawet drugie tyle.

Bierz kilka funduszy. Nigdy nie warto obstawiać jednego konia. Wybierz minimum dwa fundusze, najlepiej z dwóch różnych rodzin, zarządzane w różny sposób. Jeśli jeden zarządzający popełni błąd, drugi cię uratuje. Popatrz, jakie zyski osiągnęły w krótkim i długim czasie (np. trzech lat). Wybieraj te, które dobrze spisywały się w długiej perspektywie.

Otwórz się na świat. Dobrze, jeśli jeden z tych funduszy inwestuje w Polsce, a drugi np. w Europie Środkowej albo w Azji. Polska nie jest pępkiem świata i zdarzają się okresy, gdy wielcy inwestorzy nas omijają. W ostatnim czasie wyższe zyski dawały fundusze inwestujące w Rosji, Brazylii, Azji.

Wpłacaj w częściach. Nie inwestuj wszystkiego w jednym momencie. Podziel pieniądze na cztery części i wpłacaj po kawałku, np. co miesiąc. Uchronisz się przed pechem, że wejdziesz na rynek w złym momencie.

Zmieniaj z głową. A co z bezpieczną częścią portfela? Pamiętaj, że liczy się każdy złoty. Jeśli w twoim banku lokata jest oprocentowana na 4,25 proc., a u konkurencji na 6 proc., nie ma się co zastanawiać. Wyciskaj soki z ulokowanych bezpiecznie pieniędzy. Do wyboru masz: lokaty bankowe (wybieraj te o zmiennym oprocentowaniu, unikaj dłuższych niż rok - mogą pojawić się lepsze oferty), konta oszczędnościowe, obligacje skarbowe, lokaty strukturyzowane (dają szansę zarabiania na giełdach, a jednocześnie gwarantują ochronę wniesionego kapitału). Ale o tym wszystkim już innym razem (poprzednie poradniki na www.wyborcza.pl).

Poezja słynnych inwestorów

Dwaj słynni inwestorzy - mający własną firmę zarządzającą aktywami Warren Buffet i kierujący funduszami Templeton Mark Mobius - uważają, że rynki akcji najgorsze mają już za sobą. Niepokoić może tylko to, że mówią samymi metaforami.

Mark Mobius:

Rynki wschodzące mogą do końca roku być "rynkami byka". Spadają stopy procentowe i słabnie inflacja, co zwiększa atrakcyjność akcji. Rynki akcji budują bazę pod przyszły rajd w górę. Optymizm mogą zgasić upadki wielkich koncernów motoryzacyjnych, ale na zachmurzonym niebie europejskiej gospodarki błyszczą już wyraźnie promyki nadziei. W Wielkiej Brytanii ceny domów wzrosły w marcu po raz pierwszy od października 2007 r., a nowych hipotek otwiera się więcej, niż oczekiwano. W lutym wskaźniki działalności produkcyjnej w strefie euro drgnęły do góry, chociaż pozostają nadal głęboko pod kreską.

(z majowych materiałów Templeton Asset Management)

Warren Buffett:

Gospodarka USA najgorsze ma za sobą, ale jeszcze nie wyszła na prostą. Wciąż jesteśmy na wojnie, ale to już nie jest wrzesień 2008 r., który był dla nas niczym Pearl Harbor, bo kryzys uderzył w samo serce amerykańskiego systemu finansowego. Wojna trwa, ale kilka dobrych decyzji uratowało nas przed klęską. (z majowego wywiadu dla CNBC)

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.